Już skazany

 

Polska zatrzęsła się z oburzenia - lekarz kardiochirurg Mirosław G.- łapownik a może nawet morderca.

Pragnę przybliżyć Państwu tą postać. Mirek urodził się w niedalekim Nisku. Zdolny, uczeń LO potem student medycyny na UJ, zdolny człowiek. Pod okiem profesora Dziatkowiaka zdobywa umiejętność niezbędne kardiochirurgowi. Studia w Polsce, USĄ. Francji liczne wyjazdy szkolenia przysparzają olbrzymiej wiedzy. Profesor Dziatkowiak powierza mu w klinice oddział przeszczepowy. Mirosław zabiega o dostosowanie całego skrzydła pod potrzeby "przeszczpków".

Mój lekarz- przyjaciel z Janowa Lubelskiego kieruje mnie do kliniki w Krakowie z diagnozą życie może uratować tylko przeszczep. Pierwszy mój kontakt z dr Mirosławem G. miał miejsce w roku 1998. Potwierdzenie diagnozy tyko przeszczep. Dwie czy trzy wizyty - strach, ludzki strach. Przestaje zgłaszać się na badania kontrolne. Klinika odszukuje mnie poprzez szpital w Janowie Lubelskim. Jadę- dr. Mirosław nie chwali mnie za taką bezmyślność, mówi co myśli. Nie jest moim swatem ani bratem ale ma rację. Jeszcze badania w klinice w Lublinie, jeszcze kolejne pobyty w szpitalu w Stalowej Woli. Mirosław ufał tamtym lekarzom jako fachowcom jesień 1998 roku kwalifikacja i decyzja -przeszczepiać. Strach, komórka tylko z numerem kliniki, czekam.

Nie ma serca. Odchudzam się muszę zbić 15 kg. Podstawowe parametry przeszczepianego serca to grupa krwi, wielkość serca i wiele innych warunków zgodności tkanek. Jestem kiepski przejdę najwyżej 50 mb. Pierwsze wezwanie w lipcu 1999 roku Jan czekaj za kilkadziesiąt minut zadzwonimy, niestety serce nie nadaje się. Po miesiącu dowiaduje się, że było dobre ale nie było możliwości szybko przetransportować mnie, otrzymał je pacjent z Lublina przewieziony samolotem. Pobrane serce można przetrzymać do 4 godzin.

Po paru miesiącach decyzja wszczepić rozrusznik, drobny zabieg, Frakcja serca 12-15 ( frakcja to sprawność serca u człowieka zdrowego 60 -75) po rozruszniku bez zmian. Wracam do domu ranek 18 kwietnia 2000 roku telefon Jan mamy serce dla ciebie, zawrót głowy córka podstawia mi krzesło abym nie upadł. Mam się cieszyć chyba tak, ale ja potwornie się boję.

Przyjaciele organizują transport jadę wiezie mnie kolega. Dojeżdżamy na czas. Jeszcze czkam ostatnie przygotowania i strach. Zdaje sobie sprawę przecież przygotowywano mnie do tego jestem świadomy do 30 % pacjentów umiera podczas operacji lub krótko potem. Wiozą mnie na salę wkłucia, maska nie ma mnie. Wiedziałem operował będzie Mirosław wraz z Karolem, anestezjologiem Teresą i kilku innymi osobami. Budzę się po kilkunastu godzinach, cóż nie jestem szczęśliwy myślałem, że mam z sobą ten ziemski padoł. Lekarze pielęgniarki są przy mnie bez przerwy, nie mogą wyjść z sali nawet do toalety. Mnie udało się obok pacjent dwudziesty dziewiąty dzień po zbiegu, ratują go sprowadzają specjalistów z innych klinik nefrologów, neurologów, bezskutecznie pacjent umiera. Przewożą mnie na oddział po przeszczepowy.

Mam kolegów operowanych w tym samym tygodniu Jasiek i Olek. Mirosław wpada bardzo często. Czujemy respekt, zawsze ma jakieś uwagi, a to pokaż czy myłeś zęby, wstawaj dlaczego leżysz, czy kąpałeś się dziś dwa razy. Jest na klinice w dzień i w nocy, nie można wyjść na ogólnodostępny korytarz . Czepia się? Wpada na salę ma półgodziny tylko dla nas. Tłumaczy nam, sprawdza dziąsła bo gwałtownie narastają czy nie mamy pleśniawek czy nie pęka nam podniebienie, pilnuje żeby nie podjadać słodyczy, dlaczego? Bo w razie odrzutu leki gorzej działają na pacjenta. Zero kontaktów z odwiedzającymi można popatrzeć sobie przez szybę na bliska osobę.

