Drugi raz narodzeni

Muszyna - Drugi raz narodzeni - Życie po przeszczepie

Pierwsze urodziny obchodzimy w swoich rodzinach. Drugie, te po operacji, świętujemy w naszej rodzinie Koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca. Cieszymy się z każdego dnia. Gdziekolwiek jesteśmy, staramy się mówić, że transplantacje mają sens - podkreśla prezes Małgorzata Rejdych. Wtórują jej liczni członkowie tej organizacji, którzy od piątku do niedzieli gościli w pensjonacie "Henryka" w Muszynie. Dla nich było to kolejne spotkanie, które miało też charakter psychologicznych warsztatów.

"Należy zaszczepić w sercach ludzi, zwłaszcza młodych,
szczere i głębokie przekonanie,
że świat potrzebuje braterskiej miłości,
której wyrazem może być decyzja o darowaniu narządów".

Te słowa Jana Pawła II członkowie stowarzyszenia umieścili jako motto na swojej stronie internetowej. Tam też można przeczytać przesłania polskiego Ojca Świętego skierowane w roku 2000 do uczestników Międzynarodowego Kongresu Transplnatologicznego. W tym liście czytamy m.in.: "Przeszczepy są dużym krokiem naprzód w służbie nauki dla człowieka. Niejeden zawdzięcza swoje życie transplantacji organu. Metoda przeszczepiania coraz częściej okazuje się ważnym sposobem wypełniania głównych celów całej medycyny, którym jest służba dla życia człowieka. Właśnie dlatego w Encyklice Evangelium Vitae sugerowałem, że jednym ze sposobów kształcenia prawdziwej kultury życia jest dawanie organów w sposób dopuszczalny z etycznego punktu widzenia, a mianowicie mając na uwadze stwarzanie szansy na zdrowie a nawet życie osobom chorym, które często nie mają żadnej innej nadziei". - Koło Stowarzyszenia Transplantacji Serca w Krakowie związane jest z Kliniką Chorób Serca, Naczyń i Transplantologii, której dyrektorem jest prof. Jerzy Sadowski, a niegdyś był prof. Antoni Dziatkowiak - mówi Małgorzata Rejdych (10 lat po przeszczepie).

Skupiamy 86 członków, z tego ok. 60 to są osoby po przeszczepach, pozostałe to rodziny, żony, mężowie, przyjaciele i sympatycy. Spotykamy się regularnie.
To są zarazem warsztaty psychologiczne, taka grupa wsparcia, co jest nam wszystkim bardzo potrzebne. Oprócz tego przy każdej możliwości prowadzimy akcje promujące transplantacje, nie tylko serca, w ogóle wszystkich organów, jako metodę leczenia. Promujemy świadome oddawanie narządów. Serce ma swoją specyfikę, musi być w całości. Można przeszczepić jedną nerkę, część wątroby, ale serce - całe. I my dawców organów potrzebujemy. Mieliśmy to szczęście trafić do przeszczepu w czasach, kiedy sytuacja był diametralnie lepsza niż obecnie. Mieliśmy szczęście - i żyjemy!
Obecnie w Polsce - jak podaje Poltransplant - na przeszczep serce czekają 264 osoby. I one mają znikome szanse na przeżycie. Czas oczekiwania może być dla nich zbyt długi. W naszej krakowskiej klinice z powodu braku serc w br. wykonane były zaledwie cztery takie operacje, a w całym kraju zapewne tylko kilkanaście. Wszystkie programy przygotowane na rzecz transplantologii absolutnie jej nie służą. Trzeba przełamywać bariery. Gdziekolwiek jesteśmy, to staramy się swoją obecnością o tym mówić, uświadamiać ludziom, że przeszczepy mają sens. Że to nie jest tak Panu Bogu, ale naprawdę ludzie żyją, mają się świetnie, są aktywni, wracają do życia, pracują. Ja teraz dużo więcej robię niż przed przeszczepem. Mam mniej czasu, niż wcześniej.

W gronie uczestników zjazdu znalazła się sądeczanka Maryla Hadyś (10 lat w nowym życiu), której towarzyszyli mąż Witold oraz przyjaciele: Irena i Mirosław Woźniakowie.

