Życie za życie

Źródło: Dziewczyna

Niektórzy na przeszczep czekają nawet miesiącami. Towarzyszy im strach, że będzie za późno



Serce Marcina biło równym rytmem... Tylko że on sam właściwie już nie żył. Gdyby został odłączony od skomplikowanej aparatury, jego organizm przestałby pracować. Od wypadku minęło zaledwie kilka godzin. Razem ze swoją dziewczyną Agatą wybierali się na imprezę. Niestety, nie dojechali. Marcin wyprzedzał i zjechał na przeciwległy pas wprost pod nadjeżdżającego tira. Agata zginęła na miejscu. On z poważnymi urazami głowy został przewieziony do szpitala, nie odzyskał przytomności. W końcu lekarze podjęli najtrudniejszą decyzję: uznali, że dalsza walka nie ma sensu. Marcin stracił życie, ale jego organy wewnętrzne ocaliły innych ludzi...

Będę walczyć!

Na szpitalnej szafce leży komórka i pluszowy miś od Tomka - tylko tyle w pośpiechu Ania zdążyła zabrać z domu. 16-letnia dziewczyna z niecierpliwością czeka na wyniki badań. Bo znowu jest nadzieja - pojawiła się wątroba do przeszczepu. To już Ani trzecie podejście. Ostatnie dwa sygnały okazały się pechowe, po badaniach stwierdzono, że przeszczepu nie można zrobić. A przecież liczy się każdy dzień... "Tym razem będzie dobrze, do trzech razy sztuka"- powtarza z nadzieją Ania. Zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli coś pójdzie nie tak, może umrzeć. Jest bardzo blada, ma podkrążone oczy. "Czasami mam uczucie, że to, co się dzieje, wcale mnie nie dotyczy. Jakbym była oddzielona od wszystkiego niewidzialną szybą. Ale takie momenty trwają krótko i wracam do rzeczywistości. A wtedy jest jeszcze gorzej" - mówi. Czy mogła przypuszczać, że będzie walczyła o życie? Gdyby ktoś jej to powiedział, nie uwierzyłaby. Była przecież taka szczęśliwa... Z zakochany w niej po uszy Tomkiem planowali wakacje marzeń. "Chcieliśmy razem pojechać do Japonii. Zbieraliśmy alb- my, godzinami wyszukiwaliśmy informacje w Internecie, wymyślaliśmy trasy podróży, wędrowaliśmy palcem po mapie... Wiele bym dała, żeby wrócić do tamtych chwil choć na moment, żeby zapomnieć o tym całym koszmarze" - jej twarz na chwilę się rozjaśnia.

Czas przeszły

"Zawsze byłam farciarą. Dostałam się do wymarzonego liceum, wywalczyłam stypendium Rady Ministrów, miałam też mnóstwo koleżanek i przyjaciół, zgraną paczkę. Nauka szła mi bezboleśnie, więc rodzice zgodzili się na zajęcia po szkole: taniec, kurs nurkowania, konie. Konie to druga wspólna pasja moja i Tomka" - Ani załamuje się głos. "Bez niego chyba bym tego wszystkiego nie zniosła". Choroba wdarła się w jej życie podstępem. Rozwijała się, choć Ania nie miała o tym pojęcia. No i zaatakowała znienacka. "To była niedziela. Nagle źle się poczułam, myślałam, że to grypa albo przeziębienie. Nic nie mówiłam mamie, bo nie chciałam zostawać w domu. Ale zaczęłam wymiotować. Rodzice zawieźli mnie do przychodni, lekarka stwierdziła grypę żołądkową. Wróciliśmy do domu, ale mój brzuch zaczął strasznie puchnąć. Wyglądałam jak balon, więc w nocy pojechaliśmy do szpitala. Lekarz się przeraził. Okazało się, że na grypowych lekach mogłam umrzeć. Moja wątroba była kompletnie zrujnowana. Prawdopodobnie kilkanaście lat temu zostałam zakażona wirusowym zapaleniem wątroby typu B i C. Dowiedziałam się, że może mnie uratować tylko przeszczep..." - opowiada Ania. "Przez następny tydzień byłam w szoku. W nocy budził mnie płacz mamy, często też słyszałam, jak tata naradza się przez telefon ze swoim przyjacielem, lekarzem. Raz spytał go, jakie mam szanse na wyzdrowienie. Stałam wtedy tuż za nim, cała zamarłam. Po chwili tata się odwrócił i w końcu mnie zauważył. Nie zapomnę nigdy jego wzroku. Był w nim wielki strach... To dziwne, ale właśnie w tym momencie poczułam, że się nie poddam. Tata powiedział mi potem, że z nim było tak samo" - opowiada dziewczyna. I tak zaczęła się trudna walka o życie i zdrowie Ani. Niekończące się badania, oczekiwanie przy telefonie na znak ze szpitala, że znalazł się dawca wątroby oraz wykańczająca niepewność, czy wyczerpany organizm wytrzyma taką ciężką próbę.

