Transplantacje serca u noworodków



W najlepszych ośrodkach kardiochirurgicznych na świecie od kilkunastu lat wykonuje się transplantacje serca u noworodków, jeśli nawet ich masa urodzeniowa wynosi 2000 g. Do takich zabiegów technicznie przygotowani są również poznańscy kardiochirurdzy dziecięcy. W Regionalnym Centrum Opieki Neonatologicznej przy ul. Polnej w Poznaniu od dwóch lat poddają najmłodsze dzieci zabiegom kardiologicznym. Najmniejszy operowany przez nich noworodek ważył 510 g.
- Takie zabiegi traktowane są na całym świecie jako standardowe metody leczenia. Najtrudniejsze są transplantacje serca. Od kilkunastu lat przeprowadza się je u pacjentów cierpiących na złożone wady tego organu, którzy z własnym sercem nie mają szansy na przeżycie. Niestety, w Polsce do dziś nikt takich zabiegów nie wykonuje - tłumaczy dr Maciej Piaszczyński, konsultant ds. kardiochirurgii w Regionalnym Centrum Opieki Neonatologicznej w Poznaniu. Jest to spowodowane głównie tym, że nie ma narządów do przeszczepów. Kryteria dotyczące śmierci mózgu w odniesieniu do osób dorosłych są jasno sprecyzowane, ale - z prawnego punktu widzenia - nie można ich zastosować wobec dzieci. Operowane na świecie noworodki ważą 2000-4000 g. Można im przeszczepić serce jedynie od dziecka co najwyżej kilkumiesięcznego.
Taką technicznie trudną operację mogą przeprowadzić lekarze często wykonujący zabiegi kardiochirurgiczne u dzieci. Na pewno odnosi się do zespołu poznańskiego. Od dwóch lat przeprowadza on rocznie ok. 20 zabiegów zamknięcia tzw. przetrwałego przewodu tętniczego Botala u noworodków przedwcześnie urodzonych lub z niską wagą urodzeniową. Najmniejszy operowany przez nich wcześniak (jeden z najmniejszych na świecie) ważył zaledwie 510 g. W zeszłym roku na Dalekim Wschodzie poddano zabiegowi niemowlę ważące 536 g.
Przewód Botala znajduje się w klatce piersiowej między aortą a tętnicą. To naczynie krwionośne funkcjonuje w okresie życia płodowego, gdy płuca są jeszcze nieaktywne, odgrywając zasadniczą rolę w utlenieniu organizmu. Gdy noworodek wykona pierwszy oddech, w ustroju zmieniają się warunki hemodynamiczne. Płuca się rozprężają i wypełniają powietrzem. Różnicuje się ciśnienie krążenia systemowego i płucnego. W efekcie przewód tętniczy obkurcza się i zamyka. Staje się zbędny. U wcześniaków i niektórych noworodków przewód Botala nie zamyka się samoistnie. Jeśli w porę nie przeprowadzi się odpowiedniej kuracji, dziecko umiera.
Najprostszym sposobem leczenia przetrwałego przewodu Botala jest farmakoterapia. Niestety, jest skuteczna w 30 proc. Mimo to każdemu pacjentowi, u którego nie stwierdzono przeciwwskazań do przeprowadzenia takiej kuracji, aplikuje się trzy dawki leku mającego zamknąć przewód. Terapii tej nie można zastosować, gdy występują objawy krwawienia wewnątrzczaszkowego, skaza krwotoczna, żółtaczka, niewydolność nerek bądź wątroby. Jeżeli zdiagnozuje się u chorego takie dolegliwości lub farmakoterapia okazuje się nieskuteczna, jedynym ratunkiem jest operacja.
Przetrwały przewód Botala trzeba zamknąć w ciągu dwóch dni od urodzenia dziecka. Sam zabieg nie jest trudny, trwa około pół godziny. Wymaga jednak dużej ostrożności, gdyż pacjent jest bardzo mały, ma zaledwie 30 cm długości. W Poznaniu wykonuje się go metodą klasyczną - w narkozie. Pole operacyjne ma 2,5-3 cm. - Z naszych obserwacji wynika, że leczenie chirurgiczne nie zwiększa liczby powikłań. Niestety, i tak część tych dzieci umiera, w naszych warunkach ok. 10 proc. Ale nie jest to spowodowane powikłaniami operacyjnymi, ale wcześniactwem - tłumaczy dr Piaszczyński. Wykonanie zabiegu nie decyduje więc o sukcesie terapeutycznym. Małemu pacjentowi daje jedynie szansę na dalsze leczenie neonatologiczne wad wynikających z wcześniactwa. Pozwala zatem zastosować respirator u dzieci cierpiących na niewydolność płuc i żywić pozajelitowo noworodki, których przewód pokarmowy nie jest w stanie przyjmować pokarmu nawet tak delikatnego jak mleko matki.
- Operację kardiochirurgiczną można przeprowadzić nawet u malucha ważącego 200 g. Nie oznacza to jednak, że pacjent przeżyje. Najmniejsze operowane przez nas dziecko ma w tej chwili rok. I jest zdrowe. Jego rozwój psychoruchowy, motoryczny oraz przyrost masy ciała jest taki sam jak zdrowych dzieci - komentuje dr Piaszczyński. - Dla nas, kardiochirurgów, jest to dowód, że w tej dziedzinie nie odbiegamy poziomem od Zachodu.

Marzena Sygut-Nowak