Trzej seniorzy

 

Latem, dwadzieścia lat temu (1987 r.) na oddziale kardiochirurgii w zabrzańskim WOK-u życie biegło normalnie, co nie oznacza spokojnie. Wykonywanie typowych operacji w ówczesnych warunkach bardzo skromnego wyposażenia sal operacyjnych, wiecznych kłopotów z dostawami leków i materiałów niezbędnych w procesie leczenia, wymagało nie tylko bardzo dużej wiedzy, lecz też i wielkiej pasji ze strony kardiochirurgów, anestezjologów, instrumentariuszek, pielęgniarek i innych pracowników medycznych. W zespole kierowanym przez profesora (wówczas jeszcze docenta) Zbigniewa Religi "oczkiem w głowie" były jednak transplantacje serca. Pierwszy przeszczep w Zabrzu miał miejsce 5 listopada 1985 roku. Udane przeszczepy serca przyniosły duże zainteresowanie opinii publicznej tą nową metodą leczniczą. Polska weszła do światowej ligi leczenia chorób serca. Dla zabrzańskiego zespołu każda transplantacja serca stanowiła wielkie wezwanie, wymagające pełnej mobilizacji. Okres letniego wypoczynku tutaj nie stanowił żadnej taryfy ulgowej.

W czasie tych "wakacji" w Zabrzu m.in. przeszczepiono serca:

17 lipca  -    Roman Wiewiór z Gdańska,

29 lipca  -   Jerzy Badurski z Dąbrowy Górniczej,

5 sierpnia  - Tadeusz Żytkiewicz z Warszawy.

Operacje te zostały wykonane przed upływem dwóch lat od pierwszej udanej operacji w Polsce. Podkreślam ten fakt, bo poddanie się temu zabiegowi wymagało dużej determinacji również ze strony zainteresowanych pacjentów. Dzisiaj to jest odbierane zupełnie inaczej.  

Fotografia prof. Zbigniewa Religi wykonana przez Jima Stanfielda w związku z trzecią wymienioną wyżej operacją została opublikowana w "National Geographic" i zdobyło światowy rozgłos. Śpiący w rogu sali młody lekarz - to dr Roman Cichoń (po sześciu laty kierował zespołem operacyjnym autora tego artykułu).

Obecnie ta trójka jubilatów stanowi w naszym środowisku osób po przeszczepie serca grono nie tylko zasłużonych seniorów, lecz świetlnych "kumpli" z krwi i kości. Ich doświadczenie życiowe, wiedza, poczucie humoru oraz otwarte umysły i serca służą rozwijaniu działalności Stowarzyszenia Transplantacji Serca. Autor tego artykułu miał okazję często spotykać się z nimi zarówno w działalności organizacyjnej jak i w czasie koleżeńskich imprez i spotkań. To daje mi prawo do pokazania ich sylwetek w sposób subiektywny i wyrywkowy. Za mimowolne zniekształcenie opisu tych postaci z góry przepraszam zainteresowanych oraz czytelników.

 

Roman Wiewiór

Ajent wagonu barowo - restauracyjnego "WARS". Po operacji przeszczepu serca  i po niezbędnej rehabilitacji wrócił do zawodu. Nowe wymagania zdrowotne zmusiły do dokonania wielu zmian w sposobie bycia. Sam fakt prowadzenia koczowniczego życia zawodowego "na kołach" po tak poważnej operacji był dla wielu szokujący. Zainspirowało to Telewizję Polską do nakręcenia około półgodzinnego filmu. Jako młody "przeszczepieniec" oglądałem ten film z dużym przejęciem? Przy bliższym poznaniu Romek okazał się wesołym kolegą - nie był "chodzącym pomnikiem". Nasze kontakty były doraźne - np. wspólna praca w Komisji Wniosków i Uchwał na Zjeździe STS.

Z niepokojem dowiedziałem się o pogorszeniu się Jego zdrowia. Na szczęście przeszczep nerki doprowadził do likwidacji tego problemu. Silna wola i wielka chęć życia i tym razem zwyciężyły. Obecnie Romek prowadzi "dostojny" tryb życia. Publiczne zdjęcia i wywiady ponownie ukazały się w związku z Jego obecnością na jubileuszu 20-lecia pierwszego przeszczepu serca prof. Zbigniewa Religi w 2005 roku.

