Przeszczepienie serca bez przymiarki

 

 Szanujący się krawiec artysta p. Józef Turbasa nie wypuści garnituru bez kilku przymiarek. A że nie byle komu szyje na miarę, w Krakowie wie każdy elegant. W salonach, mistrza rozpoznać można po sznycie. Z sercem zupełnie inaczej, nie ma wyboru, jest tylko pierwsza miara, przymiarki nie są możliwe...

Sz. Prof. Józef Gasiński mawiał do mistrza Józefa: "Pan może się pomylić, w kolejnej przymiarce poprawić, żelazkiem z duszą przyprasować, a moich błędów... nawet elektrycznym z parownikiem nie odprasujesz". Biorcę z dawcą kojarzymy wg rozmiarów "S"-"M"-"L"-"XL", by przeszczepione zmieściło się w klatce piersiowej i podołało zadaniu pompy ssąco-tłoczącej. Serce atlety nie pomieści się w klatce wątłej kobiety i odwrotnie - "S" za słabe będzie dla atlety. Miara to kompatybilność rozmiarów i grup tkankowych pomiędzy dawcą i biorcą, a kunszt mistrza chirurga poznasz nie po kroju, a po radosnym uśmiechu przeszczepieńca. Ale po co pozbywać się swojego zdrowego serca? Przecież oznacza to definitywną zmianę stałego miejsca pobytu! Siadając po piwku lub sznapsie za kierownicę samochodu, narażasz siebie, współpasażerów i innych użytkowników dróg na rozstanie się z życiem i...z sercem. Domniemana zgoda na oddanie serca do przeszczepu wg ustawy z 1991 r. "O pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów" sprawia, że jeżeli za życia nie zgłosiliśmy w Centralnym Rejestrze sprzeciwu, to przyzwalamy pobrać po śmierci nasze narządy do transplantacji. "To najwyższy akt miłości bliźniego" - Jan Paweł II, 1991r.
Zanim chirurg wyjmie z termosa przywiezione nowe serce dawcy i włoży je do worka osierdziowego biorcy - trzeba dokonać licznych czynności organizacyjnych. Biorcy czekają aż komputer "dopasuje" im dawcę. Na 70 tysięcy wypadków komunikacyjnych rocznie mamy około 8 tysięcy niepotrzebnych zgonów osób, przed wypadkiem zupełnie zdrowych. To ponad 10% śmiertelności! Najwyższa w Europie! Z tej liczby tylko od 25% uzyskujemy narządy. Przyczyny? Niska świadomość obywatelska, obłudna obyczajowość i przekonania. Dzięki płk-owi pilotowi dypl. Zbigniewowi Hercowi po serce np. do Szczecina leci z Krakowa samolot AN 26 z karetką i zespołem pobierającym na pokładzie. Do szpitala, w którym przebywa dawca, karetkę eskortuje policja. Kardiochirurg pobierający od zmarłej osoby serce zgłasza przez radio do Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii, że serce jest dobre i nadaje się do przeszczepu. Wstrzyknięciem odpowiedniego roztworu zatrzymuje sztucznie podtrzymywane bijące serce i błyskawicznie schładza do temp. + 2 stopni C, by wstrzymać procesy metaboliczne w komórkach.
W tym czasie w Krakowie kładą na stół operacyjny biorcę. Komputer wskazał 5 kandydatów "pasujących" do pobieranego w Szczecinie serca. Spośród dobranych i oczekujących jeden "odszedł już", drugi ze strachu zrezygnował, trzeci ma grypę z gorączką, czwarty "pasuje", ale żona akurat wyjechała a chciałby się z nią pożegnać, piąty był w sąsiednim szpitalu i jego przywieźli. Leży uśpiony na stole operacyjnym. Zespół specjalistów wykonuje rutynowe czynności podłączania aparatu do krążenia pozaustrojowego, by pacjent po operacji wycięcia zniszczonego serca żył i po przyszyciu nowego wybudził się. Rano zapyta chirurga od kogo otrzymał serce? To tajemnica lekarska. Możemy tylko powiedzieć, że od przystojnej blondyny z niebieskimi oczami, a płeć nie ma znaczenia.
Od chwili zatrzymania czynności serca dawcy w Szczecinie zaczyna się wyścig z czasem. Z pobranym, schłodzonym w termostacie sercem, nasza specjalnie oznakowana karetka transplantacyjna pędzi udrożnionymi przez policję ulicami na lotnisko, wjeżdża do "brzucha" już rozgrzanego samolotu. Kołuje, startuje, leci i zgłasza: "serce OK, za 80 minut lądujemy w Balicach!". Siadają szczęśliwie, choć zdarzały się sytuacje mrożące krew w żyłach. "Antek" "wypluwa" karetkę i policja prowadzi ją do Szpitala Jana Pawła II. Termos z życiodajnym ładunkiem trafia na blok operacyjny. Napięcie wzrasta! Nie upuścić! Podają chirurgowi w naczyniu z lodem wiotkie, zimne serce. Ogląda, docina, otwiera przedsionki. Decyduje i z satysfakcją rozkazuje: "Pompa start!". Uruchomiono aparat sztuczne płuco-serce, które na czas przeszczepiania zastąpi płuca i ledwo kurczące się serce. Wycina je i przekazuje do badania oraz pobrania zastawek - zostaną wszczepione innym chorym z wadami zastawkowymi. Teraz następuje dramatyczna deprymująca nie tylko chirurga chwila: "na stole operacyjnym leży człowiek bez serca!" Należy więc tę pustą czeluść niezwłocznie wypełnić nowym sercem. Wkłada, dopasowuje i szybko przyszywa.
Wyścig z czasem trwa. Krawieckie dzieło mistrza trwające zwykle 30 minut, kończy się pobraniem wycinka z przegrody międzykomorowej do tzw. biopsji zerowej dla późniejszej porównawczej oceny mikroskopowej w razie odrzucania. Po zwolnieniu zacisku na aorcie biorcy, ciepła i bogata w tlen krew pacjenta wpływa z aparatu do tętnic wieńcowych przyszytego serca. Zatrzymane w niskiej temperaturze ma rezerwy energetyczne, głównie glukozę - ogrzane do 37 stopni C uruchamia swoje procesy metaboliczne, tężeje, napina się i zaczyna bić własnym rytmem na potrzeby nowego pana.
Transport i przeszczepienie trwa zwykle 3 do 4 godzin. I tym kolejnym pięćsetnym razem wygrano w Krakowie zespołowy wyścig z czasem. Zaczyna się drugi ważny etap transplantacji serca...



 
stat4u