Podziel się życiem

Źródło: Przewodnik Katolicki

 

 

Renata Krzyszkowska

Na przeszczep narządu czeka w kolejce prawie dwa tysiące Polaków. Niektórzy po kilka lat, bo brakuje dawców. Do biura koordynacji Poltransplantu w Warszawie wpłynęło 696 zgłoszeń potencjalnych zmarłych dawców narządów. W 134 przypadkach nie doszło do pobrania głównie z powodu sprzeciwu rodziny zmarłego. Wielu z tych, którzy się nie doczekali na nowy organ, np. nerkę lub wątrobę, pomóc mógłby przeszczep od żywego dawcy. Niestety, takie przeszczepy to w Polsce rzadkość. W ubiegłym roku przeprowadzono ich w naszym kraju tylko 40. Przeszczepiono 22 nerki i 18 wątrób. Dla przykładu w USA połowa wszystkich przeszczepionych nerek to dar krewnych i przyjaciół.

Główny problem tkwi w braku świadomości Polaków. Rodziny boją się oddać swój narząd, chorzy krępują się o niego prosić. Na nową nerkę czeka w Polsce ok. 1500 chorych, a na wątrobę ok. 100. Transplantacje rodzinne przeprowadza się głównie u dzieci. Łatwiej o dawców, bo organ oddają dziecku zwykle młodzi i zdrowi rodzice. Nerka to narząd parzysty i praca tylko jednej z powodzeniem wystarcza. Normalnie można żyć także bez części wątroby. Zabieg pobrania narządu stanowi już niewielkie, a w przypadku pobrania nerki wręcz minimalne zagrożenie dla zdrowia dawcy. Dodatkowo organy od żywego dawcy funkcjonują zwykle sprawniej i dłużej niż te pobrane od zmarłych. W przypadku wątroby organ należy tak podzielić, by sprawnie funkcjonował w dwóch organizmach - pobiera się więc tylko jego część. U dzieci wystarczy przeszczep tylko niewielkiego fragmentu narządu. Ponieważ wątroba ma bardzo dużą zdolność regeneracji, jej przeszczepiony fragment będzie rósł wraz z dzieckiem. U dorosłych, by transplantacja spełniła swe zadanie, należy przeszczepić większą część narządu.

Operacja przeszczepu wątroby to jeden z najtrudniejszych zabiegów. Organ ten jest silnie ukrwiony, co bardzo utrudnia pracę chirurgom. W ostatnich latach dokonał się jednak tak duży postęp medycyny w tej dziedzinie, że wypadki śmiertelne podczas jego pobrania są bardzo rzadkie. Choć sam Papież Jan Paweł II wiele razy publicznie uznawał transplantacje narządów za szlachetny dar, wielu nadal myśli, że przekazanie organu czy to za życia, czy też po śmierci jest postępowaniem wbrew religii katolickiej.

Krzysztof A. Pijarowski, prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia "Życie po przeszczepie", w przedmowie do książki ks. dr. Grzegorza Kniazia "Kościół a transplantacja" napisał: "Wiem, co to oznacza powolne umieranie i wiem, co oznacza radość nowego życia. Kiedy w grudniu 1999 roku, w stanie agonalnym, czekałem na przeszczep wątroby, w szczecińskiej klinice, modliłem się o darowanie mi przez Boga nowego organu. Organu, który pozwoliłby mi choć przez kilka lat patrzeć, jak dorasta mój jedyny syn. (…) W sylwestra tegoż roku moje marzenie się spełniło. Czyjaś rodzina po stracie swego syna, może męża i ojca, była na tyle silna, by wyrazić zgodę na oddanie organów ukochanej osoby do transplantacji.(…) Nie ma dnia, bym nie odmówił modlitwy za duszę mego Dawcy, bym nie myślał, że swoje istnienie, swoje aktualne radości, możliwości realizowania pasji zawdzięczam właśnie Jemu - nieznanemu z imienia i nazwiska Dawcy. Na nic zdałby się ten cały nowoczesny sprzęt, sprawne ręce chirurga, gdyby nie byłoby organu do przeszczepu. Właśnie dlatego każdego roku w Dniu Święta Zmarłych zapalam na rodzinnym grobie dodatkowy znicz". - Wielu chorych czekających na przeszczep wątroby czy nerki mogłoby odzyskać zdrowie dzięki przeszczepom rodzinnym. Do takich transplantacji jednak nie dochodzi, nawet gdy nie ma przeciwwskazań medycznych, gdyż chorzy i ich bliscy są niedoinformowani i mają zbyt dużo obaw, którymi nie wiedzą, z kim się podzielić.

