Transplantacja w oczach pacjenta-kapłana

Transplantacja w oczach pacjenta-kapłana



Jestem kapłanem, który w 68 roku życia uległ ciężkiemu zawałowi serca. Lekarze stwierdzili, że nie ma innej możliwości uratowania mojego życia, jak tylko przeszczep serca. Wyraziłem zgodę. Mam grupę krwi B Rh (-), a więc bardzo rzadką. Czekałem rok i trzy miesiące. Przeszczepu dokonał zespół pod kierunkiem prof. Mariana Zembali. Minęło już ponad pięć lat od zabiegu, a ja nadal pracuję w parafii, odprawiam nabożeństwa, głoszę kazania, spowiadam.


 infułat Majcher Nowe serce funkcjonuje bardzo dobrze. Ostatnio zostałem mianowany przez księdza Prymasa Józefa Glempa kapelanem Stowarzyszenia Transplantacji Serca. Uczestniczę w spotkaniach i zjazdach, w pielgrzymkach do miejsc świętych, dużo rozmawiam z ludźmi po przeszczepie serca. Ostatnio brałem również udział w sympozjum w Licheniu. Dlatego też chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
Zadziwiający jest postęp wiedzy w medycynie, szczególnie w dziedzinie transplantologii. Warto przypomnieć, że pierwszego przeszczepu serca dokonano w 1967 roku, a w Polsce w 1985 roku, w Zabrzu. Obecnie w Europie, co roku nowe narządy otrzymuje około 50 osób na 1 milion mieszkańców, w Polsce 5-krotnie mniej. Dzięki transplantacji, tysiącom ludzi uratowano życie. Z rozmów z nimi i z ich rodzinami wynika, jak bardzo są szczęśliwi, jak cieszą się. Oto kilka wypowiedzi:
„Jestem bardzo szczęśliwy, że poddałem się operacji transplantacji serca, gdyż była to ostatnia szansa na przedłużenie mi życia, wychowanie syna i przeżycie jeszcze wielu wspaniałych chwil" (Roman Błażejczak).
„Obudziłem się niezupełnie przytomny. Usłyszałem, że jestem już po operacji i mam nowe serce. Poczułem wielką ulgę! Uwagi pielęgniarek traktowałem jak młody uczeń. Byłem szczęśliwy! Dzisiaj jestem tak samo szczęśliwy i tak samo wzruszony wspomnieniami" (Zenon Frydrychowicz). W rozmowach wszyscy stwierdzali swoją radość i szczęście z darowanego im życia. Wielu z „przeszczepionych" pracuje na różnych stanowiskach, przyczynia się do dobra i szczęścia innych.
Naczelną zasadą etyczną, dotyczącą relacji międzyludzkich jest w moralności chrześcijańskiej miłość bliźniego. Kościół zaczerpnął ją z Ewangelii, z nauki Chrystusa, z Jego słów i czynów wykonywanych w duchu miłości. Ten duch miłości dotyczy przede wszystkim odniesienia do chorych, cierpiących i potrzebujących pomocy. Na czym polega autentyczna miłość wspomagająca, czyli miłosierdzie, ukazuje nauka Chrystusa zawarta w Ewangelii. Można ją zilustrować przypowieścią ewangeliczną o miłosiernym Samarytaninie, który w drodze z Jerozolimy do Jerycha natknął się na ciężko poranionego przez bandytów nieznajomego Żyda. Żydzi nienawidzili Samarytan i uważali ich za gorszych od siebie. Samarytanin nie minął jednak obojętnie Żyda, lecz opatrzył jego rany, zawiózł do gospody i zapewnił mu własnym kosztem dalsze pielęgnowanie. Czyn miłosiernego Samarytanina ma być, w interpretacji samego Chrystusa, wzorem i przykładem dla każdego Jego wyznawcy, co powinien czynić wobec potrzebujących pomocy. W etyce chrześcijańskiej miłość zajmuje naczelne miejsce wśród cnót, czyli wartości moralnych. Prymat ten uznają etycy świeccy, np. Biegański widzi w miłości najwyższy ideał etyczny, a Szenajch „szczyt rozwoju wrodzonego człowiekowi współczucia i najwyższe uogólnienie etyczne, z którego wynikają wszystkie prawa społeczne i ideały etyczne, dotyczące także etyki lekarskiej". Miłość rozumiana w duchu chrześcijańskim może ogromnie ubogacić etykę humanistyczną, zwłaszcza w odniesieniu do etyki lekarskiej. Nic dziwnego zatem, że etycy świeccy uznają w miłości miłosiernej naczelną zasadę etyki lekarskiej. Stąd też apel Biegańskiego kierowany do lekarzy: „Pamiętajmy o tym, że medycyna urodziła się z niedoli, a rodzicami jej chrzestnymi były: miłosierdzie i współczucie". Trzeba również zaznaczyć, że miłosierna miłość bliźniego, jest udziałem w miłości, jaką Bóg obdarza ludzi. Bóg, Ojciec miłosierdzia, czyni ich sposobnymi do miłowania ludzi. Dla obdarzonych łaską i miłujących Boga miłość ta, jakkolwiek trudna, nie jest niemożliwa. Właśnie miłość potrafi skutecznie natchnąć człowieka współczuciem i pociągnąć jego wolę do okazania innym pomocy, gdy jej potrzebują.
