Wspomnienie o Staszku Sowie

Staś, nasz Staś

 

Minęło już kilka dni od tej smutnej wiadomości. Staś Sowa odszedł do wieczności. Stasiu mieliśmy jeszcze tyle spraw do omówienie nie zakończyliśmy wielu tematów. Zawsze kiedy spotykaliśmy się mieliśmy sobie wiele do powiedzenia.

Tamten pamiętny kwiecień 2000 roku kiedy Ty otrzymałeś życie, nie byłeś samotny; w tych kilku dniach przeszczepiono serce Jankowi Gągoli, Olkowi Dudzikowi no i mnie. Spotkania na badaniach, na zjazdach, na turnusach rehabilitacyjnych zawsze przybiegały w atmosferze przyjaźni chodziliśmy w trójkę, zawzięcie dyskutowaliśmy na różne tematy nie zawsze zgadzaliśmy się . Staszku odwiedzałeś mnie w Janowie mieliśmy jeszcze zwiedzić dalsze okolice. Pamiętasz innym razem pojechaliśmy z Kliniki w Krakowie do Jaśka do Birczy tak chciałeś zobaczyć Solinę. Wstąpiliśmy do śp. Mietka Kawałka tak serdecznie nas przyjął, że nie było już czasu na Solinę. Odłożyliśmy na następne spotkanie, które mieliśmy połączyć w Birczy ze zbieraniem rydzów, odwlekło się . Już nie pojedziemy, i Jasiek jakiś słaby nie wiem czy da radę chodzić po lesie . Te malutkie marzenia może uda mi się spełnić za nas trzech, pojadę tam i będziemy razem może usłyszę Twój mocny głos „Jaśko ja już znalazłem, ale prawdziwek a nie rydz”.

Minęło już dziesięć lat , przez dziewięć życie było pełne radości. Lato ubiegłego roku było dla Ciebie początkiem choroby. Walczyłeś , nie poddawałeś się wspierała Cię żona Lucyna, tak to wielki człowiek. Miałeś nadzieję ,chociaż o działalności w krakowskim kole przeszczepków nie było już mowy, nie miałeś sił. Tylko raz usłyszałem od Ciebie skargę dzień przed Twoim odejściem powiedziałeś „Jaśku czuję się słabo miałem 40 stopni gorączki ale już spadła” . Cóż moje słowa pocieszenie nie wypadły chyba zbyt przekonywująco. Nie byliśmy na ostatnim pożegnaniu, zabrakło sił, za daleko, ale jesteśmy myślami przy Tobie.

Jan Machulak