Odszedł od nas Janusz Misiewicz….

Odszedł od nas Janusz Misiewicz….

 

2 października 2009 r. pożegnaliśmy naszego przyjaciela Janusza Misiewicza (1937 – 2009). Człowiek pełen humoru, energii i chęci działania na rzecz innych. 15 lat po przeszczepie serca (zespołem kierował dr Romuald Cichoń) był okresem wypełnionym dużą aktywnością społeczną i zawodową (był inżynierem budownictwa). W roku 1997 r. był jednym z założycieli Koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca „Północ” w Tczewie – pełnił tam przez 9 lat odpowiedzialną i pracochłonną funkcję sekretarza. Koło „Północ” było w 1999 r. gospodarzem jubileuszowego X Zjazdu całego Stowarzyszenia w Kołobrzegu – z urozmaiconą oprawą organizacyjną oraz z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych. 

Po rozwiązaniu koła „Północ” Janusz był czynnym członkiem koła Zabrze. Spotykaliśmy się z nim na kolejnych Zjazdach Stowarzyszenia i koła, spotkaniach integracyjnych oraz na warsztatach psychologicznych. Zawsze skłonny do żartów i zabawy potrafił skutecznie rozładować zbyt zacięty spór. Był przykładem człowieka żyjącego radośnie i zarazem robiącego wiele na rzecz otoczenia. Był bardzo poważany i lubiany.

Jego życie miało wiele dramatycznych zwrotów już od dzieciństwa poczynając. Ojciec, kielecki partyzant AK, po wojnie musiał uciekać przed aresztowaniem „karłów reakcji” – wybrał ówczesny polski Dziki Zachód, Żuławy. Życie tutaj nie było proste – wiemy to z filmów fabularnych oraz z polityki (na Żuławy zsyłano w pewnym okresie PRL bezrobotnych z własnego wyboru). Rodzina Janusza i sam Janusz wyszedł z tych tarapatów zwycięsko. To wyjaśnia, dlaczego ten „scyzoryk” związał się do końca życia z Tczewem i Pomorzem. Oczywiście, „guzy” powstałe w tamtym okresie dawały niekiedy znać o sobie, lecz byliśmy wyrozumiali.

Na naszych spotkaniach był zapalonym turystą i tancerzem. Pamiętam, jak przed dwoma  laty po bardzo męczącej eskapadzie po ziemi gnieźnieńskiej przyjął moją propozycję wieczornego spaceru po zaułkach Gniezna (70 lat!!!) i wrócił zadowolony na spotkanie towarzyskie po kolacji. Na ogniskach i wieczorkach był niestrudzonym tancerzem Lubił śpiewać – szczególnie własne teksty do popularnych piosenek. O takich ludziach mówi się, ze są „do tańca i do różańca”

Trudno mi wyobrazić spotkanie integracyjne bez Jego udziału. Niestety ……..

 

Zenon Frydrychowicz