Kiedy zegar bije do tyłu.

Źródło:Dziennik zachodni


Nie możemy siedzieć bezczynnie i cieszyć się, że mieliśmy przeszczepy w III RP - mówią dawni pacjenci. Wyruszyli w rowerowy rajd z Zabrza do Krakowa, by propagować ideę transplantacji narządów

Mówią wprost: przeszczepu może potrzebować każdy: ty sam, twoja matka, ojciec, partner, może dziecko. Wtedy, gdy najmniej się spodziewasz. Ale czy będzie ktoś, kto podaruje Ci taką szansę?



Człowiek, który czeka, też się boi ? czy dożyje! Nie odbierajmy ludziom życia. Popatrz- cie na nas, jak żyjemy i jak ceni- my to nowe życie. Jesteśmy żywą propagandą wspaniałego przedsięwzięcia, jakim są przeszczepy ? mówi Marek Breguła, tarnogórzanin, 6 lat po trans- plantacji serca i płuc.

Kilkanaście osób po przeszczepach wskoczyło na jego sygnał na rowery. Renata Maternik wnasuniętym naoczy rowerowym kasku wygląda jak nastolatka. Promienny uśmiech,wszędzie jej pełno. Na czarnejkoszulce nazwisko i numer ?dwójka. To nie numer startowy to lata, które minęły od przeszczepu. Są dziewiątki,piątki, jedenastka... Łączy ichjedno: czyjaś decyzja w najdramatyczniejszym momencie innego życia dała im urodzić się nanowo.

Niecodzienni kolarze w blasku fleszy ruszyli spod Śląskiego Centrum Chorób Serca do Anny Dymnej, żeby wraz z nią na krakowskim Rynku łamać bariery i przywracać ludziom nadzieję. Na życie. - Mówicie w imieniu chorych po wszystkich przeszczepach, nie tylko serca i nie tylkoz zabrzańskiego ośrodka ? podkreślał prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca, żegnając radosnych, pełnych energii ludzi. W was nadzieja dla innych. Profesor powtórzył te słowa dwa dni później ze sceny na krakowskim Rynku i dodał, że wszyscy transplantolodzy to wielka rodzina. Sami wykluczymy ze swojego grona czarne owce.

Rozrusznik na najwyższych obrotach

Pani Renata świętowała swoje ponowne narodziny 5 czerwca.Zanim trafiła po raz pierwszy na stół operacyjny, nigdy wcześniej nie miała kłopotów z sercem. Ba, była okazem zdrowia. Prowadziłam szaleńczy tryb życia. Wszystkie gwiazdy na niebie ina ziemi mi sprzyjały. Szczęśliwa rodzina, wspaniała praca. Byłam główną księgową w dużej firmie zagranicznej - opowiada. Wszystko musiałam zrobić na sto procent. Położyć się? Chorować? Gdzie tam! Przeszłam dwie grypy, żadnejnie wyleżałam. Nastąpiły powikłania. Zapalenie mięśnia sercowego, potem serce rosło w tempiezastraszającym, pojawiły się kłopoty z żołądkiem, niedotlenione nereki i wątroba odmawiałyposłuszeństwa. Trafiła do I Szpitala Klinicznego im. Przemienienia Pańskiego w Poznaniu.Jej stan się pogarszał, traciła przytomność, nie miała siły ruszyć ręką

Profesorowie Cieśliński i Ochotny utrzymywali mnie przy życiu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jedyną szansą dla mnie będzie przeszczep ? opowiada pani Renata.
Na początku było inne rozwiązanie: uczepiłam się myśli, że założą mi rozrusznik i będzie posprawie.

Niestety, po miesiącu po zabiegu jej stan dramatycznie się pogorszył. Wróciła do poznańskiej kliniki. Wtedy po raz pierwszy usłyszała, że od przeszczepu nie ma odwrotu. Rozpoczęto badania, czy kwalifiku- je się do takiej operacji Pytała: Dlaczego ja? To niemożliwe, że to musi być właśnie przeszczep.Potem przyszły inne myśli: uczepiła się tego, że skoro przeżyła trzy reanimacje, musi wierzyć, że wszystko skończy się szczęśliwie. Zawsze byli przy niej mąż Piotr i córki.

