To było rodzinne spotkanie

To było rodzinne spotkanie

Zbliżał się koniec wakacji a my z Jankiem Gągolą pędziliśmy krętymi drogami daleko w Bieszczady, do Polany w gminie Czarna. Obydwaj zadowoleni jechaliśmy na spotkanie z przyjaciółmi z STS Koła Zabrze.

W gościnnym schronisku, prowadzonym przez Zakon Salezjanów, witali nas nasi przyjaciele doli i niedoli po przeszczepach serca, ich żony i mężowie; mieliśmy też opiekę duchową Kapelana Koła - o. Jacka.

Wieczorem była kolacja, ognisko, rozmowy do późnych godzin nocnych, zaś w sobotni ranek krzątanina i przygotowania do "Pikniku Rodzinnego" (tak nazwano cykl spotkań z mieszkańcami Polany i sąsiednich miejscowości).

Propagowanie przeszczepów serca przy dźwiękach Kapeli Krasnobrodzkiej (przy okazji zabawa dla dzieci i rodziców, konkursy, pokazy) trwało do późnego wieczora. Była zabawa wiejska i co najważniejsze, przyjemna atmosfera, wzajemna życzliwość, przed północą capstrzyk w schronisku. Niedzielny poranek powitał nas piękną pogodą - śniadanie, Msza Święta, wycieczka z przewodniczką Karoliną autokarem nad Solinę, rejs stateczkiem i już jechaliśmy na Połoniny (wielu z nas widziało je tylko w telewizji).

Była okazja, by zdobyć schronisko na Małej Rawce - tak, tak, dla niektórych nawet 15 - minutowy marsz pod górkę to też wyczyn, tak jak np. dla Janka Gągoli, który uwierzył w swoje siły i sam doszedł do schroniska (przy małym wsparciu sympatycznej pielęgniarki Ilony). Wieczorem, po powrocie "do bazy", rozkoszowaliśmy się wspaniałym gulaszem, przygotowanym przez o. Salezjana; był też pieczony koziołek, lampka wina i zabawa do późnych godzin nocnych.

Niestety, wszystko co piękne, szybko się kończy - przyszedł poniedziałek, a z nim pożegnanie, zaproszenie do następnego spotkania i rozstanie, jak w rodzinie. Wracając z Jaśkiem do Birczy, zastanawialiśmy się nad tym, ile pracy włożył w przygotowanie spotkania Jan Statuch - Prezes Koła Zabrze.
Organizacyjnie to była wielka praca - zabezpieczenie wyżywienia, noclegów, transportu, plakatów, występów, itd. Ile razy trzeba było być w Polanie, ilu sponsorów zaangażować, by impreza się udała, wie tylko sam Prezes, który miał to na swoich barkach; nieocenioną pomocą służyła tutaj też Ala Chachaj. Cóż, my dwaj z Koła Kraków byliśmy gośćmi, mogliśmy podziwiać zgranie grupy i ich życzliwość i dziękujemy za zaproszenie

Jan Machulak