Objawiona przez Chrystusa, a głoszona przez Kościół zasada miłości ma ogromne znaczenie dla postępowania ludzi medycyny, zwłaszcza w ich odniesieniu do pacjentów. Lekarz, który w niej uznał naczelną normę swego działania, potrafi to działanie przede wszystkim natchnąć życzliwością i troską o pacjenta i jego zdrowie. Dobrze wykonuje swe obowiązki, pracuje rzetelnie, ale ostatecznie nie dla zysku, czy kariery, lecz realizuje swe powołanie służby człowiekowi. Zdobędzie się nawet, gdy uzna to za potrzebne, na ofiary i wyrzeczenia. W tym duchu trzeba patrzeć na transplantologię, na troskę o przywracanie człowiekowi zdrowia. Ale również w duchu trzeba patrzeć i na warunki, w jakich leczy się i przebywa pacjent.
U niektórych ludzi powstają wątpliwości, czy transplantacja jest zgodna z nauką Kościoła Katolickiego. Trzeba jasno powiedzieć, że nauka Kościoła jest bardzo jasna. Zawarta jest ona w Katechizmie Kościoła Katolickiego, w Karcie Pracowników Służby Zdrowia i w niektórych wypowiedziach Jana Pawła II. Do uczestników Międzynarodowego Kongresu Transplantologicznego Papież powiedział m. in.: „Przeszczepy są dużym krokiem naprzód w służbie nauki dla człowieka. Niejeden zawdzięcza swoje życie transplantacji organu. Metoda przeszczepiania coraz częściej okazuje się ważnym sposobem wypełniania głównego celu medycyny, którym jest służba dla życia człowieka". Właśnie dlatego, w Encyklice Evangelium vitae sugerowałem, że jednym ze sposobów kształcenia prawdziwej kultury życia „jest dawanie organów w sposób dopuszczalny z etycznego punktu widzenia, a mianowicie mając na uwadze stwarzanie szansy na zdrowie, a nawet życie osobom chorym, które często nie mają żadnej innej nadziei". Papież nie tylko podkreśla wielką wartość transplantacji dla ratowania życia i zdrowia człowieka, ale wyraźnie stwierdza, że darowanie swojego organu jest aktem szczególnej miłości. Należy w pierwszym rzędzie podkreślić, jak już zauważyłem przy innej okazji, że każdy przeszczep organu ma swoje źródło w decyzji o wielkiej wartości etycznej, a mianowicie decyzji zaoferowania za darmo części własnego ciała drugiej osobie dla jej zdrowia i dobrego samopoczucia. Szlachetność takiego gestu polega na tym, że jest on prawdziwym aktem miłości. Nie jest to przecież kwestia podarowania czegoś, co należy do nas, lecz podarowania czegoś z siebie. „Z powodu mocnego związku z duchową duszą, ciało ludzkie nie może być postrzegane wyłącznie jako zespół tkanek, organów i funkcji, lecz jako istotna część osoby, która przez ciało ukazuje się i wyraża". Dalej Ojciec Święty omawia bliżej pewne warunki, mające na celu ochronę godności osoby ludzkiej, zarówno dawcy, jak i biorcy, ale uznanie dla metody transplantacji jest bezsporne.
Myślę, że trzeba również ukazać znaczenie przeżyć religijnych w metodzie transplantacji. Mamy pod tym względem opracowanie naukowe. Anna Sładkowska napisała pracę magisterską na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie pt. „Dynamika zmian religijności po transplantacji serca". Przebadała 30 osób po transplantacji serca. Uczestnicy byli pytani o ich religijność przed i po zabiegu. Wyniki wskazują, że po operacji podnosi się poziom emocjonalnego związku z religią i Kościołem. Wzrasta znaczenie religii jako wyznacznika sensu życia, drogowskazu dla właściwego postępowania i czynnika zmniejszającego lęk przed śmiercią. Bóg jest postrzegany nie tylko jako Stwórca, Sędzia, ale jako Ojciec miłujący i miłosierny. Autorka stwierdza, że tak pojęta religijność może mieć pozytywny wpływ na przebieg leczenia i powrót do zdrowia.
