Czas Judymów się skończyl...

Profesor Antoni Dziatkowiak

A od 50 lat kolejne rządy nie tylko nie zwracają na to uwagi, ale uważają, że jakoś to będzie i ostatnio bez rzetelnej fachowej analizy wdrażają od 1997 r. kolejne dwie nieudane reformy, które doprowadziły do dzisiejszego krytycznego stanu. Jako lekarz boleję nad tą sytuacją i zadaję sobie pytanie, jakie są tego przyczyny i jakie są możliwości poprawy.
Pacjentów utwierdzono w przekonaniu, że darmowe leczenie im się należy. Są wśród nich dobrze i średnio sytuowani, ale większość stanowią biedni i bezrobotni. Zgłaszając się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej po poradę, nie zawsze mogą uzyskać skierowanie do niezbędnych badań dodatkowych.
Na konsultacje specjalistyczne i wysokospecjalistyczne oraz na drogie zabiegi diagnostyczne i na operacje przychodzi im czekać wiele miesięcy, co w przypadku np. nowotworów i choroby wieńcowej przekreśla szansę na dobry wynik leczenia. I do tego przepisane leki są za drogie, jak na finansowe możliwości chorych. Pacjenci są więc niezadowoleni, rozgoryczeni i za powyższe trudności obwiniają nie odległy rząd i ministra zdrowia, a lekarzy, z którymi kontaktują się na co dzień. Niezadowolenie pacjentów jest też świadomie i umiejętnie podsycane przez media, które, zdarzające się w każdej profesji, jednostkowe uchybienia uogólniają i wyolbrzymiają, co podważa niezbędną dla skutecznego leczeniu subtelną tkankę wzajemnego zaufania. Utwierdza się więc w społeczeństwie przekonanie, że lekarze, a zwłaszcza specjaliści celowo wydłużają terminy konsultacji, badań i zabiegów, by jak najmniej pracować lub też stwarzać sytuacje sprzyjające wzajemnemu świadczeniu grzeczności.
Tymczasem liczba i zakres badań dodatkowych, którymi dysponuje lekarz opieki podstawowej, a zwłaszcza wysokospecjalistycznych usług jest ograniczona ilością pieniędzy w systemie opieki zdrowotnej, które kontraktami wydziela Narodowy Fundusz Zdrowia. Jeżeli lekarze przekroczą ten, kontraktem narzucony przez NFZ limit, wówczas wchodzą w konflikt z swoimi dyrektorami jednostek z powodu wykonania ponad kontraktowych, czyli niezapłaconych przez NFZ usług. Za zadłużanie tą drogą szpitali czy ZOZ-ów dyrektorzy obciążają lekarzy i obniżają im płace oraz zwalniają z pracy. Powstało więc błędne koło: lekarze potrafią i chcą, ale nie wolno im, ponieważ w systemie jest za mało pieniędzy, znacznie mniej niż wynosi zapotrzebowanie społeczeństwa. W przychodni lekarz może i chce przyjąć wszystkich czekających w kolejce, ale jego przełożony pozwala dziennie zarejestrować tylko tylu, na ilu NFZ zawarł kontrakt i nie więcej. Lekarze są więc w potrzasku niezadowolenia pacjenta, zakazu przełożonego i nakazu etyki lekarskiej.
Sytuacja materialna pracowników służby zdrowia od wielu lat jest zła. By utrzymać rodzinę, opłacić mieszkanie i nośniki energii, kształcić dzieci i obligatoryjnie stale się dokształcać w postępach medycyny, lekarz musi pracować 8 godzin na etacie, pełnić nocne dyżury i dodatkowo w poradni lub w gabinecie indywidualnym, co łącznie wynosi 14 do 16 godzin na dobę. Chirurga nikt przed operacją nie pyta czy jest wyspany! Wiesław Gomułka powiedział, że kelnerom i lekarzom podwyżki płac się nie należą, ponieważ oni sobie dobrze radzą. Ale lekarze nie chcą sobie "jakoś radzić". Mają, jak każdy w normalnym społeczeństwie, prawo do 40 godzinnego tygodnia pracy i do godziwego wynagrodzenia, stosownie do wkładu czasu pracy, wiedzy, umiejętności i odpowiedzialności. Zmiana ustroju w Polsce wprowadziła prywatyzację i kapitalistyczną gospodarkę wolnorynkową, w której młodzi i wykształceni fachowcy otrzymują należne im wysokie wynagrodzenia, a lekarze nadal poniżej średniej krajowej. Wszędzie, równo z innymi, za wszystko muszą płacić jak w kapitalizmie i jako jedyna grupa zawodowa w Polsce, zepchnięta na margines beneficjentów kapitalizmu, otrzymuje płace socjalistyczne. Organizacja i centralny system finansowania służby zdrowia w Polsce nadal tkwi głęboko w socjalizmie. Postęp medycyny i roszczeniowa postawa społeczeństwa, generują wzrastające zadania dla lekarzy. Niemożność pełnego zaspokojenia wymagań pacjentów, przepracowanie i świadome przez państwo ekonomiczne wykorzystywanie, powoduje u białego personelu frustrację sięgającą ostatnio zenitu. A goryczy dopełnia okłamanie pielęgniarek tzw. ustawą 203. Czas Judymów dawno już przeminął!
W obecnej chorej sytuacji w ochronie zdrowia nie da się rzetelnie i efektywnie pracować w sposób zadawalający pacjentów i usługodawców. Grozi to zapaścią systemu, zarobkową emigracją najlepszych pracowników białego personelu i pogorszeniem zdrowia naszych obywateli. A wiadomo, że do podjęcia pracy zagranicą trzeba wiedzy, umiejętności, doświadczenia, znajomości języka i nie lada odwagi oraz determinacji zerwania więzi w kraju. To potrafią tylko najlepsi. Szkoda, że będą leczyć obcych, a nie naszych chorych.

artykuł ukazal się w portalu naturalnie.com

 
stat4u