Prawdziwe zdarzenie z życia koordynatora

Prawdziwe zdarzenie z życia koordynatora

dr Helena Zakliczyńska

Historia rozpoczęła się 28 grudnia po południu. Pacjent JN (lat 27), który do Szpitala w Katowicach tram z wypisem ze Szpitala w Siemianowicach, wykazywał ewidentne objawy śmierci mózgu. Można więc bylo - teoretycznie - rozwaŻ'/ć możliwość pobrania narządów. MIody chlopak, po krótkim pobycie w Oddziale Intensywnej Terapii - do pobrania nadają się: serce, wątroba, nerki, trzustka i rogówki. W oczekiwaniu na Rodzinę, sprawdzono Centralny Rejestr Sprzeciwów - bez sprzeciwu (28.12.2005 godz. 14.28).

Pojawiły się jednak pytania - Czy to na pewno ta osoba? Gdzie są jego dokumenty? Czy na pewno nie ma kontaktu z rodziną? Personel medyczny nie nawykły do takiej skrupulatności nie zauwaŻ'/ł braku dowodów tożsamości. Czy do aktualnego stanu JN nie przyczyniła się jakaś osoba trzecia? Uraz glowy, wcześniej drgawki, może został pobity?
Wobec powyższego została zawiadomiona Prokuratura Rejonowa w Siemianowicach. Prokurator musi wyrazić zgodę na pobranie narządów.

29 grudnia rano zadzwonH do mnie Jarek z prośbą o pomoc w załatwianiu tej sprawy. Podał numery telefonów do prokuratora Nowackiego oraz jego zastępcy pana Kowalewskiego. Poinformował mnie, że zoslała już zaangażowana policja z Komisariatu w Będzinie celem odwiedzenia mieszkania, w którym był zameldowany JN (Kowalskiego 413) oraz Komenda Powiatowa w Miasteczku Śląskim, gdzie być może mieszka matka JN. W mieszkaniu przy Kowalskiego nie zastano nikogo, a Pani Janina Nowik (nie Nowak) nie zna pana JN. Ponadto JN podobno jest nieubezpieczony.

ZadzwonHam na izbę przyjęć Szpitala w Siemianowicach i dowiedziałam się, że pacjent był tego dnia przyjęty dwukrotnie. Pierwszy raz samowolnie opuścił szpital, za drugim razem stracH na izbie przytomność . Pani Ania, która pełnHa wówczas dyżur była nieuchwytna. Rozmawiałam więc kilkakrotnie z pielęgniarką - panią Ewą, aby ustalić chronologię wydarzeń.
Pani Ewa odczytała raporty z tego dnia z zapisami o braku dokumentów JN.
-Skąd wiedziały, że on to on?'
- przy pierwszym przyjęciu podał imię i nazwisko oraz datę urodzenia, a poza tym był naszym pacjentem wielokrotnie i w szpitalnej bazie danych były wpisy. Traktowany jako pacjent nieubezpieczony. Proszę zadzwonić za 30 minut - odszukam panią Anię, może ona wie coś więcej. Chcąc sprawdzić stan faktyczny jego ubezpieczenia zadzwoniłam do śląskiego oddziału NFZ. Panie po przedstawieniu sprawy (dawca narządów itd.) bardzo się przejęły i przeszukały bazę danych. - Ostania składka wpłynęła do NFZ w czerwcu br. wcześniejsze - nieregulame.
- Czy JN można uznać za ubezpieczonego? (pytam)
- Proszę zadzwonić do naszego prawnika.
Prawnik wyraził pogląd, że na podstawie posiadanych przez NFZ danych, nie można stwierdzić czy JN jest czy też nie jest ubezpieczony Na to pytanie może odpowiedzieć tylko ZUS.

Wykonałam kolejny telefon do Pogotowia Ratunkowego w Siemianowicach. Skąd wiedzieli jak pacjent się nazywa? W raportach nie zanotowano, z jakich dokumentów pochodzą dane. -Proszę zadzwonić za chwilę - połączę się z ratowniczką. która pacjenta przywiozla - może ona wie coś więcej".
Izbie przyjęć Szpitala w Siemianowicach nie dowiedziałam się niczego nowego. Ratowniczka pamiętała, że był splątany, ale przytomny i podał swoje dane.
Zadzwoniłam do Komendy w Będzinie - byli w mieszkaniu i nikogo w nim nie ma, sąsiedzi nie znają takiej osoby. Podobno ma brata.

Kolejny telefon do Komendy w Miasteczku Śląskim- Dowiedziałam się, że pani Janina Nowik nie zna JN.
Kontaktu z rodziną nie było, CRS ujemny, zapisów przy JN o sprzeciwie na pobranie narządów nie ma. Wydawało się nam, że można pobierać. Ale Dyrektor Szpitala w Katowicach i Ordynator OIT-u pragną dokumentów zezwalających na pobranie. Samo prawo nie wystarczy.

