XVII Zjazd Stowarzyszenia

XVII Zjazd Stowarzyszenia Transplantacji Serca

Bartkowa 13 - 15.10.2006 r.

Czwartek, 12.10.06

Pierwsi członkowie Stowarzyszenia Transplantacji Serca, na czele z prezesem ZG STS Tadeuszem Bujakiem, przybyli do Bartkowej już w czwartkowe popołudnie. Licząca prawie 1200 mieszkańców letniskowa wieś, rozlokowana wśród malowniczych wzniesień Pogórza Karpackiego na terenie gminy Gródek nad Dunajcem koło Nowego Sącza, przywitała organizatorów zjazdu przepiękną pogodą. Promienie słońca padające z bezchmurnego nieba na taflę rożnowskiego zbiornika retencyjnego i pasma okolicznych wzniesień pokrytych lasami mieszanymi w pełni ukazywały przybyszom walory krajobrazowe okolicy. Szczególne zauroczenie niepowtarzalnymi widokami, przedstawiciele zarządów STS-u przeżyli w chwili zachodu słońca. Wielkość doznań poprawiła wszystkim humory i wzmogła zapał do wykonywania końcowych czynności związanych z przygotowaniami do XVII Zjazdu.


Piątek, 13.10.06

Jeszcze przed świtem, zakwaterowanych w jednym z trzech pawilonów domu wczasowego "Stalownik" obudziły głośne mewy śmieszki. Mogli więc z balkonów spoglądać na coraz jaśniejszą taflę jeziora.

A wschód słońca był nie mniej piękny niż wczorajszy jego zachód. W miarę upływu czasu nad jeziorem robiło się cieplej.

Gdy zaczęli się zjeżdżać pierwsi uczestnicy, w silnym słońcu można się było już nawet opalać. Ci, którzy tego nie lubią spacerowali nad wodą przypatrując się ptactwu, zgłasza - wszystkim znanym - kaczkom krzyżówkom. Bogatym w ubarwienie samcom, niezwykłym fioletem lśniły w słońcu pióra łba. Równie piękną, nieco spłaszczoną głowę, pokrytą niebieskozielonymi piórami spostrzeżono też u gągoła. Najwięcej jednak nad jeziorem było śnieżnobiałych mew śmieszek.

Po obiedzie kilku śmiałków zdecydowało się na eskapadę po Jeziorze Rożnowskim Wypożyczonym rowerem wodnym popłynęli na bezludną wyspę.

Teren "Małpiej Wyspy" i najbliższa okolica, to obecnie duże siedlisko ptaków. Latem w rejonie gnieździ się ich 165 gatunków, w tym tak rzadkie jak, pojawiający się w rozlewisku jeziora na pograniczu Gródka nad Dunajcem i Bartkowej - bocian czarny.

Ze względu na strome zbocza załoga "rowerowa" nie wysiadła na ląd. Nie zawróciła jednak od razu do przystani, lecz najpierw opłynęła wyspę - przed zatopieniem wzgórze z grodziskiem.

Na całej trasie rejsu rowerem, pod powierzchnią czystej wody można było dość często dostrzec wielkie ryby. Jedne z ciemnymi grzbietami. Prawie czarnymi z zielonkawym odcieniem, smugami na bokach i sinym brzuchem nieomal ocierały się o pływaki wodnego pojazdu. Inne, równie duże, z brązowymi grzbietami i jaśniejszymi połyskującymi bokami wyczyniały akrobacje z przodu toru wodnego. Bliżej brzegu, gdzie stali wędkarze, za pożywieniem uganiały się karpie.

Tak więc wcześniej przybyłe osoby, a do kolacji zebrało się ich sporo, nie nudziły się nad Rożnowskim Zbiorkiem Wodnym.

