Polacy aprobuje transplantację narządów

Źródło: Znak

Transplantacja to duży krok naprzód w służbie nauki dla człowieka - obecnie wielu ludzi zawdzięcza swoje życie przeszczepionemu narządowi. Co więcej, technika transplantacji udowodniła, że jest znaczącym sposobem osiągnięcia głównego celu całej medycyny - służenia ludzkiemu życiu.
(Jan Paweł II, XVIII Kongres Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacyjnego, Rzym, 29 VIII 2000)

DOROTA ROGALA

Z badań ankietowych - przeprowadzonych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego, Śląskiej Akademii Medycznej oraz WSP w Częstochowie na próbie 1100 osób, mieszkańców województwa śląskiego - wynika, że ponad połowa respondentów (52%) aprobuje transplantację narządów jako metodę leczenia i ratowania życia, 42% uważa, że można ją zastosować, gdy zawiodą inne sposoby, a zdecydowanie przeciwnych jest tylko 2% ankietowanych. Na pobranie po śmierci narządów do przeszczepu zgodziłoby się 80% respondentów, 7% byłoby raczej przeciwnych, a 4% nie wyraziłoby na to zgody.

W opinii publicznej problem transplantacji od początku wywoływał wiele kontrowersji. Zwolennicy tej metody leczenia powołują się na prawo, religię, obowiązek pomagania bliźnim oraz na najwyższą wartość, jaką jest ludzkie życie, które należy za wszelką cenę ratować. Najbardziej zaangażowani noszą przy sobie pisemną zgodę na pobranie narządów po ich śmierci, biorą udział w rozmaitych akcjach na rzecz transplantacji lub w pracach instytucji takich jak Fundacja ,,Zjednoczeni dla Transplantacji". Przeciwnicy wskazują z kolei na etyczny problem poszanowania godności człowieka, którego nie powinno się sprowadzać do roli banku narządów, do roli obiektu, którym po śmierci mogą dowolnie rozporządzać państwo lub urzędnicy.

Obawom oponentów zdecydowanie przeciwstawiają się lekarze transplantolodzy, którzy zapewniają o swoim szacunku dla zmarłego i uspokajają, że - pomimo przysługującego im, zgodnie z ustawą (z 26 X 1995), prawa - nigdy nie dokonują przeszczepu wbrew woli rodziny. Prof. dr hab. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii, pyta wprost, "dlaczego wszyscy mówią o prawach dawcy i jego bliskich, a nikt nie mówi o prawach biorcy, choć to ciężko chory człowiek, który może przeżyć tylko dzięki zdrowym organom zmarłego?" ("Gazeta Wyborcza", 21 sierpnia 2002).

Dr Jerzy Skuciński, specjalista chirurgii ogólnej i transplantologii klinicznej, kierownik Biura Przeszczepów I Katedry Chirurgii Ogólnej Collegium Medicum UJ oraz koordynator Poltransplantu (Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji) na Polskę południową (zajmuje się przeszczepami nerek) jest zdecydowanym zwolennikiem transplantacji. Podkreśla, że polscy lekarze, wyspecjalizowani w tej dziedzinie, są bardzo dobrze przygotowani do przeprowadzania tego typu zabiegów. W ramach Poltransplantu działa kilkanaście znakomicie wykwalifikowanych zespołów chirurgów przeszczepiających poszczególne narządy. Zdaniem dr. Skucińskiego, nie brakuje też szpitali przygotowanych do pobierania narządów (w samej Małopolsce jest ich kilkadziesiąt, w Polsce - kilkaset) ani środków finansowych na ten cel. Niepokoi natomiast, że pomimo to wykonuje się wciąż za mało pobrań organów, a w wyniku tego ? za mało przeszczepów (tylko 12,68 pobrań nerek na milion mieszkańców; dla porównania: w Hiszpanii, Belgii czy Austrii wykonuje się od 50 do 80 pobrań na milion mieszkańców ? w krajach tych co roku ratuje się w ten sposób życie ponad tysiąca osób).

Problem - wyjaśnia dr Skuciński - tkwi nie tylko w mentalności ludzi (chodzi przede wszystkim o rodziny sprzeciwiające się pobieraniu narządów od ich zmarłych bliskich), ale także w działaniach niektórych lekarzy, którzy nie podejmują trudu rozmowy z rodziną zmarłego na temat ewentualnego pobrania narządów w celu uratowania życia innym, czy (nierzadko z obawy przed ostracyzmem lokalnych środowisk) nie zawiadamiają Poltransplantu o śmierci pacjenta, choć ta informacja mogłaby uratować życie nawet sześciu ciężko chorych osób oczekujących na przeszczep.

