Dolnoślązacy chcą handlować swoimi narządami

Źródło: gazetawroclawska.pl/

 

Felgi, opony, nerkę... sprzedam. Dolnoślązacy chcą handlować swoimi narządami


"Jestem zdrową, 32-letnią kobietą. Sprzedam nerkę. Zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa". "Rodzina mi się powiększy. Nie mam z czego żyć, sprzedam nerkę". "Sprzedam nerkę, bo chcę ci pomóc, ale ty pomożesz też mnie". Choć za zamieszczanie takich ogłoszeń grozi więzienie, w internecie się od nich roi. Kim są ci ludzie? Dzwonimy pod kilka wskazanych numerów. Za pierwszym razem odbiera kobieta. Jest wyraźnie zmieszana. Na chwilę zawiesza głos, wreszcie mówi, że to chyba pomyłka. Druga kobieta to 45-latka, samotna matka dwójki dzieci. Prosi, żeby wysłać wszystkie pytania mejlem. Kolejny rozmówca ("23-letni chłopak bez nałogów") również nie jest zbyt rozmowny. - To już nieaktualne - rzuca do telefonu i rozłącza się. Dzwonimy pod kilka wskazanych numerów. Za pierwszym razem odbiera kobieta. Jest wyraźnie zmieszana. Na chwilę zawiesza głos, wreszcie mówi, że to chyba pomyłka. Druga kobieta to 45-latka, samotna matka dwójki dzieci. Prosi, żeby wysłać wszystkie pytania mejlem. Kolejny rozmówca ("23-letni chłopak bez nałogów") również nie jest zbyt rozmowny.

- To już nieaktualne - rzuca do telefonu i rozłącza się. , musi się liczyć z tym, że może wpaść w ręce przestępców. Zostanie zabrana gdzieś za granicę, w spartańskich warunkach zoperowana i wypuszczona do kraju z kilkoma groszami w kieszeni - ostrzega.

Na jednej ze stron nerkę oferuje mieszkanka Wałbrzycha. Z anonsu wynika, że ma 21 lat, jest zdrowa, prowadzi czynny tryb życia. Za nerkę chce 25 tys. zł. Z kolei 18-letnia Dolnoślązaczka wyceniła swój organ na 30 tys. zł.

Przeraża fakt, że takie ogłoszenia można znaleźć między oferującymi używane felgi, montowanie okien czy preparaty na odchudzanie...

- Każdy, kto zamieszcza ogłoszenie o sprzedaży nerki naraża się nie tylko na karę, ale i na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia - ostrzega prof. dr hab. Dariusz Patrzałek, dolnośląski konsultant ds. transplantologii. I nazywa sprawę wprost:

- To głupota, brak odpowiedzialności i wyobraźni. Tym bardziej gdy nerkę na sprzedaż oferuje matka kilkorga dzieci!

Realnym zagrożeniem są zorganizowane grupy, które działają za granicą i zajmują się handlem narządami. To, że istnieją, nie jest żadną tajemnicą - co jakiś czas docierają informacje o kolejnych sprawach, które ujrzały światło dzienne.

Profesor ostrzega, że przestępcy mogą mieć pośredników w różnych krajach i wyłapywać dawców, również z takich ogłoszeń.
Wszystko zostanie tak zorganizowane, że organ nie zostanie wcale pobrany w Polsce. Mówi się o Turcji, Izraelu, Ukrainie, Mołdawii czy Bangladeszu.

W tym roku głośna była sprawa handlu nerkami w klinice w Kosowie. W tamtejszym sądzie zeznawał Polak, który przyznał, że miał przeszczep nerki i zapłacił za niego 25 tys. euro (ponad 100 tys. zł). Wyjaśnił, że nie wie, kim był dawca. Śledztwo wykazało, że była to Turczynka. Ale narządy dla tej kliniki pobierane były od przedstawicieli różnych narodowości: Ukraińców, Białorusinów, Rosjan...

To nie są żarty. W podziemiu narząd może być pobrany w warunkach urągających ludzkiej godności. Dawca po trzech - czterech dniach wróci do swojego kraju, z kilkoma tysiącami euro w kieszeni. Jednak sprawa wyjdzie na jaw przy pierwszej lepszej wizycie w szpitalu. Takiego dawcy nie będzie przecież w żadnych rejestrach. A brak jednej nerki na pewno zainteresuje lekarzy.

Dla porównania - jeżeli organ jest pobrany zgodnie z obowiązującymi zasadami, taka osoba objęta będzie opieką medyczną do końca życia.

Nielegalny zabieg pobrania nerki jest w Polsce praktycznie niemożliwy. W naszym kraju procedury są bardzo szczelne. Kilka komisji sprawdza, jakie są okoliczności przekazania komuś narządu.

Jak wyjaśniają w Wydziale Wsparcia Zwalczania Cyberprzestępczości Komendy Głównej Policji, zgodnie z prawem narządy mogą być pobierane od żywego dawcy na rzecz krewnego w linii prostej (rodzeństwa, osoby przysposobionej lub małżonka). W przypadku tzw. dawców altruistycznych, czyli niespokrewnionych zgodę musi wyrazić sztab lekarzy-specjalistów, Etyczna Komisja Krajowej Rady Transplantacyjnej i sąd.

W takich sytuacjach pojawia się bowiem podejrzenie, że mogło dojść do handlu nerkami. Zatem są one sprawdzane kilkukrotnie.

Lekarze przyznają, że takie ogłoszenia w internecie to nie jest nowość. Sam profesor Patrzałek kilka lat temu interweniował na policji. Wtedy sprawa została umorzona. Powód? Niska szkodliwość czynu.

Policja zapewniła nas, że teraz monitoruje takie portale. Dowód? Ostatnia, lipcowa akcja "Anons", podczas której zarzuty dotyczące zamieszczania ogłoszeń o sprzedaży nerki usłyszały 23 osoby. W przypadku ponad 60 osób zabezpieczone zostały komputery.

Osobie, która rozpowszechnia ogłoszenie o sprzedaży nerki, grozi rok więzienia. Jeśli transakcję sfinalizuje - trzy lata. Handlarzom cudzymi narządami grozi do pięciu lat więzienia.

 

 

 
stat4u