Około osiemnastej, zjazdowiczów kończących posiłek wieczorny i wychodzących ze stołówki, spotkała miła niespodzianka. Na zewnątrz przywitał ich muzyką i śpiewem góralski zespół. Po zmroku przeniósł się on nad brzeg jeziora, gdzie przy przystani dla sprzętu pływającego był ułożony stos klocków na ognisko. W pobliże ogniska, zapraszani muzyką i pieśnią, przenieśli się też wkrótce będący już w Bartkowej uczestnicy Zjazdu STS-u.

 

W tym czasie, w korkach na trasie utknął autokar wiozący grupę z Zabrza. Daleko od Bartkowej był też jadący przez Kraków autobus z Warszawy.

Jako pierwsze, przed dziewiętnastą dotarły na kolację grupy krakowska i warszawska; w czterdzieści minut po nich - Zabrzanie. Gdy nowo przybyli uczestnicy spotkania zakwaterowywali się i rozpakowywali bagaże, blisko nad wodą grała kapela i płonęły już drwa.

Niebawem, o dwudziestej, przy ognisku był już komplet przybyłych na Zjazd składaków i osób towarzyszących im. Najpierw nastąpiło serdeczne odwzajemnianie pozdrowień, uścisków, pocałunków i uśmiechów. Potem zrobiło się gwarno i wesoło. Nawet Kapela Sądecka nie była w stanie zakłócić konwersacji przeszczepieńców po długim

niewidzeniu się ze sobą. A starała się bardzo, bo soliści nie robili nawet żadnych przerw. Obok śpiewu i muzyki, co chwilę wzbogacali swój występ dobrymi góralskimi dowcipami. Mało kogo one rozśmieszały, bowiem większość zajęta była rozmową z bliskimi swojej duszy osobami. Pewne zainteresowanie wśród uczestników wywołały przyśpiewki powitalne. Muzycy z instrumentami, chodzili od grupy do grupy i rymowanymi przyśpiewkami pozdrawiali osoby z różnych stron Polski; z dalekiego Pomorza Gdańskiego, z Ziemi Wielkopolskiej i Bieszczad, z Warszawy, z Górnego i Dolnego Śląska, Krakowa i Łodzi - a te oklaskami dziękowały .

Gdy już większość się przywitała, wielu nagadało o swoich szczęśliwych i szarych dniach, wszyscy zjedli przynajmniej po jednej kiełbasce własnoręcznie przypieczonej nad ogniskiem i spróbowali z beczki piwa zaczęły się popisy taneczne. Bardziej uzdolnieni szybko przyswoili elementy góralskiego kroku i w takt szybkiej muzyki leciutko "dreptali" kręcąc się z wdziękiem na zielonym "parkiecie". Z czasem przybywało na nim par. Tłoczno było zwłaszcza wtedy, kiedy, jak to określił Bercik: zagrano coś dla ludzi.

Szybko ze składakami zintegrowały się osoby będące na tego typu spotkaniach po raz pierwszy, w tym Pani Elżbieta Orczyk z Wolbromia, i Panie Renata oraz Halina z Zabrza. Pierwsza w różnych grupkach dzieliła się swoją radością, że organy jej męża żyją wśród właśnie takich, jak my, szczęśliwych ludzi. Zabrzanki zaś cały czas, zarówno w autokarze w czasie podróży do Bartkowej, jak i przy ognisku poprzez śpiew i taniec zacieśniały więzi ze społecznością przeszczepieńców.

Podobnie swobodnie i z wdziękiem poruszała się na "parkiecie" Mirosława z Ziemi Łódzkiej kolejny raz będąca z nami oraz wiele innych pań, których nie zdążyłem jeszcze poznać.

Noc była ciepła, więc zabawa na świeżym powietrzu z udziałem prawie stu osób skończyła się dopiero trzydzieści minut przed północą ładną przyśpiewką kapeli sądeckiej.

Sobota, 14.10.06

Nieznacznie z wilgotnego wykradał się mroku

Świt bez rumieńca, wiodąc dzień bez światła w oku

Widać z bielszego nieco na niebie obwodu,

Że słońce wstało, tędy ma zstąpić na ziemię,

Lecz idzie niewesoło i po drodze drzemie.

