Magda wspomina swój przeszczep

 

 

O tym, że w moim przypadku jedyną formą terapii może być przeszczep dowiedziałam się w maju 1998. Trzeba było podjąć decyzję czy się zgadzam na taką operację - od początku nie miałam wątpliwości, że należy. Jeszcze w czerwcu 1998 decyzję potwierdziłam i od tamtej pory byłam na liście oczekujących na badania kwalfikacyjne do przeszczepu. W listopadzie 98 wezwano mnie do szpitala - badań było wiele, nie wszystkie bezstresowe i bezbolesne (a wątroba ''lubi spokój''). Po badaniach czułam się o wiele gorzej niż przed, ale...

...była perspektywa radykalnej zmiany na lepsze o ile badania wypadną pomyślnie ( bo np. ktoś, kto ma poważne kłopoty kardiologiczne po prostu ma małe szansy przetrwania ciężkiej operacji przeszczepu). To bardzo trudny okres w życiu pacjenta! Zaciąć zęby i dotrwać. Trwałam więc!

W styczniu 1999 konsylium lekarskie zakwalifikowało mnie do przeszczepu, a dnia 2 czerwca, po południu, miałam telefon ze szpitala, że może będzie dla mnie wątroba. Miałam się szykować. Późnym wieczorem potwierdzono informację, o północy byłam w szpitalu, następnego dnia koło południa - na stole operacyjnym. Było...ciężko, ale wszak minęło!

Miałam szczęście - inni pacjenci po kilka razy szykowali się do przeszczepu nim doczekali się właściwego organu.

PRZESZCZEP

Sama operacja miała miejsce 3 czerwca 1999, trwała około 14 godzin. ,,Technicznie'' przeszczep to przede wszystkim ogromny sukces ekipy chirurgów. Bezbłędne połączenie wszystkich naczyń dochodzących do wątroby oraz zeń wychodzących zaliczany jest do jednej z najtrudniejszych operacji hirurgicznych.
Aby się wszystko udało trzeba ogromnej wiedzy całego personelu medycznego oraz umiejętności praktycznego jej wykorzystania w naszej codziennej, spartańskiej rzeczywistości. GRA JEST BARDZO TRUDNA DLA WSZYSTKICH - ALE ...PO TYSIĄCKROĆ WARTA ŚWIECZKI !!!

Co się działo bezpośrednio po przeszczepie?

Przechodziłam trzy etapy rehabilitacji:
1. (na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej), gdzie byłam pod całodobową opieką pielęgniarską. Pacjenci dostają dużo bardzo silnych leków, często mają halucynacje, zwidy, majaki, są nadpobudliwi. To jest trudne zarówno dla pacjentów ( którzy wstydzą się potem swoich ''wybryków'') jak dla załogi szpitala. TRZEBA PRZETRWAĆ!
2. (na Oddziale Chirurgii Wątroby), gdzie sprawdzano tempo podjęcia funkcji przez nową wątrobę oraz chirurgiczne ''pozostałości pooperacyjne'' . Gdy sytuacja stała się w miarę stabilna - przejechałam do innego szpitala pod opiekę immunologów...
3. (w Instytucie Transplantologii), gdzie trzeba się było przygotować do życia z nowym organem (np. ustalane są dawki lekarstw immunosupresyjnych ).
Zwykle etap 1 trwa kilka dni do 2 tygodni, etap 2 i 3 - po 2 tygodnie. Osoby po przeszczepie wątroby dokonanej w Warszawie - o czym się w ogóle nie mówi - już od pierwszych chwil operacji są pod stałą kontrolą lekarzy z Instytutu Transplantologii Akademii Medycznej w Warszawie i... pozostają pod tą opieką dożywotnio. Dożywotnio też, co 12 godzin, biorą leki immunosupresyjne.
Trzeba o tym skrupulatnie pamiętać!
W pewnym sensie przeszczepiających chirurgów i internistów z Instytutu Transplantologii można porównać do...rodziców ,,biologicznych'' i ,,adopcyjnych''. Chirurdzy - transplantacją - dają pacjentom życie [ niektóre osoby po przeszczepie zaczynają obchodzić urodziny dwa razy w roku: pierwsze zwykłe i drugie - w rocznicę transplantacji]. Ale... to interniści zostają z nami na dobre i na złe. To musi być bardzo trudne!

