Międzynarodowe Zawody Osób po Transpl.

 

 

W dniach 21 - 26 czerwca 2006 roku na południu Włoch w Neapolu odbyły się XI 'Międzynarodowe Zawody Osób po Transplantacji Serca i Płuc'.

Uczestniczyła w nich dziewięcioosobowa grupa z Polski reprezentująca STS i nasz kraj.

Najbardziej emocjonującym dla ekipy był piątek 24 czerwca, dzień, w którym walczyliśmy o tytuł najlepszej drużyny siatkarskiej i zdobycie przechodniego pucharu na własność. Po emocjonującym pojedynku ulegliśmy Finom 2 : 1.

Obok przeżyć związanych z rywalizacją sportową i pamiątkowych medali imitujących różne kruszce, każdemu z nas pozostaną na trwałe w pamięci jedyne w swoim rodzaju spostrzeżenia.


Zdzisława z Olsztyna
zachwyciły luksusowe warunki w miejscu zakwaterowania. Klimatyzowane pokoje hotelu, lśniące czystością, sprzyjały szybkiej regeneracji sił, a rano energię dostarczały rozmaite produkty spożywcze ze szwedzkiego stołu. Poza pieczywem, masłem, wędliną, serem i inną żywnością spożywaną powszechnie w Polsce każdego dnia, były też potrawy, które konsumujemy od święta albo bardzo rzadko. Talerz wypełniony co rano przez każdego indywidualnie pokarmem ze stołu stanowił smaczną i kolorową kompozycję. Jedzenie jej było istnym rajem dla podniebienia.
Adam z Łodzi
najbardziej zapamięta przegrany tylko dwoma punktami finałowy mecz siatkówki z Finami. Nie może zrozumieć jak mogło się stać, że we wcześniejszych trzech pojedynkach grupowych wygranych bez trudu przez polską ekipę poruszał się na parkiecie z wielkim luzem, a w finale w trzecim secie, decydującym o tym kto zostanie posiadaczem pucharu, doznał paraliżującego stresu. Przy stanie 13 : 10 dla Finów zszedł z boiska.
Jeśli chodzi o radosne doznania, to bardzo się cieszy z uzyskanego w skoku wzwyż rezultatu. Z sentymentem mówi, że przed przeszczepem była to jego ulubiona dyscyplina sportu, którą uprawiał. Teraz, ze względu na przecięty mostek może skakać tylko stylem nożycowym, przy którym> pokonanie poprzeczki na wysokości 135 centymetrów, to dobry wynik.

Januarego a Łaska
zachwyciła ludzka mądrość potrafiąca zaprzęgnąć siły natury do wytwarzania potrzebnego człowiekowi dobra. W austriackim lesie z tysiącami 'wiatrakowych drzew' na granicy ze Słowacją grzyby wprawdzie nie rosną, ale za to ludzie oddychają czystym powietrzem.
Z wielkim rozczarowaniem i rozżaleniem wspominał będzie natomiast małą troskę o uczestniczących w zawodach ludzi po transplantacjach objawiającą się brakiem informacji: kto,kiedy, o której godzinie wystartuje w konkurencji, do której się zgłosił.
Nie może też pojąć dlaczego ludziom, którzy zjechali na sportową rywalizację do Neapolu nie stworzono dobrych warunków do integracji. Zbyt mało było tłumaczy.

Romka z Rakoniewic
raził totalny brud na ulicach Neapolu i w jego okolicy; przepełnione kontenery na śmieci i hałdy przy nich odpadów, dla których zabrakło miejsca w pojemnikach. Zapamięta też chaos organizacyjny gospodarzy,zwłaszcza długie minuty oczekiwania na autokar dowożący nas do Neapolu, brak punktualności w rozpoczynaniu zawodów, nieskoordynowanie rozgrywania poszczególnych dyscyplin sportowych

Janusza z Łodzi
zauroczyła osobowość Wojtka, naszego Team Menager, tłumacza i pomocnika w trudnych sytuacjach. Tylko jeśli się kocha ludzi można tak mocno angażować się w pomoc i z pasją poświęcać im swój czas i talenty. Tylko człowiek z klasą, taki jak Wojtek, może być bezinteresownie życzliwy drugiemu.

Na Januszu z Zabrza
wrażenie zrobiły krajobrazy oglądane poprzez przednią szybę stowarzyszeniowego Renault Traffica, którym przez Słowację, Austrię i Włochy podążaliśmy do Neapolu.
Najpierw zachwyciły go słowackie zamki na przydrożnych wzgórzach. Potem wysokie szczyty Alp i głębokie doliny w Austrii. A we Włoszech zmieniające się co region uprawy zbóż, słoneczników, warzyw, winnice i ---. sady: brzoskwiniowe, gruszowe, oliwkowe.
Jazda z szeroko otwartymi oczami, autostradami osadzonymi na zboczach u wierzchołków wzgórz, to fascynujące uczucie, trochę podobne niekiedy do doznań pilota szybowcowego ? w dolinach szachownica pól, i kolorowe dachy budynków.