I w lasach cisza. Ptaszek zbudzony nie śpiewa.

Otrząsnął pierze z rosy, tuli się do drzewa,

Głowę wciska w ramiona, oczy znowu mruży

I czeka słońca. Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz

 

W ten mglisty ranek, zaraz po śniadaniu, przystąpiono do realizacji zaplanowanego programu Zjazdu.

 

Tuż po dziewiątej na walnym Zebraniu Sprawozdawczo - Wyborczym spotkali się członkowie STS KołoWarszawa. Obrady nie przyniosły oczekiwanego efektu. Nie wybrano nowego zarządu Koła.

 

Kolejnym punktem programu Zjazdu była autokarowa wycieczka do Krynicy. Dużą niespodziankę jej uczestnikom sprawiła aura. W mieście Nikifora trafili ma słoneczną pogodę. Wprawdzie było bardzo mało czasu na poznanie atrakcji wielkiego kurortu, niemniej warto było tam pojechać. Nawet tylko sam spacer krynickim deptakiem i rzut oka na pomnik Nikifora, popiersie A. Mickiewicza i Zosię z bukietem kwiatów, Nowe Łazienki i Stary Dom Zdrojowy to spora porcja wrażeń.


Niezapomnianych przeżyć dostarczył też pobyt w Pijalni Głównej. Olbrzymi obiekt zlokalizowany na dwóch poziomach zdobi soczysta zieleń, często tropikalna ze wspaniale wpompowanymi drzewami palmowymi. Przestrzeń i światło wpadające przez duże przeszklenia, dodatkowo podkreślają niezwykłość tego obiektu. Nadają Pijalni niepowtarzalny styl o swoistym mikroklimacie.

Zuber, Słowinka, Jan, Józef, Mieczysław, Kryniczanka - takiej ilości leczniczych wód mineralnych w jednym miejscu nie spodziewaliśmy się.

Jedne są bardzo moczopędne, inne idealne w leczeniu kamicy nerkowej, kolejne niezastąpione przy chorobach wątroby, nadkwasocie, obniżają cukier i cholesterol. Sporo czasu zajmuje nam degustacja wszystkich. Wybieramy najbardziej nam smakującą - Kryniczankę, wodę naturalnie zdrową.

Przy okazji degustacji wód sporo osób dowiedziało się, że bardzo korzystnie na nerki działa woda Jana. Stosowana w połączeniu z wodą Zuber leczy schorzenia nerek i dróg moczowych oraz miażdżycy i cukrzycy, gdyż obniża wydatnie poziom cholesterolu we krwi.

 

W czasie gdy duża grupa przebywała w Krynicy, ponad trzydzieści osób z Zabrzańskiego Koła STS-u zgromadziło się na Walnym Zebraniu Sprawozdawczo Wyborczym. Odbyto dyskusję podsumowującą dotychczasową działalność Zarządu po kierownictwem Tadeusza Bujka. Następnie dokonano wyboru nowego Zarządu Koła w następującym składzie:


Prezes   Stanisław Kochanowicz
Wice Prezes    Jan Statuch
Wice Prezes   Iwona Trzcińska
Skarbnik    Urszula Gąsior
Pełnomocnik ds Sportu i Rehabilitacji    Antoni Leśniczek
Pełnomocnik ds współpracy z Kołami STS    Marek Breguła
Sekretarz    Alicja Chachaj

Komisji Rewizyjnej w składzie:
Krzysztof Machajek
Karol Prętnicki
Józefa Tobor

O trzynastej z kompletem pasażerów na pokładzie w rejs po Jeziorze Rożnowskim wyruszyła "ALKA", statek Domu Wczasowego "Stalownik". Od kapitana wycieczkowicze dowiedzieli się, że wysoka na 49 metrów wybudowana w latach 1935 - 19941 tama w Rożnowie przegradzająca Dunajec spiętrza około 140 mln metrów sześciennych wody i pod tym względem zbiornik jest, co do wielkości, szósty w Polsce. Powierzchnia wód wynosi 1600 ha, długość jeziora 22 km, a największa szerokość 1,2 km. Jezioro jest głębokie. W niektórych miejscach osiąga ponad 30 m, przy tamie 35.

