25 lat Instytutu Kardiologii UJ

 


Jest kilka dat w rozwoju krakowskiej medycyny, których żadna historia pominąć nie może. Wiele z nich wiąże się z rozwojem krakowskiej kardiologii i kardiochirurgii, szczególnie zaś fot. Henryk Przondziono z nazwiskiem prof. dr. hab. Antoniego Dziatkowiaka. To nazwisko miasto zawdzięcza ówczesnemu rektorowi krakowskiej Akademii Medycznej prof. dr. hab. Tadeuszowi Popieli, który 'wypatrzył' w Łodzi Antoniego Dziatkowiaka i zaproponował mu stworzenie w Krakowie instytutu kardiologii na miarę nowoczesnej Europy.

- Dostałem wolną rękę - wspomina tamten czas profesor Dziatkowiak - zaproponowałem moim najbliższym współpracownikom przenosiny do Krakowa, miasta, które dla każdego z nas było jakimś podświadomym celem, miastem marzeń, wyobraźni i ambicji. Nie od razu Kraków zbudowano - mówi znane przysłowie. Istotnie. Piastowie budowali go przez około 300 lat, Jagiellonowie przez 200, krakowska kardiologia, znana dziś powszechnie w Polsce - ale również na świecie - zbudowała swój prestiż ledwie w 25 lat.

Był rok 1977, właśnie wtedy zapadła decyzja o rozbudowie skromnego pawilonu szpitalnego w szpitalu dr Anki przy ulicy Prądnickiej w Krakowie. Równolegle z budową, dziś siedmiopiętrowego budynku Kliniki Kardiologicznej, trwała walka z czasem, trzeba było bowiem nadążać za poziomem kardiologii europejskiej i światowej. Od pierwszego przeszczepu serca w Kapsztadzie minęło już kilkanaście lat, cywilizacja - niestety także - wywierała negatywny wpływ na stan ludzkich serc. Łańcuch ludzi dobrej woli, których w swoim okolicznościowym wykładzie przypomniał Antoni Dziatkowiak, upór i konsekwencja profesora i jego zespołu już wkrótce zaowocować mogły znaczącymi sukcesami. W roku 1981 przeprowadzono w Instytucie Kardiologii pierwszą koronografię, siedem lat później profesor Dziatkowiak i jego zespół dokonali pierwszego przeszczepu serca. Dziś w Instytucie Kardiologii CM UJ wykonuje się 3000 operacji rocznie. Za przełomowy uznaje się rok 1995, kiedy to po raz pierwszy w historii polskiej medycyny przekroczono 1000 operacji na otwartym sercu, zaś rekordowy pod tym względem był rok 2000: wówczas to w ciągu jednej doby dokonano 25 operacji na otwartym sercu i aż trzech przeszczepów serca. Jest jeszcze jedna liczba, która musi budzić szacunek nawet wśród ludzi, którzy nigdy nie chorowali. Do tej pory w krakowskiej Klinice przeprowadzono już łącznie 480 przeszczepów serca, znaczy to, iż wielu osobom uratowano bądź przedłużono życie. Nie ma chyba nikogo, kto nie pochyliłby głowy przed tą liczbą, zwłaszcza jeśli uświadomić sobie, co się za nią kryje, jaki wysiłek, jaka wiedza, dramaty i nadzieje.