Leki immunosupresyjne mają soje prawa ratują życie ratują przed odrzutem, ale wykańczają nas wszystkich bez wyjątku wcześniej czy później. Reżim sanitarny dotyczy też personelu katar u pielęgniarki dyskwalifikuje ją, musi wyleczyć się, aby mogła wrócić do nas. Mimo tych obostrzeń łapiemy we trzech symptomy zapalenia płuc. Odcięci od reszty pacjentów z personelu tylko dwie pielęgniarki mogą wejść na salę dr Mirosław i Karol ci lekarze ratują nam życie kolejny raz, po trzech dniach znowu będziemy żyć.

Wyjście ze szpitala, kwarantanna w domu do miesiąca. Łapię prę kresek temperatury może być odrzut proszę lekarz pierwszego kontaktu o zbadanie. Lekarka bada mnie lekkie zaczerwienienie gardła. Gorączka nie ustępuje po dwóch dniach dzwonię do Krakowa odbiera dr Mirosław mówię że mam parę kresek ale lekarz mnie badał ale nic nie stwierdził. Prawie trzęsienie ziemi, to ty sprowadziłeś lekarza do domu pierwszego kontraktu z wirusami bakteriami itd. Niestety miał rację immunosupresja ma swoje prawa i wiele razy nam to wtłaczano do głowy. Przecież mieszkanie przed moim powrotem musiało być wyszorowane wymyte odkażone nawet klamki. Moja koleżanka nie posłuchała rad nie zastosowała diety, w domy po czterech dniach nie było jej wśród żywych.

Gary bo tak nazywaliśmy pieszczotliwie Mirosława G. jest niewątpliwie geniuszem kardiochirurgii. Jest człowiekiem pracowitym często zastanawialiśmy się czy w ogóle sypia w domu. Perfekcjonista i perfekcjonizmu wymaga od współpracującego personelu. Trzeba zdawać sobie sprawę, że przeszczepy wykonują najzdolniejsi lekarze nie wszyscy mogą nadążyć za najlepszymi stąd też może powstawać zawiść o sławę, posądzenia itd.

Znam wielu "przeszczepów", których operował Gary z niektórymi zaprzyjaźniłem się, ale nikt nie powiedział że Gary brał jakieś łapówki. Trzeba zdać sobie sprawę ż są ludzie z pieniędzmi i zdaje im się ze można kupić życie. Pacjent, który nie wybudzi się nie odzyska funkcji życiowych w końcu umiera. Poddając się operacji każdy z nas był tego świadomy. W telewizji wydali na naszego Garego wyrok.

Czy pokazywanie kilku wiecznych piór czy kilku butelek wódki w domu może być jakimś dokumentem. Pieniądze w domu taka sława światowa miałaby zniżać się do brania kilkuset złotowych łapówek te bzdury miedzy bajki włożyć. Mam nadzieję że Ci mali ludzie którzy chcieli zaistnieć okryją się niesławą. Boli tylko że wypowiadają się w TV czy w prasie ludzi którzy nie mieli do czynienia z Mirosławem G. Sądzę że każdy chirurg operujący przynajmniej raz widział śmierć swojego pacjenta na stole operacyjnym lub potem po, przy powikłaniach . Czy wszystkich posądza się o zabójstwo? Nie, bo operacje to czasem loteria. Przeciwwskazania do przeszczepu - zgodność przeszczepianego serca nie zawsze jest zadawlajaca.

Widziałem dziewczynę dwudziestoletnią, która leżała pod respiratorem czekała na przeszczep w ostatniej chwili otrzymała dar życia. Fakt mózg był nie dotleniony trzeba ją było potem uczyć chodzić, mówić. To Gary podjął decyzję i ratował ją spotykałem ją czasem uśmiechnięta pełna życia , zmarł po sześciu latach ostry odrzut.

Nie posądzajcie abyście nie byli posadzeni. Cóż czasem ci na górze będąc bezradnymi wobec kryminalistów Stokłosów i innych robią igrzyska ludzkimi uczuciami. Ja żyje już ponad 6 lat i daję to świadectwo nikt nie wołał na mnie łapówki tak w Krakowie Janowie Lublinie czy Stalowej Woli .

Z szacunkiem Jan Machulak pacjent Garego