Z powodu nie rozproszonej jeszcze mgły widoczność była ograniczona, ale warto było popłynąć choćby ze względu na obejrzenie urozmaiconej linii brzegowej, flory i fauny jeziora, a także i obiektów wypoczynkowo rekreacyjnych zlokalizowanych nad wodą oraz przyjrzeniu się samej tamie i znajdującej się przy niej elektrowni wodnej. Zresztą rejs, tak jak każda wycieczka, to też okazja do zabawy i integracji. Sprzyjał zwłaszcza temu pobyt pod pokładem statku.

 

W półtorej godziny po obiedzie odbyło się Walne Zebranie Zarządu Głównego STS-u, na którym podsumowano trzyletnia działalność i wybrano nowe władze.


Prezes Tadusz Bujak
z-ca Wojciech Skubiszak
dr Helena Zakliczyńska
Urszula Gąsior
Halina Pisarska
Stanisław Kochanowicz - prezes Koła Zabrze
Benedykt Środulski -prezes Koła Kraków
Jan Statuch Koło Zabrze
Anna Julewicz - Koło Warszawa
Elżbieta Starowicz-Koło Kraków
Renata Maternik -Koło Zabrze
Główna Komisja Rewizyjna w składzie:

1. Zenon Frydrychowicz - koło Zabrze - przewodniczący
2. Paweł Kądziałko - koło Warszawa - członek
3. Władysław Rudzki - koło Kraków - członek

Po zebraniu odbywały się przyjacielskie spotkania w małych społecznościach, w grupach kilku osobowych, a nawet mniejszych, w kameralnych wnętrzach pawilonów mieszkalnych ośrodka.

To jedno z milszych wydarzeń każdej imprezy ludzi z przeszczepionym sercem, choć nie ujętej w programie. To właśnie podczas takich kuluarowych kontaktów utrwalają się stare znajomości.

Zawieraniu nowych znajomości sprzyja natomiast uroczysta kolacja.

 

Już parę minut przed dwudziestą, przed wyznaczonym czasem rozpoczęcia Serdecznej Biesiady, wszystkie miejsca w salach bankietowych były zajęte. Bo tak naprawdę zawsze ten punkt programu każdej imprezy cieszy się największą frekwencją i uznaniem uczestników. Po ciepłym posiłku - smacznym, sprawnie podanym i przez miłą obsługę - zrobiło się przyjemnie ciału. Niebawem ożyły i dusze biesiadników. Sprzyjały temu obrazy malowane przez keyboard Pana Andrzeja o nazwisku Muzyka i dwóch Jego solistów - syna z żoną.

Kto mógł ruszył na parkiet i czuł się o kilka lat sprawniejszy.

 

Osoby, które znają i lubią Bernarda Dużego już na samym początku zabawy przeżyły wzruszającą scenę. Pan Andrzej zauważył, że zwykle nie opuszczający parkietu Bercik już kolejną melodię siedzi smutno za stołem. Chcąc poprawić Jego nastrój zadedykował Mu kolejny utwór.

Słysząc:

 

Alibaba Arab z bajki nie chce wina ani fajki
Alibaba śpi choć gra muzyczka
Alibaba chrapie w barze choć Arlekin tańczyć każe
Chociaż prosi go w tę noc księżniczka

patrzyliśmy na Bercika jakby to On był Czarnym Alibabą.