W każdym ośrodku leczącym pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek czy niewydolnością wątroby powinno się przeprowadzać rozmowy z rodziną. Bliscy chorego powinni się dowiedzieć o zaletach transplantacji rodzinnej, niewielkim ryzyku związanym z zabiegiem i o stanowisku Kościoła w tej sprawie. Niestety, takich rozmów się często nie przeprowadza - mówi Krzysztof A. Pijarowski, który w zakończeniu do przedmowy książki "Kościół a transplantacja" napisał: "Teraz jednak wierzę w to głęboko, że po śmierci Jana Pawła II, to co możemy dla Niego jeszcze zrobić, to przypominać o Jego słowach i naukach, a przede wszystkim nieść je do polskich katolików, przełamując uprzedzenia i stereotypy w zakresie podejścia do szeroko pojętej problematyki transplantacyjnej".

Osoby zainteresowane książeczką ks. dr. Grzegorza Kniazia "Kościół a transplantacja" mogą napisać na adres: Stowarzyszenie "Życie po przeszczepie", 66-440 Skwierzyna, Łąkowa 8 lub adres mailowy: stowarzyszenie@przeszczep.pl. Publikacja będzie wysłana bezpłatnie na koszt Stowarzyszenia.

Br. Tomasz Maria Tlałka, OSPPE - Jestem klerykiem, zakonnikiem z zakonu paulinów. Zanim jednak trafiłem do zakonu, moje życie ułożyło się tak, jak sobie tego wcześniej nie potrafiłem nawet wyobrazić. Powołanie zakonne rozpoznawałem już w latach szkoły podstawowej... i tak powoli ono we mnie wzrastało. Przed samą maturą miałem jechać na Jasną Górę, aby złożyć podanie o przyjęcie do zakonu. Plan Boży jednak był wobec mnie na ten czas zupełnie inny. Miesiąc przed maturą (w kwietniu 2000 r.) wykryto u mnie przewlekłe kłębuszkowe zapalenie nerek. (…) Długie i częste pobyty w szpitalu, osłabiające organizm leczenie nie przynosiły oczekiwanych skutków. Ostatecznie po kilku miesiącach trafiłem na dializoterapię. Krótko się dializowałem - tylko pięć miesięcy. Moja mama ofiarowała mi dar, który otworzył mi drogę do wypełnienia moich pragnień. 9 maja 2001 roku odbył się przeszczep nerki, której dawcą była właśnie moja mama. Bez wahania mówię, że urodziła mnie po raz drugi. Każdy, kto doświadczył podobnej choroby wie, że ta zewnętrzna strona naszych przeżyć nie jest aż tak do głębi bolesna. Nie doświadczałem jakiegoś mocnego bólu fizycznego. Bardziej boli ta niepewność, co ze mną będzie. Jestem człowiekiem młodym, więc z tym większą mocą przychodziło do mnie pytanie: co się ze mną stanie? To właśnie przeszczep stał się dla mnie tym "biletem" do życia według moich pragnień. Wiele buntu, rozgoryczenia, pretensji do Pana Boga rodziło się w moim sercu, podczas gdy moje nerki coraz bardziej stawały się bezużyteczne. Patrząc jednak z perspektywy czasu na te wydarzenia, coraz bardziej dostrzegam pewien sens tego wszystkiego. Boża Opatrzność i Jego Miłosierdzie właśnie tak mnie prowadziło i wzywało głosem powołania do przewidzianej dla mnie posługi.(…)Przeszczepy mają w pewnej mierze i to do siebie, że jest się niepewnym, jak jutro będą funkcjonować. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie doświadczam lęku, lecz jednak wiem, Kto mnie wezwał, Kto mnie prowadzi, Komu zaufałem, że jest to dobry Bóg - Ojciec. Trudno pominąć w tych przeżyciach Jego rolę - to On jest przecież Miłosiernym Animatorem naszego życia. I chcę powiedzieć, że innego życia bym nie chciał! Bardziej pięknego i tak mądrze zaplanowanego nikt prócz Boga nie mógłby ułożyć.




 
stat4u