Czas teraźniejszy

To samo łóżko, ten sam szpitalny stolik. Komórka i miś na szczęście. Wszystko jest takie samo, a przecież zupełnie inne, choć od operacji nie minęło jeszcze zbyt wiele czasu. "Obudziłam się cała w kablach, kroplówkach i wenflonach" - opowiada Ania. "Wiem, że wątroba przyjechała do mnie w specjalnej lodówce. Strasznie się bałam, czy nie zostanie odrzucona przez mój organizm. Lekarze powiedzieli, że pierwsze dwa dni po przeszczepie są najważniejsze". Zaczęło się trudne i skomplikowane leczenie zapobiegające odrzutowi. Bo organizm może przecież nie przyjąć nowego organu ot tak. "To dziwne uczucie - mam w sobie coś, co należało do innego człowieka. Teraz jestem w stanie zawieszenia: może się udać, ale nie musi. Czeka- nie jest najgorsze. Nie przestaję też myśleć o swoim dawcy. Co mogę powiedzieć? Kiedy patrzę przez szpitalne okno, myślę, że on już nigdy nie zobaczy drzew, nieba i słońca. A ja je widzę, dzięki niemu. Zastanawiam się, jaki był, kim chciał zostać w przyszłości. Ale rodzina dawcy i biorca pozostają dla siebie anonimowi" - mówi. "To tak na wszelki wypadek, bo przecież mogłoby się zdarzyć, że ktoś zażądałby od biorcy pieniędzy albo go niepokoił. Może tak rzeczywiście jest najlepiej?" - zamyśla się Ania. "A ja tak chcę podziękować jego bliskim...".

Czas przyszły

Ciało Ani nie odrzuciło przeszczepu, ale cały czas jest ona pod kontrolą lekarza, bierze specjalne leki. Koledzy ze szkoły zorganizowali festyn, żeby zebrać pieniądze na leczenie. "Jestem zadowolona z jednej rzeczy" - mówi. "Po całej tej historii wielu naszych znajomych zdecydowało się w razie nieszczęścia oddać swoje organy. Cieszę się, przecież tylko dzięki temu mogę z wami teraz rozmawiać...".

Krótka historia transplantacji

Koniec XIX w. - pierwsze próby leczniczego wykorzystania szpiku kostnego
Lata 40. XX w. - przeszczepianie skóry ofiarom pożarów w czasie II wojny światowej
1954 r. - udany przeszczep nerki
1967 r. - pierwszy przeszczep serca w szpitalu Groote-Schuur w Kapsztadzie (Afryka Południowa). Operował Christian Barnard. Pacjent przeżył 18 dni
1985 r. - Zbigniew Religa przeprowadza w Zabrzu pierwszą polską udaną transplantację serca
1989 r. - Zbigniew Religa podejmuje się pierwszego na świecie przeszczepienia człowiekowi serca świni
1998 r. - pierwszy udana transplantacja ręki. Odbyła się we Francji

Serce w drodze

Kurierzy wyjeżdżają z Polski po organy kilka- dziesiąt razy w roku. Walizka, którą wiozą przypomina trochę małą lodówkę turystyczną. Zawartość wymaga utrzymywania stałej temperatury. Jeśli kurier się spóźni, ktoś może umrzeć. Kurierowi nie wolno spuścić walizki z oka. Na lotniskach omija bramki, żeby żadna z nich nie prześwietliła zawartości. Celnik nie ma prawa zajrzeć do środka.