Uśmiech anioła

Pomimo choroby, miała wiele planów. Wciąż chciała być blisko swoich córek, móc uczestniczyć w ważnych dla nich sprawach. Kiedy wyszła sprawa przeszczepu, starsza córka Joanna, kończyła prawo. Jej mama chciała jechać na jej absolutorium, miała już kupioną sukienkę...
Profesor Cieślicki sprowadził ją delikatnie na ziemię: Nawózku zpompą uboku chce pani tam jechać ? To było 4 czerwca, dwa lata temu.

Asia pojechała do chorej przyjaciółki. Byłam sama wdomu. Pamiętam dokładnie, była 20.50, oglądałam recital Hanny Banaszak. Nagle telefon z Zabrza, że jest dawca iwprzeciągu pół godziny to potwierdzą. Tak, czekają namnie w Zabrzu - opowiada pani Renata. Tak sobie o tym myślę, że to była nagroda za to, że nie byłam z Joasią ? bo czekałam na serce. Pierwsze wrażenie, kiedy przywieźli ją do Zabrza, pamięta jak dzisiaj. Zaczynało świtać, pięknie ptaki śpiewały, była kompletna cisza.

Wpewnym momencie rozejrzałam się. Gdzie oni mnie przywieźli? To jest ta klinika? Spodziewałam się jakiegoś ogromnego supernowoczesnego szpitala - opowiada ze śmiechem pani Renata. Do tego był remont. Kiedy jednak wjechałam na korytarz, pochyliła się nade mną pielęgniarka.Drobna, śliczna blondynka - jak anioł. Tyle serdeczności i kojącego spokoju, ile zaznałam wtym szpitalu wkażdej chwili,życzę każdemu.

Czy to była Justyna?

Wiedzę na temat dawcy Renata Maternik nabywała dwa razy. Najpierw oficjalnie: lekarz, który ją operował powiedział krótko, młoda dziewczyna z Gdańska, 21 lat, wypadek.

To mi wystarczało. Tak było do marca tego roku. Kiedy zaczęła się afera wokół transplantologii, nie mogłam się ztym pogodzić. Odpowiedziałam na apel Krzysztofa Pijarowskiego, prezesa Stowarzyszenia Życie po Przeszczepie. Szukał opinii na temat transplantacji u takich ludzi, jak ja. Napisałam o sobie i swoich przeżyciach.I jak bardzo mnie boli to, co wokół przeszczepów się wyprawia. Nie znałam doktora zwarszawskiej kliniki, ani tego szpitala. Wiedziałam jedno: nie możemy siedzieć bezczynnie icieszyć się, że mieliśmy przeszczep w III RP. Po tygodniu dostała mail. Małżeństwo z Gdańska pisało, że wiele wskazuje, że dostałam właśnie serce ich córki.

Zawołałam męża. Piotr się zdenerwował: do czego ci to jest potrzebne? Nie chciał, żebym drążyła temat. Wahałam się, ci ludzie byli bardzo serdeczni imnie przepraszali ? chcieli tylko, abym o ich córce pamiętała... I tak jest: jak się kładę spać, jakbym zkimś rozmawiała. Mówię: nie dałam plamy, możesz być ze mnie dumna pani Renata wzruszona połyka łzy. A rano dziękuję Panu Bogu za to, że będzie dobry dzień, staram się zrobić coś dobrego... Justyna, była studentką Akademii Ekonomicznej, ja też jestem po takiej uczelni. Jej mama także ma naimię Renata, ojciec jest w moim wieku.

Życie od nowa

Renata Maternik dwa razy w ty- godniu chodzi na aerobik, jeździ na rowerze, ma ogródek, pielęgnuje rośliny. Pracuje, a jakże ? w tej samej firmie i w swoim zawodzie. Ale teraz potrafi o godz. 16. zamknąć za sobą drzwi biura. My, ludzie po przeszczepach wiemy, co to znaczy czekać, kiedy zegar bije do tyłu. Teraz mamy obowiązek pomóc ratować innych. Bo lekarze są, wspaniali, tylko czekają, by móc ratować takich jak my. Nie zabijać! ? mówi pani Renata.


MARLENA POLOK-KIN



 
stat4u