Sylwia zadzwoniła do .Centrali Dowodzenia' w Warszawie. Usłyszeliśmy, że - .takie przypadki się zdarzają. można pobrać, tylko trzeba wszystko odnotować w historii choroby'. Amen.
Kolejny telefon do Panów Policjantów. Dowiedziałam się, że ci z Będzina przyślą do naszego biura pismo, z informacją, że nie znależli krewnych i znajomych. A ci z Miasteczka Śląskiego - nie przyślą (?!). Ok.
Napisaliśmy pismo do Dyrektora i Ordynatora z wyjaśnieniem.
Na co Pan Ordynator:

.A skąd wiemy, że JN to JN? Bez pewności nie ma mowy o pobraniu. . Co zrobić?
Jarek - Zadzwoń do Nowackiego'.
Zadzwoniłam do prokuratora
- Nie możemy się zgodzić dopóki nie ustalimy, że JN to JN. Przeczytam Pani taką notatkę - podał dane swojego brata, aby straż miejska jego obciążyła mandatem. Może się Pani dowie czy był wzywany przez Urząd Pracy w Siemianowicach do stawienia się 27 grudnia? I proszę dowiedzieć się, co z jego czasowym pobytem w Siemianowicach'.. Bardzo miła i rzeczowa rozmowa.
Jest ok. 14.30 - dzwonię do Urzędu Pracy w Siemianowicach z zapytaniem:
Czy miał się stawić 27 grudnia?
Kilka przełączeń do właściwej Pani. Urząd Pracy w Siemianowicach ostatni rejestr datuje w roku 2002, z adresem Ks. Filipiaka 55/5. Przyszło mi na myśl, że może mają jakieś dokumenty w Urzędzie Pracy w Będzinie, gdzie jest zameldowany? Zadzwoniłam Wojewódzkiego Urzędu Pracy, gdzie mnie skierowano do Urzędu Powiatowego.
Pani poprosiła o faks, .bo ochrona danych osobowych'. Nie mam faksu w domu. Długo sprawdzała, a ja słuchałam melodyjki. Wreszcie jest odpowiedż: .Nie ma w rejestrze.
Jarek wpadł na nowy pomysł. .może sprawdzimy rodziców przez Centralny Rejestr Sprzeciwów?'. Ciekawe, kto ma dyżur w Poltransplancie? Zadzwoniliśmy- zgłosił się pani Kasia. .Macie fajnie. Pań Janin Nowak w naszym kraju było 2, jedna urodzona w 1909 zmarła w 1988 - z głowy, druga urodzona w 1904. (Nie ma mo wy, żeby była matką 27-latka). Janiny Kowalskiej w rejestrze PESEL nie stwierdza się. Z głowy
Proszę jeszcze o sprawdzenie ojca.
Czy Ty wiesz ilu jest Ksawerywch Nowaków Polsce? Pewnie 250.
Zadzwoniłam po kilku minutach.
Helena - masz szczęście, jest ich dwóch Jeden urodzony w 1946 w Będzinie obecnie mieszka w Szczecinie. Drugi - urodzony w 1955 w Krynicy (ciep/o! JN też urodził się w Krynicy)z adresem zameldowania Ks. Fi/ipiaka 55/5 w Siemianowicach (ten adres już znamy) zmarł w 2001 (".
Ok. Ojciec nie żyje.
Pytanie, co z rzekomym bratem?
Zadzwoniłam na Komendę do Siemianowic.
Tak wiem, proszę Panią. Ale jak ktoś mieszka pod adresem czasowego zameldowania poniżej 100 dni to my tego nie rejestrujemy'. Nic z tego nie rozumiem.
Co JN robił w Siemianowicach?
Kolejny telefon do prokuratora. Nie ma go, ale jest zastępca. Zdaję relacje z tego co wiem. Pan Prokurator nie wyraził zgody...
Musicie udowodnić, że on to on.
Zadzwonił Jarek:
Mamy przecież numer dowodu osobistego i numer jego wystawcy". Eureka!
Kto kryje się pod numerem wystawcy?
Zadzwoniłam do Urzędu Miejskiego w Zabrzu, może tam wiedzą? Robi się ciepło - jest 14.55.
Mamy tylko rejestr Zabrza, ale proszę zadzwonić do Biura PESEL w W Śląskim Urzedze Wojewódzkim". Dzięki wielkie!
Jest już po 15. Mogę odpocząć do jutra.
Zadzwoni Krzysiu z informacją, że policjanci zidentyfikowali JN. Hura!
Okazało się jdnak wkrótce, że policjanci przysłali pismo, że nie zastali nikogo w mieszkaniu JN. A nie, że zidentyfikowali JN.
Krótko trwała ta nadzieja. Nie pozostało nam nic innego jak tylko czekać do rana na otwarcie Urzędu Wojewódzkiego.