Historia budowy Kliniki to jednocześnie zapis zmagań entuzjastów i futurologów z realiami ówczesnej rzeczywistości. Przyjdzie czas, by wymienić wszystkich, którzy okazali swoje serce innym sercom, tym potrzebującym lekarskiej interwencji. "Chemobudowa", firma "Witek", Bank Przemysłowo-Handlowy, Fabryka Kabli - to ci pierwsi i zarazem najhojniejsi sponsorzy. Miejsca na tych łamach za mało, by wymienić wszystkie nazwiska ludzi, którzy czynnie wspierali budowę Kliniki, niemniej warto dla zilustrowania zabiegów - ale i forteli, które powodowały, że Klinika powstała i mogła dynamicznie działać - przytoczyć choćby anegdotę związaną z wyposażaniem jej w nowoczesny sprzęt medyczny. Był rok 1986, kiedy to Ministerstwo Zdrowia przekazało do Krakowa dwa echokardiografy, niezbędne do przeprowadzania skomplikowanych zabiegów kardiologicznych. Akurat wtedy ruszyła reforma administracji i nikt, tak naprawdę nikt, nie wiedział, kto za owe aparaty miał zapłacić. Urządzenia zainstalowano natychmiast, a pieniędzy Ministerstwo nie dostało, bo i od kogo miało dostać, skoro nikt nie sprecyzował formy uregulowania rachunku. Anegdot związanych z budową Kliniki jest więcej, opowiadał o nich barwnie profesor Dziatkowiak, wiele z nich godnych jest książki, a nie tylko dziennikarskiej relacji; wszystkie zaś dowodzą, że nawet wtedy można było pokonywać trudności, trzeba było tylko uporu, pomysłów, konsekwencji i wiary. O znaczącej roli polskich władz kościelnych w budowie i wyposażaniu Kliniki mówi się dzisiaj skromnie, bo też przedstawiciele Kościoła nie oczekują rozgłosu - mówił profesor Dziatkowiak - ale nazwiska kardynała Franciszka Macharskiego nie sposób nie wymienić w historii Kliniki. To jego pomysłem była Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii "Cor Aegrum", dzięki której nie tylko doprowadzono do ukończenia budowy, do jej wyposażenia w sprzęt, ale która i obecnie zasila Klinikę w potrzebne dla jej funkcjonowania finanse. A potrzeby są niezmiennie duże. Dziś bowiem Klinika świadczy usługi dla całej południowej Polski, a nierzadko wspomaga inne rejony kraju. I trudno się dziwić, osiągnięcia naukowe prof. Wiesławy Tracz, następcy prof. Dziatkowiaka na stanowisku dyrektora Instytutu, prof. Jerzego Sadowskiego - kierownika Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii, prof. Kaliny Kaweckiej-Jaszczowej - kierownika I Kliniki Kardiologii, prof. Jacka Dubiela - kierownika II Kliniki Kardiologii, prof. Wiesławy Piwowarskiej - kierownika Kliniki Choroby Wieńcowej, doc. dr. Krzysztofa Żmudki - kierownika Zakładu Hemodynamiki i Angiokardiografii, doc. dr. Jacka Lelakowskiego - kierownika Kliniki Elektrokardiologii, są dziś znane i cenione w kraju i zagranicą. Serce - to najpiękniejsze słowo świata. Owszem, pod warunkiem, że zdrowe. Rozwój cywilizacji - to także pojawienie się nowych chorób, jako normalnej naturalnej obrony przed nadmierną ingerencją w dzieło natury. Serce - to również symbol pomocy, wrażliwości, miłości czyli najpiękniejszych ideałów. Miej serce dla serca - to nie czcze hasło, slogan, to codzienność, to powinność ludzka. I właśnie za to serce dla serca rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Franciszek Ziejka wręczył profesorowi Antoniemu Dziatkowiakowi Medal Merentibus Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie było lepszej okazji niż uroczysta Jubileuszowa Sesja Uniwersytecka z okazji 25-lecia Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Medal Merentibus Uniwersytetu Jagiellońskiego - powiedział w specjalnym wywiadzie udzielonym redakcji "Alma Mater" prof. Antoni Dziatkowiak - jest wyróżnieniem najwyższym, wyższym niż ordery państwowe, bo to jest wyróżnienie akademickie, uniwersyteckie, a ja jestem profesorem zwyczajnym Uniwersytetu. Jako młody chłopiec pasący kozy podczas wojny nigdy nie marzyłem, że będę profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale to się stało. I teraz na tym Uniwersytecie dostąpiłem po raz trzeci zaszczytu. Pierwszym był mój wykład inauguracyjny w roku 1977, kiedy to rektor Tadeusz Popiela poprosił mnie, abym powiedział o nowoczesnej kardiochirurgii. Drugi wykład inauguracyjny - chyba przez nieuwagę, bo to do tej pory w historii UJ jeszcze się nie zdarzyło, żeby jeden profesor miał na tym samym uniwersytecie w ciągu swojego żywota dwa wykłady inauguracyjne - miał miejsce kilka lat później. Poproszono mnie bym mówił o przeszczepach serca. A dzisiaj miałem okazję dziękować Jego Magnificencji rektorowi Franciszkowi Ziejce za Medal Merentibus UJ, który jest dla mnie zwieńczeniem całości. Jak przystało na Jubileuszową Sesję zaprezentowano nie tylko przeszłość, ale i wizję przyszłości krakowskiej kardiologii. O jej osiągnięciach w minionym ćwierćwieczu i perspektywach rozwoju mówiła prof. Wiesława Tracz. Czy kardiochirurgia XXI wieku to technika, czy sztuka? - zastanawiał się w swoim wykładzie prof. Jerzy Sadowski. Jedno wspólne przesłanie wynikało ze wszystkich wystąpień: dla ratowania choćby jednego życia warto poświęcić swój talent, swoją wiedzę, pasję i czas. A co do postawionego przez profesora Sadowskiego pytania, odpowiedź nasuwa się tylko jedna: kardiochirurgia XXI wieku to sztuka praktycznego zastosowania techniki. Dodajmy - dla ratowania chorego człowieka. Dla serca - dosłownie i w przenośni.

Jolanta Herian-Ślusarska



 
stat4u