Staszek - wspomnienie

STASZEK wspomnienie

Poznałem Staszka Kochanowicza kilka lat temu na jednym ze zjazdów Stowarzyszenia Transplantacji Serca. Zwróciłem wtedy uwagę na niego, bo spośród prawie dwustu uczestników spotkania wyróżniał się pełnym nadziei uśmiechem i optymistycznym spokojem.
Nie szukał wtedy towarzystwa, a mimo to samotnym się nie czuł.

To co mnie u Staszka zadziwiło, to fakt, że rzadko opowiadał o sobie, o swoim samopoczuciu, o uczuciach, i o rodzinie.
A przecież z rodziną był bardzo silnie związany. Najbliżsi byli przy nim na wielu imprezach organizowanych przez stowarzyszenie; często przez kilka dni , jak w Polanie, czy ostatnio w Szczawnicy.

Z biegiem czasu polubiłem Staszka i zacząłem dostrzegać w nim kolegę, w przy którym nie sposób się nudzić.
Szczególnie doceniałem łatwość z jaką akceptował inności drugiego człowieka.

Najbardziej cenił sobie szczerość. Ona i wielkoduszny uśmiech otwierały ludzkie serca. Bez obaw ? o to, że jakąś powierzoną tajemnicę niebawem rozpowszechni ? rozmawiałem ze Staszkiem o swoich krytycznych poglądach na życie i ludzi. Uważałem go za swojego przyjaciela.
Przez parę lat znajomości uczył mnie Staszek przychylnej tolerancji do rzeczywistości, podpowiadał jak bez emocji patrzeć na cudze słabostki; wreszcie wykształcał we mnie nawyk kochania ludzi nieprzyjaznych, uszczypliwych i zgorzkniałych.
Korzystałem z tych wskazówek, bo dzięki nim nie popadałem zbyt często w melancholijną zadumę spowalniającą chęć życia.

Dość często miałem wrażenie, że skryty i tajemniczy Przyjaciel, wyłącza się jakby z rzeczywistego świata i tak,
jak wesoły pielgrzym z wiersza Leopolda Staffa nie dostrzega,
że Niebo roztapia szary smutek swój
W Kałużach? Wierzba garbata przy płocie
Chłostana wichrem skarży się na znój,
Jęcząc pieśń słotną o chorej tęsknocie.
Bliskie było mu natomiast pogodne, takie oto,
spojrzenie na otoczenie:

Każdy sam siebie ciągle jeno śni,
Przeżywa swoją własną baśń o sobie?
Im piękniej złoci mi się cel mych dni,
Tym większym drogę swą urokiem zdobię! (?)

Jesienią 2006 roku Stanisław został prezesem Zarządu Stowarzyszenia Transplantacji Serca Kolo "Zabrze". Od razu przystąpił do uporządkowania wszystkich spraw dotyczących Koła. Najpierw skupił się na przejrzystym prowadzeniu dokumentacji, potem przystąpił do prawnego wzmocnienia roli Koła w strukturach STS, a następnie rozpoczął starania o takie umocowanie prawne Koła, które pozwoliłoby na pozyskiwanie środków finansowych na działalność statutową.

Obok nadzoru nad sprawnym funkcjonowaniem biura, aktywnie uczestniczył we wszystkich przedsięwzięciach organizacji, którą kierował. Bywał też na imprezach organizowanych przez inne stowarzyszenia. W maju 2007 roku, w Rzeszowie, wywalczył złoty medal w tenisie stołowym podczas II Mistrzostw Polski dla Osób po Transplantacji i Dializowanych.

Obdarzony pogodą ducha, wrażliwością i życzliwością skutecznie integrował Zarząd, któremu prezesował. Swoim przykładem, dopasowując się do różnych sytuacji, doradzał innym spokój. Każdy wysiłek nagradzał pochwałą. To, co było dobre, Staszek określał epitetem - super.
Przez ostatnie pół roku, mimo gorszej dyspozycji fizycznej nie ustawał w wysiłkach, aby poprawiać wizerunek Stowarzyszenia

Własnym bytem dawał Staszek przykład jak należy żyć, jak szanować drugie serce, a poprzez to wyrażać wdzięczność rodzinie dawcy. Uważam, że stale pozostając optymistą kochającym ludzi, w dobrym stylu promował - szeroko pojęte - piękno życia po transplantacji.
Taki też pozostanie na zawsze w mojej, i wielu przyjaciół pamięci.
Każdy sam siebie ciągle jeno śni,
Przeżywa swoją własną baśń o sobie?

Znienacka i zbyt wcześnie odszedłeś Przyjacielu.
Będzie nam Ciebie Drogi Staszku bardzo brakować!!

Antoni Leśniczek