Czy spotkać się z rodziną dawcy? - dylemat


 


Tytułowy dylemat jest z pewnością udziałem każdego z nas. Pragnę podzielić się swoimi spostrzeżeniami po wielokrotnych rozmowach z kolegami, którzy spotkali się z rodziną dawcy. Mam nadzieję, że uwagi te pomogą dylemat rozstrzygnąć.

Prawnie - kontakty miedzy rodziną dawcy a biorcą organów są zakazane. Jest to zasada obowiązująca w całym cywilizowanym świecie. Podstawową przyczyną takiego postawienia sprawy jest przeciwdziałanie uzyskiwaniu korzyści materialnych w związku z przeszczepem przez dawcę lub jego najbliższych. Jest to cząstka wielkiego współczesnego problemu uniemożliwiania handlu ludzkimi organami.

Chciałbym pominąć w dalszej części wypowiedzi problemy prawne i materialne a skupić się wyłącznie na aspektach moralnych i psychologicznych, które to są dla nas, osób po przeszczepie serca, najbardziej istotne.

Każdy z nas, zwłaszcza w okresie bezpośrednio po otrzymaniu tego największego daru, wiele myśli o dawcy, jego rodzinie. Staramy się różnymi sposobami zdobyć jak najwięcej informacji na ten temat. Podświadomym pragnieniem jest podziękować rodzinie dawcy za brak sprzeciwu, zainteresować się ich warunkami materialnymi. Bardzo wstrzemięźliwe informacje personelu medycznego kliniki przyjmujemy jako oczywistą przesadę. Czy słusznie?

Spotkałem się z kolegą, który w wyniku zbiegu okoliczności otrzymał zgodę kliniki na spotkanie z rodziną dawcy. Zgoda ta była warunkowa: przy spotkaniu miał być cały czas obecny doświadczony lekarz kardiochirurg, który miał zadanie w razie czego przerwać spotkanie (nie mówiąc o udzieleniu pomocy medyczno-psychologicznej). Do spotkania doszło, rodzina okazała się być bardzo miła, taktowna i serdeczna. Spotkania nie trzeba było przerywać.

Kolega, który relacjonował mi przebieg spotkania , był bardzo mocno wzruszony. Powiedział mi, że ilekroć wspomni sobie tamto wydarzenie - zawsze silnie to przeżywa. Do tych wspomnień wracał bardzo często, co jednak nieodzownie do depresji i smutku. To było widać. Przedtem tryskający energią i radością życia, stawał się często zamyślony i przygnębiony. Odporność znacznie pogorszyła się, co spowodowało, że jego zdrowiem musieli się zająć różni najwybitniejsi specjaliści w Polsce. Przy każdej rozmowie na ten temat odradzał mi stanowczo próbowania uzyskania kontaktu z rodziną dawcy właśnie ze względu na psychiczne komplikacje, nie do udźwignięcia przez osobę po przejściach związanych z przebytym przeszczepem serca.

Pod wpływem tych rozmów zmieniłem swoje poglądy i przestałem szukać informacji, które pozwoliłyby mi trafić przed grób człowieka, którego serce pozwala mi żyć i cieszyć się życiem. Po kilku latach stanąłem przed inną sytuacją: uległem długim namowom (odwoływano się do konieczności spopularyzowania przeszczepów serca przy pomocy telewizyjnego dramaturgicznego obrazu w sytuacji wyraźnego spadku ilości dawców w Polsce) i zgodziłem się na nawiązanie kontaktu redakcji popularnej audycji telewizyjnej z rodzicami dawcy (biorca wiedział, ze znam tę rodzinę i podał telewizji moje 'namiary'). Godząc się na pośrednictwo pamiętałem o poprzednim przypadku i jego niemiłych następstwach. Uznałem tutaj, że okoliczności są mniej dramatyczne, bo biorca miał ponad dziesięcioletni „staż” z nowym sercem, a rodzice dawcy byli ludźmi pogodnymi, o dużej odporności psychicznej. Przekonałem się, ze moja naiwność przyniosła duży dramat, na szczęście nie tragedię.

Sam przebieg spotkania kolegi po przeszczepie serca z ojcem dawcy był naprawdę dramatyczny (nawet twórcy audycji nie spodziewali się tak mocnych akcentów). Nie będę tego opisywać, bo mam świadomość, że czytający ten artykuł mieli okazję audycję oglądać osobiście (była wielokrotnie powtarzana). Będąc uczestnikiem zarówno tamtej audycji i następnych spotkań oraz słuchając osobistych relacji zainteresowanych z całą pewnością mogę oświadczyć, że żałuję mego udziału w tym przedsięwzięciu. Został naruszony psychiczny spokój głównych uczestników po tamtych dramatycznych przeżyciach. Pogorszyło się zdrowie kolegi - na szczęści pobyt w klinice pozwolił na szybkie 'wyjście z dołka'. Rodzice dawcy nie dość, że ponownie przeżywali dawny dramat związany z odejściem syna, to jeszcze zostali wplątani w serię naruszających spokój pytań i rozmów z sąsiadami i znajomymi. Czy wzrost zainteresowania przeszczepami był wart takiego wstrząsu psychicznego i zdrowotnego osób, których intymność pomogłem naruszyć? Niestety - tego już nie cofnę.

Uczestniczyłem w wielu rozmowach na ten temat, wiele przeczytałem. Mój wniosek jest następujący: dar serca jest darem wymagającym wyrażenia wdzięczności

* dla dawcy przez godne życie i przestrzeganie zasadniczych zasad medycznych i psychicznych zalecanych przez Poradnię Transplantacyjna oraz psychologów - odpowiadamy bowiem za swoje darowane życie oraz za żywą w nas cząstkę dawcy. Wierzący mogą dodatkowo wspomóc swoją wdzięczność modlitwą za duszę dawcy;

* dla rodziny biorcy - patrz na poprzednią radę.

Szukanie kontaktów z rodziną dawcy uważam za niepotrzebne i stanowiące zagrożenie dla wszystkich zainteresowanych. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w znanych mi przykładach uczestniczyły osoby pogodne i szlachetne. Z literatury wiem, że w rodzinach dawców mogą znajdować się osoby niekoniecznie mądre lub uczciwe (są liczne opisy), co może stworzyć osobom po przeszczepie serca piekło na ziemi. Po co kusić los swoją naiwnością?!

Zenon Frydrychowicz

13 lat po przeszczepie.


 

 
stat4u