Szansa nan ocalenie


Rozmowa z dr. Jarosławem Czerwińskim z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant w Warszawie


Dziewczyna: Skąd pochodzą narządydo transplantacji?

J.C.: Na ogół pobiera się je od osób zmarłych, ale dawcami mogą być też żyjący, np. członkowie rodzin. Od żywych dawców można bezpiecznie pobrać nerkę, część wątroby lub płuca, szpik kostny. W przypadku rodziców i rodzeństwa nie jest potrzebne orzeczenie sądowe. W przypadku osób niespokrewnionych z biorcą - tak. Chodzi o to, żeby zapobiegać sytuacjom odpłatnego zbywania oraz nabywania narządów. Inaczej wygląda sprawa ze szpikiem kostnym, tutaj dawcy mogą się zgłaszać do rejestru dawców, oczywiście nieodpłatnie.

Dziewczyna: Kiedy można pobrać organy od zmarłego?

J.C.: Lekarze muszą stwierdzić u dawcy śmierć mózgu, czyli jego nieodwracalne uszkodzenie. Człowiek jest martwy, choć jego serce i inne organy będą jeszcze przez pewien czas działać. Śmierć mózgu stwierdza trzech lekarzy, wśród nich anestezjolog i neurolog. Żaden z nich nie może być zaangażowany w zabieg przeszczepienia. Zgodnie z prawem w Polsce obowiązuje tzw. zasada domniemanej zgody. Lekarze mają prawo pobrać organy do przeszczepienia od każdego zmarłego, który za życia nie wyraził w tej sprawie sprzeciwu.

Dziewczyna: A jeśli ktoś nie chce, żeby jego narządy lub tkanki zostały po śmierci wykorzystane do przeszczepienia, jak może to zastrzec?

J.C.: Musi zgłosić się do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, które prowadzi Poltransplant. Do tej pory ok. 23 tys. osób wniosło taki sprzeciw. Lekarze muszą respektować również pisemny i ustny sprzeciw dawcy, zgłoszony w szpitalu w obecności 2 świadków. Decyzja o przekazaniu własnych narządów to prawo każdego dorosłego. Jeśli chce się po śmierci ratować innych, trzeba poinformować najbliższych o tym wyborze. Dzięki temu krewni mogą uniknąć obciążeń związanych z podejmowaniem trudnych decyzji.

Kościół jest na "tak"

W Polsce wciąż wiele osób odmawia oddania organów swoich bliskich, motywując to względami religijnymi. Tymczasem Kościół uznaje taki czyn za szlachetny i godny pochwały. Warunkiem jest jednoznaczne stwierdzenie śmierci dawcy (śmierć mózgowa). Potrzebna jest też wyraźna zgoda przedśmiertna na pobranie organów. Papież uważa, że transplantologia jest wyrazem miłości bliźniego, solidarności i chęci niesienia pomocy.

Za wszelką cenę

Handel organami ludzkimi jest zabroniony przez prawo, ale niedawny raport Rady Europy stwierdził, że na Ukrainie i w Mołdawii powstały gangi handlarzy organami z udziałem lekarzy, pielęgniarek i przemytników.

Wątroba na zamówienie

Naukowcy wciąż szukają alternatywy dla transplantacji ludzkich organów. Dawców jest zbyt mało, a liczba potrzebujących rośnie. Lekarze z Massachussets Institute of Technology "hodują" w laboratorium narządy na specjalnie wymodelowanych stelażach. Są one w stanie stworzyć każdy typ komórek i nadać mu formę przestrzenną. Wyhodowana tkanka zawiera własne naczynia krwionośne, które po przeszczepie potrafią łączyć się z krwioobiegiem biorcy.
Znalezienie dawcy to połowa sukcesu. Organy powinny być podobnej wielkości, a dawca i biorca muszą mieć tę samą grupę krwi
Przeszczepione organy z reguły funkcjonują co najmniej 5 lat, ale niektórzy pacjenci żyją jeszcze 30 lat po transplantacji
Najczęstsze powody przeszczepów u nastolatków to niewydolność nerek, serca, wady genetyczne, cukrzyca oraz ciężkie zatrucia pokarmowe




 
stat4u