Znamy Go jako wodzireja z licznych spotkań, jako łatwo nawiązującego kontakty człowieka, a przede wszystkim jako osobę zakochaną w Stowarzyszeniu, poświęcającą mu i ludziom swój czas. Teraz kiedy znajduje się w gorszej dyspozycji i ze względu na zdrowie musi się oszczędzać jest innym człowiekiem - smutnym mimo, że wśród nas.

Tymczasem my, osoby po przeszczepieniu serca, jak pisze Kazimierz Wiszniewski w Drugim sercu, powinniśmy cieszyć się łaską każdej daty, którą możemy już zaliczyć jako przeszłość, dobry dzień, jakbyśmy dostali piękną różę, z której ktoś usunął cierń.

I ku temu zmierza Pan Andrzej śpiewając:

 

Obudź się czarny Alibabo
Zdmuchnij z brody resztkę snu
Obudź się czarny Alibabo zatańcz ze mną
Tam i tu i tam i tu

Obudź się czarny Alibabo razem dobrze będzie nam

I Bernard odzyskuje dawny wigor. Jest na scenie przy kierowniku zespołu i spokojnie porusza się w takt muzyki.

 

Półksiężyc już na niebie zgasł
I słychać ptaków gwizd
Kto zatrzyma czas tylko twist, twist, twist

W trakcie wieczoru było jeszcze parę takich momentów, podczas których okazywano Bercikowi dowody sympatii. Ale nie tylko Jemu.

 

Szczerych słów i podziękowań było dużo więcej i dla wielu. W przerwach między tańcami miały bowiem miejsce inne, budzące dobre emocje, wydarzenia.

Prezes Tadeusz Bujak podziękował Ani Julewicz za aktywną działalność w Zarządzie Głównym Stowarzyszenia oraz Jerzemu Szołtysek, Bernardowi Dużemu i Januszowi Chmurczykowi za dobrą pracę na rzecz koła Zabrze.

Również podczas Serdecznej Biesiady, nowy prezes Koła STS Zabrze Stanisław Kochanowicz w imieniu wszystkich członków podziękował Tadeuszowi Bujakowi za trzy lata intensywnej pracy dla Koła w okresie przewodniczenia jego Zarządowi; za mnóstwo spotkań, imprez i wdrożeń wielu, wielu projektów. Były kwiaty, szczere słowa uznania, spontaniczne oklaski i głośne sto lat od wszystkich zgromadzonych. Zasłużone wyrazy wdzięczności dla Tadeusza BUJAKA, wybranego dziś na kolejną kadencję, prezesa Zarządu Głównego STS-u

Ciepłymi brawami i okrzykami nagrodzono również Wojciecha Skubiszaka z Warszawy, wiceprezesa ZG STS i Bernarda Dużego podczas wręczania im medali za przeżycie piętnastu lat od chwili transplantacji serca.

 

Podobnymi medalami, kwiatami i drobnymi upominkami ZG STS-u uhonorował jeszcze kilka innych osób. Prezes ZG STS Tadeusz Bujak w asyście Wiceprezesa Wojciecha Skubiszaka i Ani Julewicz wręczyli medale za dziesięć lat życia z nowym sercem:

 

Benedyktowi Środulskiemu z STS Kraków

Andrzejowi Papaczowi z STS Warszawa

Włodzimierzowi Figasowi z STS Kraków

Jerzemu Kazalskiemu z STS Zabrze

 

 

Niedziela, 15.10.2006 r

.

Ceremonia odznaczania medalami niektórych składaków miała już miejsce, po północy, w niedzielę.

Ale nie był to koniec zabawy. Wprawdzie przed pierwszą na sali trochę się rozluźniło, lecz zabawa nabrała rozmachu. Muzycy grali coraz więcej utworów, z którymi utożsamiają się ludzie po pięćdziesiątce. Pan Andrzej zabłysnął talentem prezentując kilka śląskich pieśniczek - sentymentalnych, nastrojowych i tak tanecznych, że mało kto siedział za stołem. Tańczył również Bercik. Wchłonął w dzisiejszy wieczór i noc ogromną porcję dobrych uczuć, a miłość to bezpieczeństwo.



