Z nowym rokiem zawalczą o życie

Od stycznia leki mogą okazać się za drogie dla wielu osób po przeszczepie. Chorzy apelują o szybką zmianę fatalnej ustawy refundacyjnej, bo zagraża ona ich życiu. Ale resort zdrowia milczy Dziś obchodzimy Światowy Dzień Donacji i Transplantacji. W Polsce to święto 12 tys. osób, które dzięki przeszczepowi dostały drugą szansę na życie. Ale w tym roku powodów do świętowania nie mają. Wysyłają dziś do Rzecznika Praw Obywatelskich prośbę o interwencję w sprawie ograniczenia dostępu do leków. - To nasza ostatnia szansa - mówi Eugeniusz Rydel, prezes stowarzyszenia Życie po przeszczepie, który sześć lat temu przeszedł transplantację wątroby. By żyć, musi do końca życia musi przyjmować tzw. leki immunosupresyjne, które obniżają odporność. Inaczej organizm odrzuciłby nowy narząd, traktując go jako ciało obce.

Pacjent mógłby umrzeć. Obawy chorych budzi nowa ustawa refundacyjna, która będzie obowiązywać od 1 stycznia. Do tej pory płacili za oryginalne leki symboliczne kwoty, bo refundował je NFZ, były także duże upusty oferowane przez firmy farmaceutyczne, hurtownie i apteki. Od stycznia upusty będą zakazane (za ich stosowanie grożą wysokie kary finansowe). Zmieni się też sposób wyliczania refundacji - żadnego leku refundowanego nie będzie można sprzedać taniej niż ustali to resort zdrowia z producentem. Do tego leki na dane schorzenie zostaną wrzucone do jednej grupy teraupetycznej. Znajdą się w niej zarówno oryginalne leki jak i ich tańsze odpowiedniki (tzw. leki generyczne). I to właśnie od ceny tych najtańszych będzie wyliczana kwota refundacji przez NFZ.

Jeśli pacjent będzie chciał, albo musiał przyjmować inny lek, dopłaci różnicę z własnej kieszeni. - Dziś dostaję dwa rodzaje leków. Za opakowanie płacę 3,20 zł. Jeśli miałbym zostać przy tych samych lekach po nowym roku, to za jeden zapłacę 175 zł, a za drugi 279 zł. Miesięcznie oba opakowania razy dwa - mówi Eugeniusz Rydel. - Tymczasem wiele osób po transplantacji żyje z 700 zł renty. Ja mam 1,2 tys. zł. Jeśli będę musiał dopłacać za leki, na życie zostanie mi 300 zł - wylicza. Ale pieniądze to nie wszystko. Zmiana leków na tańsze zamienniki dla chorych może być zabójcza.

 

Już w kwietniu podczas posiedzenia senackiej komisji zdrowia ostrzegał przed tym prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds. transplantologii. - Automatyczne wprowadzenie konieczności stosowania leku generycznego może spowodować, że część chorych straci przeszczep [co grozi śmiercią-red.].

- Leki generyczne, zastępcze są testowane na ludziach zdrowych. Nie wiadomo więc, jak zareaguje na nie osoba po przeszczepie. Chociaż mają tę samą substancję czynną, to np. mogą inaczej się wchłaniać, co jest bardzo groźne. Jeśli lek będzie źle dobrany, ciało zacznie walczyć z narządem i go odrzuci - wyjaśnia dr Krzysztof Pabisiak, transplantolog z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Lekarzy martwi też, że na dobranie choremu nowego leku trzeba kilku miesięcy obserwacji. Gwałtowna zmiana którą wymusza ustawa, nie wchodzi więc w grę.

- Ideą nowej ustawy jest, by "zachęcić ekonomicznie" do leczenia tańszymi zamiennikami. Nie zauważono jednak, że nie wszystkie leki mają zamienniki, a nie wszystkie zamienniki nadają się dla każdego pacjenta - mówi Paulina Kieszkowska-Knapik, ekspert prawa farmaceutycznego z kancelarii Baker&McKenzie, współpracująca z fundacją Lege Pharmaciae. Do wniosku do rzecznika praw obywatelskich pacjenci dołączyli 300 stron opinii transplantologów. Liczą, że rzecznik skieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, albo nakłoni resort zdrowia do zmiany ustawy. Ministerstwo na razie milczy. Po tym jednak, co wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk mówił wiosną na posiedzeniu komisji zdrowia do prof. Rowińskiego, widać, że nie podziela obaw pacjentów. - Na tym etapie myślę, że nie ma problemu - przekonywał. Dziś w ramach Światowego Dnia Transplantacji minister Ewa Kopacz organizuje konferencję, na której pochwali się swoimi osiągnięciami [a naprawdę one istnieją-red.] na rzecz rozwoju polskiej transplantologii.

Źródło: Dziennik Metro

 
stat4u