Moja choroba zaczęła się tak jak wielu z nas, prawdopodobnie wskutek komplikacji po grypie. Efekt - przerośnięte serce, trzeba było je zoperować. Leżałam najpierw na kardiologii w Nowym Sączu u dr. Stanisława Malinowskiego. Dr Renata Wysocka przyszła i powiedziała mi: - Pani Mario, musi pani mieć przeszczepione serce. Decyduje się pani? Ja nie wiedziałam, co robić. Pochodziłam trochę, wyryczałam się, porozmawialiśmy z mężem. Każdy musi sam podjąć decyzję. Wyraziłam zgodę. Wcześniej zapytałam, jakie są szanse bez przeszczepu? - Może rok, może nawet jutrzejszego dnia pani nie przeżyje. Trzy razy czekałam już na serce, tak się często zdarza. Obudziłam się po dwóch miesiącach. Rodzina codziennie przez 60 dni dowiadywała się o mój stan zdrowia. Dla nich to był prawdziwy maraton stresu.

Każdy z czterdziestu kilku uczestników spotkania ma swoją historię, która nadaje się na książkę. Choćby 52-letni Władysław Ryś, góral z Białego Dunajca mieszkający teraz pod Żywcem (4 lata po przeszczepie), który w br. we Francji został mistrzem Europy w olimpiadzie osób po przeszczepach. Kulą (waga 7 km) pchnął 11,34 cm (rekord kontynentu). Wywalczył też srebrny medal w drużynie siatkówki i brązowy w tenisie stołowym. O swoich przeżyciach opowiadali m.in.: Tadeusz Datoń z Krakowa (7 lat), Anna Kaczmarek z Poznania (prawie 6 lat), Bolesław Gierzek z Łodzi (11 lat), Danuta Figas z Wielkopolski (żona Włodzimierza - 12 lat), Franciszek Kowalski z Krakowa (15 lat), Andrzej Cieślik z Krakowa (5 lat), Marek Starowicz z Krakowa (10 lat) i Roman Serwa z Zielęcin, koło Sieradza (1 rok). Każdy mówi, że zawsze będzie pamiętał o człowieku, dzięki któremu żyje i o wspaniałych lekarzach oraz pracownikach krakowskiej kliniki.

Wszyscy zaświadczają, że przeszczepy mają wielki sens, że ratują życie, że pozwalają nawet wrócić do pracy i zajęć domowych. Żeby tak jednak się stało, potrzeba dawców. To brzmi okrutnie, ale tak jest. Dlatego warto propagować składanie "oświadczeń woli". Trzeba też pamiętać o tym, że ktoś nagle ginie - i to jest losowy przypadek - ale dzięki niemu kilka innych osób może nadal żyć.

Piotr Gryźlak

Spotkali się w Muszynie. Cieszą się z każdego dnia.

Jedni mówią o sobie w żartach, że są przeszczepkami, drudzy zwą siebie składakami, a jeszcze inni twierdzą, że mają wymienione pompki. Wszyscy zapewniają, że zawsze pamiętają o tych, dzięki którym po transplantacji serca mogą żyć. W Muszynie w pensjonacie "Henryka" od piątku do niedzieli przebywało ok. czterdziestu członków koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca w Krakowie. Na zdjęciu - urodzinowe kubeczki wskazują, ile czasu upłynęło od przeszczepu. Od lewej: Franciszek Kowalski (Kraków), Roman Serwa (Zielęcin k. Sieradza), Maryla Hadyś (Nowy Sącz), Andrzej Cieślik (Kraków), Marek Starowicz (Kraków), Małgorzata Rejdych (Kraków).

Cieszymy się z każdego dnia! - podkreśla prezes organizacji Małgorzata Rejdych. - Nasze koło jest związane z Kliniką Chorób Serca, Naczyń i Transplantologii, której dyrektorem jest prof. Jerzy Sadowski, a niegdyś był prof. Antoni Dziatkowiak. Spotykamy się regularnie. To są zarazem warsztaty psychologiczne, taka grupa wsparcia, co jest nam wszystkim bardzo potrzebne. Oprócz tego przy każdej możliwości prowadzimy akcje promujące transplantacje - nie tylko serca, w ogóle wszystkich organów - jako metodę leczenia. (PG)