Zenon Frydrychowicz

WSPOMNIENIE

ZENON FRYDRYCHOWICZ - człowiek, którego misją było służenie innym.

Spotkałem Zenona Frydrychowicza niebawem po moim przeszczepie serca, pod koniec 2002 roku. Potem, widywałem go i grzecznościowo zamieniałem parę zdań, podczas licznych spotkań w ramach zjazdów, wycieczek i imprez organizowanych przez Stowarzyszenie Transplantacji Serca. Choć najczęściej bywał na nich z żoną Łucją, znajdował czas na udzielanie kolegom skrupulatnych wyjaśnień i porad prawnych dotyczących różnych trudnych spraw, z którymi borykają się osoby po transplantacji serca bądź płuc.

Przez długi okres nie miałem możliwości do dłuższej rozmowy z Zenkiem. Okazja do pogadania i lepszego poznania go nadarzyła się w Bartkowej podczas XVII Zjazdu STS, 13 października 2006 roku. Mieszkaliśmy wtedy w jednym pokoju. Dyskutowaliśmy na różne tematy. W każdym Zenek miał bardzo dużo do powiedzenia. Przed zakończeniem Zjazdu zdążyłem Kolegę poprosić o napisanie coś o sobie w moim pamiętniku. Jeszcze w Bartkowej z uwagą przeczytałem starannie wykaligrafowany przez Zenona następujący tekst:

„WAŻNE nie wykształcenie lub nawet wiedza, lecz chęć poznania prawdy realnej, tolerancja, szacunek dla współpartnerów – nawet mimo ich wad (każdy ma wady !!!!).

….

Wiek i doświadczenie życiowe oraz zawodowe pozwoliły mi na kontynuację własnej misji: SŁUŻ INNYM, BO SAM BEZ INNYCH NIE POTRAFISZ BYĆ SAMODZIELNYM. Mam tu na myśli działalność społeczną bez wynagrodzenia, chyba że wynagrodzenie jest niezbędne do przeżycia.

To jest moja zasada od czasów młodości. ……Tej regule (służby innym) jestem stale wierny…..”

W Bartkowej, w ciągu zaledwie trzech dni, odkryłem u Zenona Frydrychowicza całe mnóstwo takich zalet, które mimo największych starań nie zdołałbym nigdy posiąść.

Od tej pory darzyłem Zenka wielka sympatią. Nie byłem w tym odosobniony, bo bardzo duże grono członków Stowarzyszenia otaczało go głębokim szacunkiem.

Tym, co szczególnie ceniono u Zenona była jego stała gotowość do służenia swoją wiedzą i doświadczeniem życiowym każdemu kto o to poprosił. Chętnie z zasobu Jego wiadomości z różnych dziedzin korzystał też między innymi wieloletni prezes ZG STS – Tadeusz Bujak.

Elokwentność i niezwykła umiejętność wyciszania emocji predysponowały Zenka do prowadzenia zebrań. Dość często i z bardzo dobrym skutkiem wypełniał funkcję przewodniczącego zebrania.

Ważna zaletą, najbardziej wyróżniającą Zenka spośród „składaków” była jego dokładność. Zarówno w wypowiedziach, jak i w notatkach zwracał uwagę na szczegóły. Wszystkie dokumenty opracowywane przez Niego, wykonywane były starannie i charakteryzowały się uporządkowaniem. Ta cecha i powściągliwość w wydawaniu sądów sprawiały, że wybierany był parokrotnie do Komisji Rewizyjnej Zarządu Głównego STS. Pełnił tam przeważnie funkcję przewodniczącego komisji. Udzielał się również w Zarządzie Koła „Zabrze”.

W swej działalności na rzecz stowarzyszenia starał się łagodzić różnorakie spory. Uważał, że o każdej trudnej sprawie, zwłaszcza o kwestiach drażliwych trzeba rozmawiać, spierać się, ale nie walczyć ze sobą.

Stale był obecny tam, gdzie się coś działo. Dzielił z nami nasze radości i troski. W krytycznym dla Koła „Zabrze” momencie zabiegał, by nie doszło do jego rozwiązania. Następnie dopingował nowemu Zarządowi. Potem wykorzystując znajomość statutu STS pomagał kolegom w przedsięwzięciach zmierzających do utworzenia Klubu przy Kole „Zabrze”.

Zapamiętaliśmy też Zenka, jako człowieka szalenie taktownego. Nawet napastliwie krytykowany, był w stanie spokojnie bronić swoich racji, z opanowaniem przytaczając nieścisłości w stawianych mu zarzutach i wytykając mijanie się z prawdą osobom atakującym go. Gdy sam popełnił błąd potrafił posypać głowę popiołem, przeprosić i przyznać się do pomyłki.

Obok udzielania się na rzecz osób po transplantacji , zaangażował się Zenon w pracę w miejscu zamieszkania, w Rybniku. Przez wiele lat działał społecznie we wspólnocie mieszkaniowej, dla której między innymi pozyskiwał fundusze na remonty budynków i upiększanie terenu; prowadził dokumentację z tym związaną, czuwał nad wydawaniem środków. Miał więc sporo pracy, ale nie uskarżał się na jej nadmiar. Zawsze brał na siebie tyle, by sumiennie wywiązać się z realizacji zleconych zadań.

Nie uskarżał się też Zenek na różnorakie ułomności fizyczne, bóle czy niesprawności ciała. Po udarze mózgu wytrwale i cierpliwie poddawał się rehabilitacji aby odzyskać w miarę poprawną sprawność. Nawet w ostatnim czasie, kiedy poddawany był dializie z optymizmem oczekiwał na kwalifikacje do przeszczepu nerki.

Choroba niestety zwyciężyła. Pomimo wysiłków lekarzy i troski rodziny 13 października 2012 roku przekroczył Zenon próg do wieczności. Gdyby żył, 12 czerwca 2013 roku, świętowałby swoje 20 urodziny po transplantacji serca.

Był Zenek moim serdecznym Kolegą. Utrzymywaliśmy bieżący kontakt. Obok spotkań stowarzyszeniowych, telefonowaliśmy do siebie, a przez ostatnie trzy lata prowadziliśmy szeroką korespondencje meilową. Pozwolę sobie na przytoczenie fragmentów jednego z ostatnich listów przesłanych do mnie przez Zenka drogą elektroniczną. Myślę, że nie weźmie mi tego za złe.

„Drogi Tolku!

Dziękuję za obszerny opis "powitania wiosny"

Twój reportaż był tak barwny, że przy czytaniu czułem się, jakbym tam był. Na marginesie: cieszę się, że koło Zabrze potrafi działać (czego się obawiali pesymiści). Czas na doskonalenie - przy pomocy Zarządowi przez doświadczonych członków….

……………

U mnie bez większych zmian. Dializy są uciążliwe, niestety konieczne. W dalszym ciągu nie jestem jeszcze zakwalifikowany do przeszczepu - wniosek zostanie napisany jak się wzmocnię, nad czym usilnie pracuję.

Dla mnie problemem nie są dializy lecz założony profilaktycznie cewnik. Jestem optymistą!!!

............

Zenek

Jestem przekonany, że Zenon Frydrychowicz – życzliwy kolega, przyjaźnie usposobiony druh - odszedł od nas jako człowiek spełniony, który do ostatniej chwili swego życia wiedzą i zaangażowaniem społecznym służył innym.

NAJLEPIEJ JAK POTRAFIŁ – WYPEŁNIŁ SWOJĄ MISJĘ.

Antoni Leśniczek