Do akcji przeszczepowej zarówno biorca, jak i transplantolog muszą być przygotowani właściwie przez cały czas - podkreśla dr Skuciński. W taką akcję zaangażowanych jest zwykle kilkadziesiąt osób, kilka szpitali, kilkanaście samochodów, policja. Jerzy Skuciński o tym, co robi, opowiada z pasją, jakby przenosił się w miejsce zdarzeń. "Moja funkcja nie kończy się absolutnie na administrowaniu, jestem organizatorem, ale przede wszystkim chirurgiem-transplantologiem".

Akcja rozpoczyna się, gdy Poltransplant otrzymuje sygnał, że gdzieś w szpitalu u pacjenta stwierdzono śmierć pnia mózgu (czyli śmierć człowieka) w wyniku udaru mózgu lub wypadku, a najbliżsi zmarłego nie zgłaszają sprzeciwu wobec ewentualnego pobrania narządów w celu uratowania życia innej osoby - co więcej, choćby ustnego sprzeciwu nie wyraził przed śmiercią także sam zmarły. Dr Skuciński sprawdza również, czy nazwisko potencjalnego dawcy nie figuruje w Centralnym Rejestrze Zgłoszonych Sprzeciwów w Warszawie (zgodnie z polskim prawem każdy może wpisać swoje nazwisko na listę sprzeciwów i taki zapis uniemożliwia pobranie jego narządów po śmierci). Następnie musi on powiadomić telefonicznie odpowiednie służby medyczne i policyjne oraz skontaktować się z kliniką nefrologii (posiadającą listę osób oczekujących na przeszczep), by poinformować ją o możliwości dokonania transplantacji. Klinika nefrologii powiadamia macierzyste (dla biorców) stacje dializ, które z kolei mają przygotować chorych do operacji (przeprowadzić badania, dializy). Skuciński wyjaśnia, że w przypadku transplantacji nerek zawsze zawiadamia się i przygotowuje czterech biorców, choć organy zostaną wszczepione jedynie dwóm. Gdyby bowiem w trakcie przeszczepu okazało się, że u któregoś z dwóch operowanych budowa anatomiczna uniemożliwia wszczepienie nerki, trzecia lub czwarta oczekująca osoba jest na miejscu, gotowa do zabiegu. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wszyscy przygotowywani do przeszczepu chorzy są o tej nieprzyjemnej procedurze dużo wcześniej poinformowani.

Następnie dr Skuciński musi zlecić specjalistyczne badania immunologiczne w celu wytypowania dla dawcy optymalnych biorców. W międzyczasie wyrusza w trasę, by w szpitalu, w którym leży dawca, pobrać od niego narządy, przetransportować je w miejsce, gdzie znajdują się biorcy, po drodze cały czas monitorując przebieg działań. Akcja przeszczepowa może trwać i 48 godzin (a nieraz nawet jeszcze dłużej). W tym czasie Jerzy Skuciński wykonuje blisko 200 telefonów: działania wszystkich zespołów pobierających narządy muszą być perfekcyjnie skoordynowane, zwłaszcza że podejmowane są w różnych miejscach w Polsce (to wiąże się z bardzo skomplikowaną, ale świetnie opracowaną procedurą logistyczną). Od pierwszego sygnału, który otrzymuje (zazwyczaj rano lub w południe), aż do momentu, gdy wszystko jest już przygotowane do transplantacji, mija kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin ? dr Skuciński przeszczepy wykonuje zwykle około drugiej, trzeciej w nocy. Uspokaja się dopiero wtedy, gdy przeszczepiona nerka zmienia kolor i w moczowodzie pojawia się pierwsza kropla moczu, co oznacza, że operacja się udała. Świadomość, że chory uzyskuje w tym momencie szansę, by żyć, jest warta zaangażowania, wysiłku i wielkiej energii, którą wkłada w wykonywaną pracę.

W Polsce co roku, nie doczekawszy przeszczepu, umiera kilkaset chorych oczekujących na transplantację serca, wątroby, nerek...

Oświadczenie Woli dostępne na :
drugieserce.jaw.pl/


 
stat4u