Dziękujemy za drugie życie

Źródło:Rynek Zdrowia

Pojechali z Zabrza do Częstochowy rowerami, a jeszcze kilka lat temu mieli trudności z chodzeniem. W ich piersiach biją przeszczepione serca.





Dziękujemy za drugie życie



To był niezwykły rajd. Wyruszyli sprzed Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, na rowerach. Uśmiechnięci, pełni optymizmu i ufności w swoje siły. Dwunastka kolarzy - w tym dwie panie. Ludzie, którzy jeszcze kilka lat temu nie byli w stanie przejść samodzielnie kilka kroków. Dzisiaj, w piersi każdego z nich bije przeszczepione serce. Po przejechaniu około 80 kilometrów, z jednym noclegiem po drodze, dotarli na Jasną Górę. W ten sposób chcieli podziękować za dar drugiego życia.

Na pomysł zorganizowania rowerowej pielgrzymki wpadł Marek Breguła. Pierwszy żyjący Polak z przeszczepionym jednocześnie sercem i płucami. Znalazł sponsora - Górnośląski Zakład Gazowniczy. Postanowiłem zrobić coś dla upamiętnienia moich drugich narodzin. W październiku będę miał 5 lat... - opowiadał przed honorowym startem pan Marek. Tym, którzy podarowali nam serca i ich rodzinom, które nie sprzeciwiły się pobraniu, chcemy zaofiarować nasz wysiłek i powiedzieć, że pamiętamy o nich. To dzięki nim możemy patrzeć, jak dorastają nasze dzieci, cieszyć się każdym kolejnym dniem.





Rwą się do pracy



Profesor Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca, nie ukrywał emocji.Spokojnie, wolniutko jedziecie - instruował tuż przed wyjazdem. Wiadomo, że taka jazda zawsze wiąże się z ryzykiem, ale nie jest ono duże. Boga proszę, żeby był spokój. No, ja jestem w miarę spokojny - zapewniał dziennikarzy.

52-letni Krzysztof Machajek z Polkowic żyje z przeszczepionym sercem sześć i pół roku. Teren pagórkowaty, spokojnie te 35 kilometrów przejadę, potem zmiana - na chłodno kalkulował swoje szanse. No, nie chwal się i nie mów jacy z nas Kozacy, bo nam ZUS renty pozabiera - hamowali jego zapędy inni koledzy.

Tak naprawdę rwą się do pracy. Bo co to za przyjemność siedzieć stale w domu? Tadeusz Wendzel z Żywca pracuje w zakładzie pracy chronionej: Pracodawcy, nie bójcie się nas! Potrafimy normalnie, wydajnie pracować - apeluje w imieniu kolegów.




Kilka lat temu razem z kolegą (także po przeszczepie serca) weszli na Czantorię w Beskidzie Śląskim. Jak weszliśmy, tak i zeszliśmy - opisuje szlak górskiej wędrówki, na którym nawet młodzi ludzie dostają zadyszki.

Na trasie pielgrzymki towarzyszyła cyklistom karetka z dwojgiem lekarzy i pielęgniarką. W samochodzie jechał pokaźny zapas butelek z wodą mineralną. Podczas takiego wysiłku pacjenci po przeszczepie muszą dużo pić, dla nich najbardziej niebezpieczne jest odwodnienie - tłumaczyła lekarz Helena Zakliczyńska. Ale proszę nie sądzić, że ci ludzie nie są zdolni do wysiłku. Na pewno nie prowadzą kanapowego stylu życia.





Udany finisz





Faktycznie, aktywności mógłby pozazdrościć im niejeden cieszący się pełnym zdrowiem człowiek. Janusz Sztandar, 5 lat po przeszczepie. W czerwcu, w Klagenfurcie w Austrii, podczas olimpiady organizowanej dla osób po przeszczepie serca, grał w drużynie siatkówki (zespołowo srebrny medal), biegał na 100 metrów, skakał w dal. Antoni Leśniczek z Częstochowy, 58 lat, zdobył złoty medal w pchnięciu kulą - posłał ją na odległość 11,86 m.

Jak udał się wyjazd? - dopytywaliśmy po zakończonym rajdzie. Dobrze, poradzili sobie z dystansem - przekazała wiadomość doktor Zakliczyńska. Tylko jeden z rowerzystów odpadł z peletonu. Nie pozwoliliśmy mu kontynuować jazdy po wykryciu u niego podwyższonego ciśnienia. O ile pamiętam, wynosiło ono 160/90. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że cyklista usiłował pertraktować z lekarzami. Zapewniał, że czuje się świetnie...



Autor: WR




Artykuł ukazał się w miesięczniku "Rynek Zdrowia " nr 10/16, listopad 2006 r





 
stat4u