 

 Jurek Badurski

Inżynier urządzeń hutniczych. Niespożyta energia oraz duża wiedza zawodowa nie pozwoliła na pełnienie roli rencisty po przejściu okresu rehabilitacyjnego, spowodowanego oczekiwaniem na transplantację i samej operacji, stanowiącej brutalne wejście w zniszczony organizm. Jego zabiegi w ZUS-ie zakończyły się sukcesem: mimo przyznania pierwszej grupy inwalidzkiej Jurek uzyskał zgodę na podjęcie pracy zawodowej na pełnym etacie - przy innych czynnościach. Przydała się tutaj jego poprzednia dodatkowa pasja - komputery. Współczesnemu czytelnikowi wspomnienie tego faktu może wydać się naiwne. Należy pamiętać, ze ówczesne komputery osobiste były bardzo powolne i pozwalały na korzystanie z bardzo ograniczonych programów. Pamiętamy, ze pierwszy e-mail w Polsce został napisany dopiero w sierpniu 1991.

 Pełniąc funkcję specjalisty ds. restrukturalizacji huty był przydatny dla swojego zakładu i równocześnie dalej rozwijał swoją osobowość. Czas dla Niego nie stanął w miejscu. Nowe życie stanowiło, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, kontynuację dotychczasowego.

Prywatnie - zawsze wesoły, skłonny do nowych żartów. Przyjacielski dla otoczenia i powszechnie lubiany. Jest wspierany w każdym momencie przez sympatyczną (i ładną!) żonę Anię, która towarzyszy Mu we wszystkich imprezach, nie tylko organizowanych przez STS. Jest z daleka rozpoznawalny po wiernym psie Kolochu, którego nigdy nie zostawia samego w domu. Jego skromność i otwartość nie stwarza żadnego dystansu wobec niego ze strony "składaków" z krótszym stażem. Nic z seniora!!!

Tadeusz Żytkiewicz

Doświadczony i ceniony warszawski pedagog i administrator szkolny (na wielu szczeblach). Nowe życie przyjął bardzo aktywnie. Zaczął nietypowo, od wyrobienia prawa jazdy, na które dotychczas stale brakowało czasu. Jeździ do dziś pewnie i roztropnie. Wrócił do swojej ukochanej szkoły. Pamiętam, że gdy martwiliśmy się jego nieobecnością na jednym ze Zjazdów STS - otrzymaliśmy proste wyjaśnienie: wychowankowie zdawali akurat maturę, co jednoznacznie określiło priorytet miejsca pobytu.

Tadeusz odegrał główną rolę przy tworzeniu warszawskiego koła STS. Początki były pionierskie - niezbyt liczne grono "przeszczepieńców" musiało wszystko tworzyć od początku: program, strukturę, bazę biurową, współpracę medyczną z Centralnym Szpitalem MSWiA (obecna nazwa) oraz z Instytutem Kardiologii w Aninie. Pod kierownictwem Tadeusza Koło rozkręcało się szybko, zdobywając coraz większy autorytet. Właśnie Jego osobiste kontakty w stołecznych i centralnych organach państwowych umożliwiły podjęcie wielu inicjatyw przez Zarząd Główny Stowarzyszenia, istotnych dla naszego środowiska.

W Stowarzyszeniu Tadeusz był i jest zawsze bardzo aktywny. Obecnie pełni funkcję wiceprezesa Koła STS w Warszawie, przekazując młodszym działaczom swoje bogate doświadczenie organizacyjne i życiowe. Miałem okazję wielokrotnie uczestniczyć w posiedzeniach i spotkaniach z Jego udziałem. Zawsze podziwiałem rzeczowość argumentacji oraz dążenie do osiągania możliwych kompromisów (nie za każdą cenę - granice muszą istnieć!). Uśmiech i życzliwość niejednokrotnie łagodziły tzw. trudne momenty, które w każdej działalności społecznej są nieuniknione.

* * * * *

Przedstawiłem, w sposób bardzo subiektywny, sylwetki trzech naszych kolegów o najdłuższym stażu po przeszczepie serca. To są laurki, tyle tylko, że prawdziwe. Unikałem pisania życiorysów, bo to nie tutaj jest na to miejsce. Chciałem przedstawić ich moimi oczyma, tak, jak o nich mówi się w czasie naszych spotkań przy kawie. Ponieważ jest nas już bardzo dużo - nie wszyscy mieli szansę poznać naszych seniorów bliżej. Jubileusz dwudziestolecia jest najlepszą okazją do spojrzenia na nich z perspektywy jednego z nas. To są bardzo ciekawi ludzie, (ale nie pomniki!), Którzy swojej szansy na nowe życie nie zmarnowali.

Życzę Im wiele zdrowia i szczęścia oraz utrzymania dobrego samopoczucia i niespożytej energii przez najbliższe pięć lat - do kolejnego Jubileuszu (nie tylko!).

 

Zenon Frydrychowicz

14 lat po przeszczepie.

 

 
stat4u