Wspomnienie - Jurek Badurski

Wspomnienie

Jurek Badurski 

3 lutego na cmentarzu w Dąbrowie Górniczej pożegnaliśmy naszego SENIORA. Za pół roku świętowalibyśmy Jego 23.lecie nowego życia po przeszczepie serca. Był najlepszym przykładem skuteczności idei profesora Zbigniewa Religi przedłużania życia w przypadkach poprzednio uznanych za beznadziejne.  

Przeszczepu serca dokonał prof. Religa w dniu 29 lipca 1987 r. Operacja ta została dokonana w dwa lata po pierwszym udanym przeszczepie w  Polsce. Za tydzień Profesor wykonał transplantację serca u Tadeusza Żytkiewicza z Warszawy.

Trudno mi pisać wspomnienie o przyjacielu, z którym przez kilkanaście ostatnich lat spędziłem wiele wspólnych chwil. W grudniu widziałem się z Nim (jak się później okazało) po raz ostatni w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Czekał na wypis do domu po dłuższym i skomplikowanym leczeniu. Okazało się, że Natura tym razem nie pozwoliła tym razem na powrót do zdrowia.  Zmarł 30 stycznia 2010 r.

Jakim człowiekiem był Jurek? Był inżynierem urządzeń hutniczych. Niespożyta energia oraz duża wiedza zawodowa nie pozwoliła na pełnienie roli rencisty po przejściu okresu rehabilitacyjnego, spowodowanego oczekiwaniem na transplantację i samej operacji. Za zgodą Profesora Religi zabiegał w ZUS-ie o dopuszczenie do pracy odpowiedniej do posiadanej wiedzy, co ostatecznie zakończyło się sukcesem. Mimo przyznania pierwszej grupy inwalidzkiej Jurek uzyskał zgodę na podjęcie pracy zawodowej na pełnym etacie – przy innych czynnościach. W tamtych czasach to był ewenement. Przydała się tutaj jego poprzednia dodatkowa pasja – komputery. Przez wiele lat wykonywał analizy i prezentacje komputerowe dla potrzeb kierownictwa huty. Dzisiaj to może wywołać uśmiech - ale to działo się w końcówce lat osiemdziesiątych. Komputery dopiero wchodziły do systemów zarządzania firmą. W tamtych czasach na osoby po przeszczepie serca spoglądano jako na bardzo „nietypowych’ inwalidów, którzy winni żyć w cieplarnianych warunkach. Jurek, ze swoją energią i entuzjazmem był zaprzeczeniem tych fałszywych stereotypów.  Pełniąc funkcję specjalisty ds. restrukturalizacji huty był przydatny dla swojego zakładu i równocześnie dalej rozwijał swoją osobowość. Nowe życie stanowiło, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, kontynuację dotychczasowego.

     Jego wiedza inżynierska była przydatna również dla rodziny. Wykorzystywał ją przy drobnych i większych modernizacjach w domach osób najbliższych. Był dumny z swojej roli inwestora – lubił o tym opowiadać. Interesował się czynnie  postępem robót remontowych w swoim bloku. Nie był nigdy typowym emerytem.

Był zawsze aktywnym członkiem Stowarzyszenia Transplantacji Serca: był jednym z założycieli a później brał udział w prawie wszystkich spotkaniach integracyjnych i Zjazdach. Wraz z żoną Anią byli „duszą” każdego towarzystwa. Ich roześmiane twarze, wysokie umiejętności taneczne, dowcip i szacunek młodszych koleżanek i kolegów pozostaną nam zawsze w pamięci. Powagę i rozwagę pokazywał na Walnych Zebraniach Członków, gdy krytykował zaistniałe nieprawidłowości lub proponował bardziej doskonałe kierunki działania. Czuł się w pełni współodpowiedzialnym za sytuację Koła w Zabrzu oraz w całym towarzyszeniu. Nigdy nie zapomnę dyskusji prowadzonych na ten temat w różnych miejscach: na zebraniach, w autokarze, w pokoju hotelowym („nocne rodaków rozmowy”). Został (wraz z Anią) założycielem klubu STS Zabrze – uważał że integracja osób po przeszczepie serca nie może stanowić marginesu działalności Stowarzyszenia.

Mimo dużego stażu jako „składaka” był zawsze postrzegany jako dobry kumpel i chętnie udzielający rad przyjaciel. Cieszył się bardzo wysokim autorytetem. Na Zjazdach czekaliśmy na przyjazd samochodu, z którego wysiadała roześmiana żona Ania i ulubiony (też wierny!) pies Koloch. Wiedzieliśmy, ze jesteśmy w komplecie.

Będzie Ciebie Jurku nam brakować. Jestem przekonany, ze będziesz z góry nam dalej „kibicować” i próbował podpowiadać lepsze rozwiązania. Obyś miał tam często powód do dobrego humoru.

 

Cześć Jego pamięci.

 

                                                                              Zenon Frydrychowicz

                                                                              16 lat po przeszczepie