Miej serce dla innych

 

Artykuł ukazał się www.super-nowa.pl

Małgorzata Rejdych żyje z sercem innego człowieka. On zginął w wypadku, ona dostała drugie życie. Dziś mogłaby nie mieć tyle szczęścia, bo rodzima transplantologia jest w stanie zapaści. W kolejce po nowe serce czeka ponad 250 chorych. Większość może nie zdążyć.

Pani Małgorzata, sympatyczna kobieta w średnim wieku, jest dziś prezesem krakowskiego Koła Stowarzyszenia Transplantacji Serca. Cieszy się życiem, o czym naocznie mogli się przekonać w środę studenci oświęcimskiej uczelni.

Przepowiednia córki

10 lat temu była w zupełnie innym nastroju. Czekała w długiej kolejce po nowe serce. Przestała wierzyć, że dostanie drugą szansę. Stanęła na skraju przepaści. Wtedy jej 15-letnia wówczas córka wypowiedziała zdanie, które ją zmroziło, a jednocześnie podtrzymało nadzieję. - Mamo, są ferie, ludzie dużo podróżują, na pewno będzie sporo wypadków - powiedziała córka.

To, co dla kogoś stało się tragedią, Małgorzacie Rejdych przyniosło wybawienie. Z północy Polski helikopterem przyleciało dla niej nowe serce. Przeszczep wykonano w Krakowie. Dziś pani Małgorzata czuje się dobrze, ma dorosłą córkę i, jak podkreśla, wspaniałego męża. Od lat namawia ludzi do podpisania "Oświadczenia woli". To dokument, zawierający zgodę na przekazanie swoich organów do transplantacji , gdy gaśnie własne życie.

Studenci nie mają oporów

W środę Małgorzata Rejdych gościła w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu. Historia jej życia i oczekiwania na nowe serce wzruszyła studentów. Nie musiała ich specjalnie przekonywać do sensowności podpisania oświadczenia woli.

- Naszym zdaniem najlepiej i najpełniej problematykę przeszczepów przedstawiają osoby, które same musiały się zmierzyć z tym problemem - mówi Monika Kostecka., studentka III roku zarządzania administracją publiczną , inicjatorka akcji w oświęcimskiej uczelni. - Dlatego zaprosiliśmy kilka osób po przebytym zabiegu przeszczepu serca. Opowiedziały nam własne, poruszające historie

Studentka politologii Karolina Bańczyk już jakiś czas temu podpisała oświadczenie woli. - Zrobiłam to chcąc pomóc innym potrzebującym - mówi. - Gdyby, nie daj Boże, spotkał mnie wypadek, z którego nie mogłabym wyjść żywa, chciałabym, by moje zdrowe organy mogły pomóc pacjentom oczekującym w kolejce na przeszczep. W rodzinie Karoliny dwie bliskie jej osoby są po przeszczepie nerki. - Jedna z nich czekała na przeszczep blisko trzy lata. Przez ten okres była na okrągło dializowana - wspomina studentka, podkreślając że w obydwu przypadkach przeszczepy przyjęły się.

Arkadiusz Woźniak przyszedł na spotkanie z osobami po transplantacji głównie z ciekawości. - Na pewno podpiszę oświadczenie woli - zadeklarował student I roku politologii.

Wykładowca w PWSZ, Radosław Folga, zauważa, że wiele mówi się dziś o transplantacji organów po śmierci w kontekście nikłej liczby potencjalnych dawców. - Tyle że te informacje często są bagatelizowane i nie docierają do ogółu społeczeństwa - mówi nie bez racji Folga.

Sprawa doktora G.

Zapaść w polskiej transplantologii zaczęła się tuż po aresztowaniu dr Garlickiego, którego minister sprawiedliwości w poprzednim rządzie oskarżył o, delikatnie mówiąc, niewłaściwe wykorzystywanie organów. W efekcie drastycznie spadła ilość dawców organów do przeszczepu, bo wzburzone medialnymi doniesieniami rodziny kategorycznie sprzeciwiały się transplantacji organów swoich zmarłych bliskich.

Akcja mająca przywrócić zaufanie do przeszczepu organów w polskim społeczeństwie jest promowana i firmowana m.in. przez: Klinikę Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Szpital im. Jana Pawła II; Narodowy Fundusz Zdrowia; Okręgową Izbę Lekarską w Krakowie.



Artykuł ukazał się www.super-nowa.pl




 
stat4u