Marianowi z miejscowości Czerwionka - Leszczyny
z gminy, której wójt zakupił dla nas biało-czerwone stroje, śnić się będą prawie cztery tysiące kilometrów spędzonych za kierownicą.
Z tej kilkunastogodzinnej eskapady szczególne wrażenie zrobiły na nim 'dziury' w górach, w które wpadał nasz busik niczym powolny pocisk z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę, penetrował nieraz ponad minutę wzgórze, by w końcu< 'wystrzelić' z wylotu tunelu w kierunku celu, do którego podążaliśmy.

Bogusława z Olesna
najbardziej cieszy fakt, że w niedzielę 26 czerwca, mimo nienajlepszego samopoczucia wystartował w dwóch ciężkich konkurencjach biegowych i pomyślnie je ukończył. Sama okoliczność ukończenia sprawia mu większą satysfakcję niż zajęte w nich miejsca medalowe. Bo jak tu nie cieszyć się, nie dziękować, że osiem lat po transplantacji serca jest jeszcze tak dobra sprawność fizyczna, iż dzięki niej udaje się w temperaturze dochodzące do 40 stopni C w cieniu pokonać biegnąc ulicami Neapolu po rozgrzanej jezdni dystans czterech kilometrów.
O tym jak morderczy to był dystans, świadczy fakt, że do mety dobiegło niewielu zawodników. Prawie 90 % uczestników wycofała się z biegu już po przebiegnięciu niecałego kilometra.

Ja, Antoni z Częstochowy,
wspominał będę mnóstwo wydarzeń i przeżyć, które w miarę upływu czasu nie będą się zacierać, wszystko bowiem co mi się przydarzyło na trwałe zanotowane zostało na stronach dziennika, który prowadziłem.
Najczęściej będę opowiadał znajomym o swoim udziale w konkurencji pchnięcia kulą, w silnej obsadzie międzynarodowej: trzech Finów, dwóch Brytyjczyków i Polaków oraz po jednym zawodniku z Norwegii, Słowenii. Izraelu i Włoch.
Do konkursu przygotowany byłem doskonale. Opanowałem dobrze technikę, miałem za sobą grubo ponad setkę wykonanych rzutów, a czternastometrowy rekord pięciokilogramową kulą dodawał mi pewności siebie. Przed konkursem moje mięśnie tułowia, karku i górnych kończyn, były w idealnej sprawności. To dzięki zabiegowi leczniczemu jaki wykonał mi masażysta z ekipy niemieckiej.
Mimo wszystko obawiałem się trzech rosłych i barczystych konkurentów. Z siedmiu uczestników poprzedzających mnie, w pierwszej serii tylko dwóch przekroczyło granicę dziewięciu metrów.
Spokojniejszy wszedłem do koła, przyłożyłem kulę do podbródka, i harmonijnym ruchem całego ciała wypchnąłem ją jak najdalej przed siebie
Po pierwszej serii znajomy Anton z Węgier, Antonio z Włoch i Marian rzucający po mnie, poklepywali mnie życzliwie twierdząc, że złoto mam pewne.Tak też się stało. Rezultatem 11,86 m zająłem pierwsze miejsce w kategorii super weteranów. Drugiego w klasyfikacji Fina pokonałem o sto dwadzieścia dziewięć centymetrów.

Wzruszyłem się bardzo, gdy po Marianie jako pierwsi z gratulacjami podeszli do mnie Tośkowie z Węgier i Włoch i John z Wielkiej Brytanii.
Po wręczeniu medali, ze złotym krążkiem na szyi odnalazłem niemieckiego masażystę i serdecznie podziękowałem mu za pracę i czas jaki poświęcił mojemu torsowi dwie godziny temu. Przyjacielski uśmiech, gratulacje i mocny uścisk dłoni wyraziły jednoznacznie jego odczucia.


Pojechałem na zawody z myślą, by godnie reprezentować polskie Stowarzyszenie Transplantacji Serca i sprostać wymaganiom postawionym mi przez powołanie do reprezentacji przez Prezesa STS-u. Tadeusza Bujaka.
Pragnąłem też zawrzeć wartościowe znajomości z osobami po przeszczepach z innych państw. I na tej płaszczyźnie też mi się powiodło. Teraz już tylko mam nadzieję, że znajomość z Antonem z Węgier, Nikolą z Włoch, Halenem z Niemiec, Małgorzatą z Austrii, a przede wszystkim z Brytyjczykiem Johnem nie urwą się nagle, a przerodzą w przyjaźń.
Moim marzeniem jest spotkać ich jeszcze kiedyś. Tak jak chciałbym spotkać sympatyczną Irankę, z którą co rusz LOS kontaktował mnie, czy urodziwą Włoszkę przyodzianą w strój tenisistki w kolorze czerwonym i ładny kapelusz z białym napisem Polska.
Mocno pragnę, by nie były to moje ostatnie zawody sportowe.

Artykuł Antoni Leśniczek

FOTKI