Ale bezpiecznie czuli się wszyscy, nie tylko ci, którzy doznali daru miłości od drugich. Nie mogło być inaczej. Od soboty był z nami Pan doktor Karol Wierzbicki z Kliniki Kardiochirurgii im. Jana Pawła II w Krakowie. A już od piątku Pan Michał Sobociński oraz kilka pielęgniarek ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, w tym doświadczone siostry Panie: Halina Pisarska i Iwona Trzcińska.

Dzięki obecności personelu medycznego najbardziej wytrwali bezpiecznie, bez uszczerbku na zdrowiu bawili się prawie do czwartej nad ranem.

Prawdopodobnie wszyscy w Serdecznej Biesiadzie znaleźli coś niezwykłego dla siebie, coś co w chwilach chandry będzie rozjaśniać im pochmurne dni i przywoływać uśmiech na usta. Wielu, prawdopodobnie więcej niż jedna trzecia uczestników, zapamięta - odzianego w tiul rajskiego koloru - ANIOŁA. Było nieraz tak, że najpierw tam, gdzie się coś działo pojawiała się wiotka kibić Sławy z aparatem, a potem dopiero spostrzegaliśmy ślicznie długie jasno blond włosy i w odcieniu różowości suknię okrywającą ciało. Tyle adresów ile dano temu Fotograf-Aniołowi nikt prędko chyba nie zbierze.

Po dozie szaleństwa na Serdecznej Biesiadzie i nocnych pląsach, rano przyszedł czas na wystudzenie emocji. Stosowną okazją do medytacji i przemyśleń było nabożeństwo w kościele w Gródku nad Dunajcem.

Z jeszcze większym zainteresowaniem niż udział we mszy spotkał się wykład na temat: przewlekłe zapalenie żył kończyn dolnych, doktora Tomasza Drążkiewicza, specjalisty chirurgii naczyniowej i ogólnej, angiologia i flebologa ze Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie.

Prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego na wstępie szczegółowo i zrozumiale dla każdego wyjaśnił różnicę pomiędzy trzema rodzajami naczyń występujących u człowieka tętniczymi, żylnymi i limfatycznymi. Potem omówił objawy choroby, a następnie przybliżył metody postępowania profilaktycznego i leczniczego w przewlekłych zaburzeniach żylnych. Szeroko przybliżył leczenie uciskowe, tzw. kompresjoterapię, po czym zademonstrował pończochę o zmiennym ucisku. W trakcie interesującego wykładu, obrazowanego dodatkowo czytelnymi planszami, doktor Tomasz Drążkiewicz wielokrotnie podkreślał jak bardzo ważny dla dolnych kończyn jest ruch. Nogi nie powinny zbyt długo pozostawać w niezmienionym położeniu; nawet zwykłe wiercenie i przekładanie stóp z miejsca na miejsce jest lepsze od bezruchu. Na zakończenie prelegent rozdał dla poszczególnych kół STS-u materiały dotyczące omawianego tematu.

Ostatnim punktem Zjazdu był obiad. Smaczny jak wszystkie podawane w "Stalowniku" posiłki. Po nim pożegnaliśmy Bartkową zabierając ze sobą mnóstwo miłych przeżyć do miejsc zamieszkania.

Dziękujemy organizatorom i wszystkim, których zmysł menedżerski i praca przyczyniły się do tego, że impreza doszła do skutku i była fajna.

PS.

Wszystkich czytających ten artykuł zachęcam do udziału w imprezach organizowanych przez STS. Po części sprawiają one, że szybciej wracamy do pełnego zdrowia, radośniej i dłużej żyjemy. Jeśli możecie propagujcie działalność STS-u wśród ludzi z krótkim stażem od przeszczepu. Oni, poza Renatą z Ziemi Kaliskiej, jak na razie nie przejawiają zainteresowania integracją ze środowiskiem składaków.

Antoni Leśniczek