Sylwia dzwoni regulamie, co 2 godziny czy coś wiadomo. Ano nic. Trzeba czekać. Na szczęście JN trzyma się dobrze.
O 2130 zadzwonił Profesor.
"Tak, pobranie zrobimy ok. dwunastej to z prądem jeszcze zdążymy.. "Mam nadzieję, że się uda Panie Profesorze".
30 grudnia, piątek. Przedostatni dzień roku. Godzina 841 Śląski Urząd Wojewódzki, Biuro PESEL.
Numer wystawcy 123456 to oczywiście Będzin. Radzą, żeby zadzwonić do Urzędu Miejskiego w Będzinie, do Biura Dowodów Osobistych.
Zadzwoniłam:
"Dzień dobry, proszę o połączenie z Biurem Dowodów Osobistych".
Wie Pani, dzisiaj ostatni dzień roku, mamy tyle wydań. Może być ciężko'. .Basiu! Dzwoni Pani czy możemy wydać?" (Slyszę jak się naradzają)
"T ak, ale musi być papier z URZĘDU!"
Może być Prokuratura w Siemianowicach?"
Jak:
Bardzo Panią proszę o zalatwienie tego dzisiaj, ludzie czekają na przeszczep".
Niech mnie Pani nie obciąża odpowiedzialnością!"
Zadzwoniłam do Prokuratury.
Dzień dobry, poproszę z prokuratorem Kowalewskim".
"Tak napiszę. Gdzie? Jaki faks?" - wyjaśniam i odkładam słuchawkę w przekonaniu, że sprawa jest załatwiona.
Dzwonię do Jarka. Jest kartoteka, prokurator napisze. -Nareszcie światełko w tunelu.
Do godziny 1050 prokurator jeszcze nie napisał, jest zajęty. Cudownie. Komendant Wątroba z komendy w Siemianowicach niecierpliwie czekał na pismo Kowalewskiego do godziny 1430. Doczekał się!. Razem ze zdjęciem JN przefaksowanym z Urzędu Miejskiego w Będzinie.
Ale prokurator zaskoczył nas stwierdzeniem, że nie można zidentyfikować deli kwenta na podstawie kopii, w dodatku faksu. Zadzwoniłam do Urzędu Miejskiego w Będzinie, rozmawiam z PANIĄ KIEROWNIK. Panie czekają na przybycie Funkcjonariuszy zwarte i gotowe.
Pracujemy do 1530, ale ja zostaję do 1600.
Super. Zadzwoniłam do Jarka:
"Policjanci z Siemianowic jadą po papier do Pana Prokuratora i mogą pojechać do Będzina po oryginaly dokumentacji celem dokonania identyfikacji. Może zdążą". Na dodatek klęska żywiołowa - opady śniegu, jak niezwykle rzadko zdarza się zimą, ale jak zwykle wszyscy są zaskoczeni.
Aby pokonać opór pana prokuratora próbowaliśmy interweniować w instancji wyższej. Niestety Prokuratura Okręgowa w Katowicach opustoszała przed 1500.
O godzinie 1535 zadzwoniłam raz jeszcze do Urzędu Miejskiego w Będzinie. Jam pracują do 1530".
" T ak, ale Pani Kierownik miala być do 1600'.
.Przed chwilą wychodzila pani z Biura Dowodów i mówi/a, że jest ostatnia, a tam Kierownikiem jest mężczyzna".
Jo chyba niedawno się zmieni/".
"Tak, teraz jest to mężczyzna".
" T o w takim razie dzisiaj się zmienił
Cuda się zdarzają, choć to nie Wigilia Bożego Narodzenia.
Zatelefonowałam do Jarka z informację, że- policjanci nie mają po co jechać do Będzina.
Komendant Wątroba podjął decyzję, aby drogą elektroniczną! przesłać podobiznę JN do Komendy w Katowicach, co ułatwi i przyspieszy(!) identyfikację zmarłego. Przesyłali tak długo, że w tym czasie wydział kryminalny odnalazł SIOSTRĘ zmarłego.
Pojechaliśmy na ulicę Lwowska w Chorzowie. Otworzyło nam dziecko.
"Mamy nie ma w domu". Sąsiadka obiecała, że da znać jak się pojawi. Ojciec, czyli mąż siostry, był pierwszy, ale rozmawiać z nami nie chciał..
Czekaliśmy do godziny 23-ciej.
Zadzwoniła siostra JN, popłakała się i w efekcie około trzeciej w nocy rozpoczęło się pobranie.
Wszystkie dane umożliwiające identyfikację poszczególnych osób zostały zmienione.

SZLACHETNE ZDROWIE NR 12/2006

 
stat4u