PO PRZESZCZEPIE - ŻYCIA CIĄG DALSZY

Blaski i cienie
Od dwóch lat żyję z przeszczepioną wątrobą Jestem jak nowo narodzony człowiek! Wyzwolony od choroby! Obecnie na rencie, bo nie nadaję się do codziennych podróży do pracy środkami miejskiej komunikacji, w tłoku, bez względu na pogodę [co byłoby bezsensownym narażaniem się na zakażenia].
Nie jest więc teraz całkiem tak jak dawniej. Jest ewidentnie inaczej. Ale mnóstwo spraw ,,wraca do normy'' : dzieci mają mamę a mąż żonę [w dodatku w domu, a nie w szpitalu ], rodzina i przyjaciele już się nie trzęsą ze strachu co będzie dalej, czy dotrwa się do przeszczepu, nie jest konieczna żadna ostra i uciążliwa dieta, wróciła sprawność intelektualna.
Mogę np. jak dawniej pisać popularno-naukowe artykuły, mogę tłumaczyć, mogę nagrywać audycje dla radia. Prowadzę prawie tak samo intensywne jak dawniej życie towarzyskie - nawet byłam na hucznym weselu - dokładnie w trzecią miesięcznicę operacji!
Wróciłam do życia!
Ciągle pamiętam, że po to był przeszczep. Podobnie reagują inne osoby z nowymi wątrobami. Powoli, łagodnie - każdy z nas indywidualnie zwiększa wymagania wobec siebie; trochę się tym przed sobą nawet chwalimy [utrzymujemy żywe kontakty listowne i telefoniczne]. Wydaje się, że aktywność jest dla nas po prostu wskazana.
Nie ma jednak nic darmo - mamy też problemy. Znaczne osłabienie mięśni, ograniczone możliwości jeśli chodzi o wysiłek fizyczny, na ogół szybkie tycie, skrajna meteopatia, zwiększone zapotrzebowanie na sen, niestabilność emocjonalna, kłopoty z pamięcią - choćby po długotrwałej narkozie - to tylko część z nich. Nie wszyscy cierpią na wszystko - można się trochę pocieszać.
Dodatkowo obciążają nas uboczne skutk i lekarstw immunosupresyjnych powodujące np. drżenie rąk, bóle głowy, a przede wszystkim spadek odporności. Po to, by organizm nie odrzucił wszczepionego narządu! Bo ten nowy narząd jest przez system obronny człowieka traktowany jak ciało obce - tak samo jak bakterie, wirusy czy ustroje wywołujące grzybice. Leki nie dopuszczają do zbyt silnej ,,obrony''. Nic dziwnego, że podstawową sprawą dla wszystkich osób po przeszczepach jest unikanie wszelkich infekcji. A wiem z autopsji jak trudno się pogodzić z własną delikatnością, nauczyć się jej! Nauczyć się zachowywać skrajną ostrożność, oszczędzać się, nie ulegać panice gdy infekcja jednak nas dopadnie [ a wyobraźnia pracuje...].

Nie jest łatwo - ale nikt nie obiecywał , że łatwo będzie.

Magdalena Sroczyńska - Kożuchowska


Są problemy, ale problemy ma każdy. Najważniejszy jest hart ducha, chęć przetrwania, motywacja do życia, pozytywne nastawienie psychiczne. To pomaga! Pomagają też grupy wsparcia ( rodziny, przyjaciele, stowarzyszenie "Życie po przeszczepie "). Nie wolno się poddawać!
Po transplantacjach można żyć prawie normalnie - jest się jednak po prostu mniej wydolnym fizycznie. Pacjenci przed przeszczepem często pytają tych ,,już po'' - czy warto?