Wyniki badań Autorki potwierdzają rozmowy i wypowiedzi pacjentów. Przytoczę jedną z nich, 42-letniego mężczyzny: „Po wiadomości o konieczności przeszczepu serca, chodzę jak nieprzytomny, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Wszystko widzę w czarnych kolorach. Pewnego późnego wieczoru nadchodzi kryzys psychiczny. Chodzę (na ile mi siły pozwalają) po Instytucie nieprzytomny, jak błędna owca. Odzyskuję chwilowo świadomość. Okazuje się, że stoję przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, znajdującym się na końcu korytarza, w miejscu, gdzie chorzy przychodzą modlić się. Światła na końcu korytarza, gdzie jest obraz są zgaszone. Obraz jest w półmroku, świecą się pod nim tylko maleńkie światełka, które rzucają poświatę na ten cudowny obraz. Padam na kolana i modlę się do Matki Boskiej. Od ołtarza odchodzę całkowicie odprężony, uspokojony i dziwnie przeobrażony. Zaczynam wierzyć, że wszystko się uda. Staję się całkiem innym człowiekiem."
Przytoczę jeszcze wypowiedź Chiary Lubich, założycielki świeckiego ruchu kościelnego, tzw. Foko1arinów, o znaczeniu wiary w cierpieniu: „Jeśli cierpisz i twoje cierpienie jest tak głębokie, że przeszkadza ci w jakimkolwiek działaniu przypomnij sobie Mszę Świętą. We mszy Jezus dziś, jak wtedy, nie pracuje, nie naucza: Jezus poświęca siebie z miłości. W życiu można tyle powiedzieć, tyle zrobić, lecz głos cierpienia, choć niemy i innym nie znany, głos cierpienia ofiarowanego z miłości jest najpotężniejszym słowem, takim, które przebija niebiosa. Jeśli cierpisz zanurz swoje cierpienie, odprawiaj Twoją mszę świętą, a jeśli świat cię nie zrozumie, nie trać pokoju. Wystarczy, że rozumie cię Jezus, Maryja, święci, żyj z nimi i pozwól płynąć twojej krwi dla dobra ludzkości, tak, jak On (...)".
Chciałabym zaświadczyć przed całym światem, że Jezus opuszczony wypełnił każdą pustkę, rozjaśnił każdą ciemność, stał się towarzyszem każdej samotności, przekreślił każde cierpienie, wymazał każdy grzech.
Jeden z pacjentów wspomina, że poznał w Instytucie Kardiologii w Aninie dwóch młodych chłopców - 19-letniego Krzysztofa i 16-letniego Piotra, którzy niestety, nie doczekali daru serca. To bardzo przykre, że tacy młodzi ludzie, przed którymi życie stało otworem musieli umrzeć. Dzieje się tak dlatego, że rodziny nie wyrażają zgody na pobranie narządów od osób zmarłych. Wielu chorych, którzy mogliby być uratowani umiera. Statystyki podają, że liczba przeszczepów serca w Polsce,
w porównaniu z innymi krajami jest najmniejsza. W 2000 roku na 10 milionów mieszkańców przeszczepiono serc: w Polsce 33, we Francji 59, we Włoszech 52, w Czechach 56, a w Austrii 108. Socjologowie wymieniają szereg przyczyn, a wśród nich małą świadomość społeczną znaczenia transplantacji jako metody leczenia. Stąd zachodzi konieczność propagowania tej tematyki i uświadamiania ludzi. Apeluje o to również i Ojciec Święty, Jan Paweł II, w cytowanym już przesłaniu do transplantologów: „ Ufam, że przywódcy społeczni, polityczni i oświatowi zaczną angażować się w tworzenie prawdziwej kultury szczodrości solidarności. Istnieje potrzeba wszczepienia w serca ludzi, zwłaszcza w serca młodych, prawdziwego i głębokiego doceniania potrzeby miłości braterskiej, miłości, która może wyrażać się w podjęciu decyzji o zostaniu dawcą organu. Niech Pan wspiera każdego z Was w pracy i niech prowadzi Was w służbie dla autentycznego postępu ludzkości. Ja dołączam do tego życzenia swoje błogosławieństwo".
Zachodzi więc konieczność większego zaangażowania w tej dziedzinie środków społecznego przekazu, wychowawców, ludzi kultury. Chodzi przecież o tak wielką wartość, jaką jest życie człowieka.
 

źródło

 
stat4u