Jacek Mędrala - Wspomnienie

Jacek Mędrala - Wspomnienie

 

Poznałem Jacka kiedy świętował jubileusz dziesięciu lat życia po przeszczepieniu serca. Szczupły, wysoki młodzieniec miał wtedy bardzo dobrą formę fizyczną. Będąc pod wrażeniem tego co wyczyniał na parkiecie, namówiłem go do startu w zawodach. W 2007 roku podczas Mistrzostw Polski dla osób po transplantacji w Rzeszowie miał swój pierwszy sukces zdobywając dwa srebrne medale, przy czym jeden w biegu na 800 metrów. Dwa lata później w Kozienicach, też było dobrze - Jacek zdobył również dwa miejsca na podium; medal srebrny i brązowy.

Zwody zdarzały się raz w roku, ale nasz sympatyczny kolega nie ograniczał się tylko do udziału w nich.
Bardzo aktywnie uczestniczył w innych, licznych, zjazdach rodziny składaków. Nie przypominam sobie, by nie było go na którejś z imprez organizowanych przez STS Koło Zabrze. Wyróżniał się spośród innych tym, że nie poddawał krytyce zdarzających się niedociągnięć. Należał do grona składaków, którym sam udział sprawiał przyjemność.

 

Radością dla Jacka były także inne spotkania, a mianowicie sielskie pikniki na zielonej trawce w gronie najbliższych mu osób.
Ale przede wszystkim Jacek wykorzystywał wolny czas i swoje predyspozycje "złotej rączki" na upiększanie i modernizację mieszkania oraz dbałość by wszystkie urządzenia techniczno hydrauliczne dobrze w nim funkcjonowały. Przez sześć lat, dokąd nie zmogła go choroba, satysfakcje przynosiła mu też praca zawodowa.

Miał Jacek bardzo rzadką cechę - nie skarżył się na przeciwności losu i cierpienia jakich doznawał przez ostatnie trzy lata. Przeszedł w tym czasie kilka poważnych operacji i tylko dzięki mocnej psychice, dzięki ogromnej woli życia wracał do żywych, do bliskich mu osób.

Kochał Jacek być z ludźmi i oni lubili przebywać w jego towarzystwie; młodego, dowcipnego mężczyzny.
Nawet ostatnio, pierwszego marca dwutysięcznego czternastego roku, mając bardzo złe samopoczucie, przyjechał zobaczyć się ze składakami do Hotelu Laguna w Poniszowicach nad Jeziorem Pławniowickim. Wzruszające to było spotkanie. Przykro, że było ono ostatnim z Jackiem, bo dwa miesiące później - 28 kwietnia 2014 roku, mając zaledwie czterdzieści lat, w tym siedemnaście z drugim sercem - przeniósł się do wieczności.

Spotka tam pewno gromadkę składaków, którzy odeszli wcześniej. Mnie, i wielu osobom znającym ś. p. Jacka, pozostanie dobre wspomnienie przeżytych z Nim chwil.

 

Antoni Leśniczek