Rekordzista po przeszczepie

Mariusz Hujdus

Z mistrzostw Europy we francuskim Vichy wrócił z trzema medalami. W drużynie zdobył srebrny medal w siatkówce, w deblu brązowy medal w tenisie stołowym, a w pchnięciu kulą został indywidualnym mistrzem Europy! Kolekcja imponująca. Zwłaszcza dla człowieka po...przeszczepie serca!

Władysław Ryś mówi o sobie, że jest "twardym góralem". Wywodzi się z Białegu Dunajca, większość dorosłego życia spędził jednak w Trzebini koło Żywca. Przed czterema laty w jego życiu nastąpił dramatyczny moment. Decyzja lekarzy brzmiała niczym wyrok - by pan Władysław mógł dalej cieszyć się życiem, konieczny był przeszczep serca. Operacja w krakowskiej klinice skończyła się sukcesem. Po udanej operacji przeszczepu serca przyszła jednak pora... na aktywność.

- Wielu osobom wydaje się, że jak ktoś jest po przeszczepie to skazany jest na siedzenie w domu, i uważanie na siebie dosłownie na każdym kroku. Spokojnie, wszczepione serce nie wypadnie. Trzeba tylko o nie dbać! A dbałość oznacza również systematyczny ruch, by mogło naturalnie pracować. Stąd też moje pomysły na aktywność. Pomimo iż jestem emerytem, pracuję w ochronie i uprawiam sport - przyznaje góral rodem z Białego Dunajca.

Tylko skoku żal

O tym, że organizowane są Mistrzostwa Europy Ludzi po Przeszczepie Serca i Płuc dowiedział się z działającego w Krakowie stowarzyszenia zrzeszającego ludzi po przeszczepie serca.

- Sport zawsze był mi bliski, jako nastolatek trenowałem piłkę nożną. Jak tylko dowiedziałem się, że są organizowane takie zawody zgłosiłem swoją chęć udziału. Pojechałem na rozmowę kwalifikacyjną. Okazało się, że zostałem przyjęty. W maju pojechaliśmy na dziesięciodniowe zgrupowanie w Żerkowie koło Poznania. Chodziło o to, żeby się zgrać, zdecydować kto w jakiej konkurencji wystąpi. Trzeba wiedzieć, ze polska reprezentacja jest naprawdę niewielka, bo liczy zaledwie osiem osób i musieliśmy się tak przygotowywać, by wystąpić w największej możliwej liczbie konkurencji, a jednemu zawodnikowi wolno było wystąpić w maksimum pięciu konkurencjach. Oczywiście wszystko odbywało się pod ścisłą kontrolą lekarza. Pewnym problemem było to, że certyfikaty dotarły do nas mailem dopiero jak byliśmy na miejscu, w Vichy. Tam dowiedziałem się, że nie będę mógł wystartować w skoku w dal i w skoku wzwyż. W skoku wzwyż rozumiem, bo jestem za ciężki, ale szkoda, że nie pozwolono mi skakać dalej, bo jak zobaczyłem jak tam skakano... to jestem pewien, że skoczyłbym najdalej - mówi pan Władysław.

Bez obiadu

W skokach nie wystartował, ale już pierwszego dnia sięgnął po medal. Zaczęło się od turnieju tenisa stołowego. W turnieju indywidualnym zajął piąte miejsce, lepiej poszło w deblu. Wraz z zawodnikiem z Zabrza zajęli trzecie miejsce. Pierwszy dzień Mistrzostw Europy był niezwykle ważny. Zaraz po turnieju tenisa stołowego, trzeba było szybko pobiec na turniej siatkówki. - Nas było tylko ośmiu, więc było maksymalne sprężenie. Biegaliśmy z jednej hali na drugą. Reprezentacja Finlandii przywiozła 50 zawodników i oni mogli sobie trenować od rana i dobrze się do nich przygotować. Myśmy nie mieli czasu nawet na zjedzenie obiadu, ale ku zaskoczeniu wszystkich szliśmy jak burza. Grało się dwa sety do 15. Pierwszy set żeśmy wygrali. W drugim secie prowadziliśmy 14-11, ale niestety przegraliśmy i musieliśmy się zadowolić srebrem. Pokonali nas właśnie Finowie. No ale trudno, takie są uroki sportu - mówi Władysław Ryś.

Za siatkówkę!

Brąz za tenis stołowy, srebro za siatkówkę, czegoś w tej kolekcji brakuje... Brakuje złota! Władysław Ryś postanowił o nie powalczyć. W ostatnim piątym dniu zawodów wystartował w konkurencji pchnięcia kulą. Poza konkursem wystartował w zawodach rzutu piłeczką palantową.
- Nie chciałem się zgłaszać jako zawodnik w tej konkurencji, bo myślę sobie - góralowi takie rzucanie piłeczką nie przystoi. Chciałem jednak sprawdzić swoje umiejętności. Rzucali, rzucali. Najlepszy wynik jaki osiągnięto to 45 metrów. Poszedłem i... rzuciłem 52 metry. Wszyscy byli zszokowani, no ale mój wynik nie był oficjalnie zanotowany. Jednak ta konkurencja bardzo mi się przydała, jako rozgrzewka przed pchnięciem kulą. Fin prowadził w 3 kolejce w kuli, wtedy przyszła mi do głowy taka myśl: "Ludzie, za tą siatkę - to ja muszę się zrewanżować!". Ostatni rzut - podszedłem i rzuciłem ile sił. Buch, jest metr dalej od Fina. 11,34 metra to nie tylko najlepszy wynik na tegorocznych mistrzostwach Europy, ale również rekord Europy ludzi po przeszczepie. A dla mnie tym większa radość, iż mam komplet medali - przyznaje multimedalista.

Czekając na Sydney

Za dwa lata odbędą się kolejne Mistrzostwa Europy Ludzi po Przeszczepie Serca i Płuc - tym razem w Goeteborgu. Pan Władysław może być pewnym udziału w nich. W tym roku był już chorążym i kapitanem polskiej reprezentacji. Ma jednak jeszcze jedno wielkie marzenie...
- W przyszłym roku w Sydney w Australii odbywają się Mistrzostwa Świata Ludzi po Przeszczepie. O ile należymy do europejskiej federacji, a więc możemy liczyć na dofinansowanie na mistrzostwa Europy o tyle Polska nie należy do światowej federacji i wyjazd na mistrzostwa świata trzeba pokryć z własnych środków. Wierzę jednak, że po sukcesach na mistrzostwach Europy znajdę sponsorów na wyjazd do Sydney. To koszt około 10 tysięcy złotych, ale chcę zdobywać kolejne medale dla Polski - rozmarza się Władysław Ryś.

źródło: www.super-nowa.pl